Testy aut nowych

O tym jak wpadłem w turbodziurę, czyli Opel Astra 1.2 po lifcie

Testy aut nowych 21.02.2020 273 interakcje
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 21.02.2020

O tym jak wpadłem w turbodziurę, czyli Opel Astra 1.2 po lifcie

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz21.02.2020
273 interakcje Dołącz do dyskusji

Dawno tyle nie myślałem o jednym silniku. Benzynowy 1.2 z Opla Astry początkowo w ogóle mi się nie spodobał. 

Nie wiem, jak to zrobię, żeby w tym teście napisać o czymś więcej niż tylko o nowym silniku w Oplu Astrze. To 1,2 litra, połączone z manualną 6-stopniową skrzynią biegów wzbudziło we mnie tyle emocji. Za każdym razem, gdy wsiadałem do Astry rozpoczynałem rozmyślania wyłącznie o nim – ile mi spali, a przede wszystkim, czy on jedzie, czy nie jedzie.

Wszystkie silniki w Astrze będą teraz trzycylindrowe. Tak Oplowi podyktowało serce i limity emisji dwutlenku węgla. Nie wziął ich z koncernu PSA, tylko postawił na te opracowane przez General Motors. Ja pod opiekę dostałem 130-konną benzynową wersję o pojemności 1,2 litra. Przy tej pojemności są jeszcze inne moce – 110 i 145 KM, ale podejrzewam, że przy zakupie poprosiłbym o słabszą, by pozbyć się złudzeń.

Nie uprzedzajmy faktów, jak to mawiał klasyk. Zacznijmy od rzeczy pozytywnych (to już się domyślacie, co napiszę o silniku).

opel astra k 2020 test

Nowy-stary Opel Astra

Wizualnie Opel zmienił się niewiele, pisaliśmy o tym co najmniej dwa razy. Cały sens odświeżania sprowadził się do silników i obniżania zużycia paliwa. To się udało, podobnie jak kilka niespodzianek.

Na przykład taka, że gdy sparowany przez Bluetooth telefon podpiąłem do ładowania (przez jeden, jedyny port USB 2.0 na całym pokładzie), to powitało mnie Android Auto, które wraz z Apple CarPlay jest oferowane w standardzie. Jakże to miłe, podobnie jak miłe jest, że skórzaną kierownicę otrzymujemy także w najtańszej wersji.

opel astra k 2020 test

Szkoda tylko, że port USB jest ukryty w podłokietniku i kabel do telefonu trzeba ciągnąć wzdłuż tunelu, jeśli chcemy go trzymać z przodu. Skoro mamy Android Auto to w sumie nie trzeba trzymać tam telefonu, no ale przecież istnieje jeszcze Yanosik.

opel astra k 2020 test
Tu kryje się szpara na telefon.

Można zakupić jeden z systemów do wypełnia tej dziury po środku konsoli. Może to być zapaszek i może być to uchwyt na telefon. Gdy nie wybierzemy nic, to otrzymujemy dziurę, w której zmieści się guma do żucia lub niewielki pęk kluczy oraz szparę, w którą możemy wetknąć telefon. Nawet nie wypada, tylko trochę się telepie. To wciąż są rzeczy pozytywne. A teraz…

Rzeczy jeszcze bardziej pozytywne, na które nie zwróciłem uwagi

Jest mnóstwo rzeczy, które w ogóle nie przykuły mojej uwagi. A to, że tak się stało, oznacza, że prezentują dobry poziom.

Nie zwróciłem uwagi na fotele Astry, ani razu nie wierciłem się w trakcie długiej jazdy. Fotel z Astry to wysoka klasa, oznaczenie AGR dostępne jest już od drugiego poziomu wyposażenia, a w najtańszej da się je dokupić za 2000 zł. Plecy i siedzenia przedstawicieli handlowych się ucieszą. Choć interesujący jest pomysł, by regulacja na wysokość i nachylenia oparcia odbywała się ręcznie, a pochylenia siedziska i podparcie odcinka lędźwiowego – elektrycznie.

opel astra k 2020 test

Nie przyglądałem się zamykanym wlotom powietrza, które pomagają obniżyć spalanie, ale za to zwróciłem uwagę na wycieraczki, które nie powracają po wyłączeniu silnika. Śmiesznie to splątanie wygląda, ale jest bez znaczenia. Za to zamykane wloty powietrza sprawiają, że niewielki silnik szybko dostarcza do kabiny ciepłe powietrze. W ciepełku można się wygodnie rozsiąść.

