Felietony

Próbowałem kupić nowego Volkswagena z WLTP. Konfigurator a rzeczywistość to dwa różne światy

Felietony 28.09.2018 97 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 28.09.2018