Obszerne wnętrze

Astra ma dużo miejsca w środku, nawet pasażerowie tylnej kanapy nie powinni czuć się pokrzywdzeni. Na pewno miejsca nad głową im nie zabraknie. Świata za to Astra nie podbije 370-litrowym bagażnikiem. Dobrze, że w jednej z opcji można mieć podwójną podłogę bagażnika. Ja nie miałem, w związku z tym po włożeniu wózka dziecięcego mogłem wrócić do domu i zasiąść przed telewizorem, razem z resztą bagażu, który się nie zmieścił. 

opel astra k 2020 test

Gdy jednak się odobraziłem na bagażnik i torby poupychałem w całym samochodzie, doceniłem jeszcze bardzo dobrej jakości oświetlenie. Dopłata 4900 zł do matrycowych reflektorów jest słona, lecz warta rozważenia, szczególnie, gdy sporo czasu zamierza się spędzić w trasie. Zwykłe reflektory LED to koszt tylko 800 zł.

opel astra k 2020 test

Bez dopłaty dostaniemy za to czujniki parkowania z przodu i tyłu – kolejna miła niespodzianka po Android Auto. Osoby często wyjeżdżające tyłem z parkingu na ruchliwe drogi mogą dokupić dobrej jakości tylną kamerę, pomaga włączyć się do ruchu.

Jeśli nie Android Auto, to co?

Niewiele korzystałem z systemu multimedialnego, przy obecności Android Auto zrobił się nieistotny. Nawet nie rzuca się w oczy, bo ekran jest elegancko wkomponowany w deskę rozdzielczą. Szkoda tylko, że uruchamiany z przycisku na kierownicy Asystent Google rozpoznał co mówię raz na dziesięć prób. Koresponduje to z jakością systemu audio, o którym można napisać wyłącznie, że jest obecny.

opel astra k 2020 test
Ekran główny. Zamiast pozbawionego tłumaczenia Projection może pojawić się Android Auto.

Gdy ktoś jednak nie czuł potrzeby zaplanowania sobie dziennej trasy przejazdu w domu na telefonie by mieć ją od razu dostępną w samochodzie i będzie się upierał by jeździć na fabrycznej nawigacji, to niech mu będzie. Fabryczna nawigacja jest czytelna i dobrze prowadzi do celu przejrzyście przedstawiając następny manewr.

opel astra k 2020 test

Lecz poziom niepowracających wycieraczek reprezentują przyciski na kierownicy. Opel uparł się by stosować jakieś wciskane półpokrętła. Za każdym razem jak chciałem za pomocą przycisku zmienić stację radiową, to miałem wrażenie, że jest zepsuty. Ma kompletnie nieintuicyjny skok.

Lepiej sprawa wygląda ze sterowaniem komputerem pokładowym, choć i do tego trzeba się przyzwyczaić. Wskazania elektronicznego wyświetlacza umieszczonego między analogowymi zegarami zmienimy pokrętłem umieszczonym na dźwigni kierunkowskazów.

opel astra k 2020 test

A skoro jesteśmy przy przyciskaniu, to trzeba dorzucić tu sposób otwierania bagażnika. Przez cały tydzień nie nauczyłem się wcelowywać palcami w tą cienką kreseczkę pod znakiem Opla, którą należy wcisnąć by go otworzyć. 

Panuje przyzwoitość

Trudno jest się do Astry przyczepić (poza silnikiem rzecz jasna). Materiały jakimi wykończono wnętrze są miękkie, są uchwyty na napoje i to nawet różnej głębokości. Wszystko działa jak należy, do nawiewu dotykałem się tylko by ustawić 21 stopni, gdy jechałem bez kurtki i 18, gdy nie opłacało się jej zdejmować. Nie ma się czym przejmować, można siadać i jechać.

opel astra k 2020 test

Nawet w długą trasę, bo samochód jest bardzo stabilny nawet przy wysokich prędkościach, choć w środku nie jest specjalnie cicho. Ocenę wyciszenia utrudniał mi wiejący ciągle silny wiatr, ale na pewno silnika nie słychać w ogóle.

opel astra k 2020 test

I w końcu doszliśmy do najciekawszego. Elementu, który przez cały tydzień nie pozwolił mi przestać o sobie myśleć.

Opel Astra 1.2 z manualną skrzynią biegów

Nie wiedziałem, że 2020 roku istnieje jeszcze rynkowe zapotrzebowanie na turbodziurę. Konkurencja i tak nie ma szans na zapełnienie tej niszy, bo Opel tym benzynowym silnikiem zgarnął całą pulę. Za moją fascynację tym silnikiem odpowiada pustka poniżej 2000 obrotów.

opel astra k 2020 test
WRUUuum, jak RS7.

Pierwsze wrażenie jest fatalne. Gdy menadżer floty ubierze swoich pracowników w ten silnik, to na początku będzie ich bolało, nawet jeśli jeździli już z niewielką turbodoładowaną jednostką. Małe silniczki u konkurencji potrafią sprawiać całkiem dobre wrażenie i jechać już od półtora tysiąca obrotów, zapewniając wystarczającą elastyczność. Nie widać po nich przeprowadzonej amputacji cylindra i pojemności. A tu dzieją się rzeczy dziwne.

opel astra k 2020 test

Maksymalny moment obrotowy to 225 Nm dostępny w zakresie od 2000 do 3500 obrotów. Przyspieszenie do setki 130-konnej jednostki to 9,9 s. Na papierze tragedii nie ma.

Ale każdy kto przyzwyczaił się, że obecny (podkreślam: obecny) silnik z turbo jedzie prawie zawsze, będzie charakterystyką silnika od Opla zdumiony. U innych przy 60 km/h komputer pokładowy podpowiada często już by wrzucić szósty bieg, w Oplu nie bardzo jest sens wrzucać czwarty.

opel astra k 2020 test

W trakcie normalnej jazdy, zazwyczaj dość szybko zmieniamy biegi. Lekkie rozpędzenie na niższym, wrzucamy na wyższy i samochód wciąż ma zdolność rozpędzania, mniejszą, ale ma. W takiej sytuacji z silnikiem 1.2 Opla jest zupełnie inaczej. Po wrzuceniu wyższego biegu następuje dziura, wciskamy pedał przyspieszenia i mamy uczucie, że ktoś odciął prąd.

Wrażenie braku dynamiki pogłębiają kolejne cechy tego samochodu. Prędkościomierz jest wyskalowany tak, że przy 100 km/h robi się na nim coraz ciaśniej (zdjęcie na początku tekstu). Wydaje się więc, że wskaźnik bardzo powoli się przesuwa. Opel ma też taką zaletę, że silnika nie słychać prawie wcale. Nawet dźwięk generowany przez wysokie obroty nie dociera do naszych uszu. W żaden sposób nie czujemy przyspieszenia, choć samochód potrafi szybko wchodzić na wysokie obroty, o kopnięciu w plecy też można zapomnieć.

opel astra k 2020 test

Właściwie czułem się trochę jakby ktoś stworzył manualną skrzynię CVT, bo skrzynie CVT jeszcze do niedawna kojarzyły się z dużą bezwładnością. To jak mocno wciskałem pedał gazu nie współgrało z przyspieszeniem, dźwiękiem i wskazaniami prędkościomierza. W żadnym momencie jazdy i wskazań obrotomierza, nie miałem poczucia, że to już jest ten moment, gdy jest fajnie. A przypominam, że ten kompaktowy samochód ma 130 mechanicznych koni. Przyspieszaniu towarzyszy wrażenie sztucznego spowolnienia.

Da się do jazdy z taką charakterystyką pracy przyzwyczaić. Żeby Astra zachowywała dynamikę, trzeba operować w okolicy 3 tysięcy obrotów. Zajęło mi to dłuższą chwilę, tak z trzy dni, gdy przestałem w końcu ubolewać nad turbodziurą.

Zalety niewielkiego silnika

To pomówmy o jego dobrych stronach. Pierwsza zaleta, o której już napisałem, to wyciszenie dźwięku silnika. Powtórzę, bo to jest wyróżniające się wyciszenie. Druga to bardzo niskie zużycie paliwa, ale oczywiście pod pewnymi warunkami.

opel astra k 2020 test

Da się osiągnąć wartości z katalogu, ale trzeba biegi zmieniać bardzo wcześnie, niestety poniżej 2 000 obrotów. Tak, wtedy samochód nie jedzie, ale za to też nie pali. A jak nie pali, to i nie emituje dwutlenku węgla w trakcie homologacyjnego testu, to znaczy emituje go odpowiednio mało by producent uniknął kar za przekroczenie limitu.

Nie pali tak bardzo, że system Start/Stop wyłącza silnik już w trakcie toczenia się na luzie. Spotkałem się już z sytuacją, że Start/Stop reaguje wcześnie, tuż przed całkowitym zatrzymaniem, ale Opel Astra wyłącza się na długo przed planowanym hamowaniem, gdy wrzucimy na luz. A dzięki temu, że silnika nie słychać, to nie zorientujemy się, że jest wyłączony.

To ile w końcu pali?

5,6 litra na setkę, gdy mocno obciążony i przy silnym wietrze jechałem z tempomatem ustawionym na 120 km/h po drodze dwupasmowej. To przyzwoity wynik, ale kolejny pomiar był dużo gorszy. 7,2 litra na tej samej trasie w zakresie prędkości pomiędzy 120 a 140 km/h, lecz bez żadnych szaleństw. Astra nie przekraczała 140, a zaczęła palić jak na autostradzie.

opel astra k 2020 test

Dobre wyniki spalania wymagają wyrzeczeń, ale udało mi się uzyskać wynik 5,2 l przy kilkunastokilometrowym przejeździe przez Warszawę w dzień roboczy. Nie było wielkich korków, a ja jechałem na wynik, czyli zupełnie nie jak przedstawiciel handlowy. Przynajmniej taki, któremu jeszcze nie zainstalowano elektronicznego kagańca podsumowującego jego styl jazdy. Ja zamulałem okrutnie. Inny styl jazdy w mieście oznacza 7-litrowe spalanie.

Bez problemu mogę sobie wyobrazić, że na drodze jednopasmowej, przy przepisowej prędkości, da się zejść poniżej pięciu litrów. Trzeba tylko chcieć, bo wtedy w samochodzie się tylko przebywa, a nie jedzie.

Samochód jest uczciwy, ale co z tym silnikiem?

Kiedyś Astra przyciągała klientów do salonu oferując przyzwoite wyposażenie przy niskiej bazowej cenie. Jeśli nie oczekiwaliśmy fajerwerków szukając kompaktowego auta, kończyliśmy w salonie Opla. Ci sami klienci mogą na brak dynamiki poniżej 2 tysięcy obrotów nie zwrócić uwagi, ale czy Opel nie utrudnił im wyboru ceną?

Obecny Opel Astra startuje od 70 500 zł, ale to już po sześciotysięcznym rabacie od kwoty 76 500 zł. Mimo że w standardzie oferuje ciekawe wyposażenie, to osiągnięcie stanu z jakim ja miałem do czynienia, oznacza koszt bliższy 100 tysięcy zł. Najniższa cena Skody Scali to 65 000 zł, Seat Leon zaczyna się od 63 500 (z rabatem 5000 zł), a Toyota Corolla od 75 900 zł. Ford Focus to wydatek minimum 78 900 zł. Przewaga cenowa gdzieś powoli zanika.

Ale to wciąż uczciwy wybór. Każdego przekona co innego – ktoś polubi wygodne fotele, inny doceni czujniki parkowania, a jeszcze kolejnego ucieszy Android Auto i skórzana kierownica. A mnie? Ja chętnie spróbowałbym skrzyni CVT z silnikiem 1.4, gdzie maksymalny moment obrotowy dostępny jest od 1500 obrotów. Wrażenie jakie zrobiła na mnie testowana jednostka napędowa pozostało ze mną stanowczo zbyt długo.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać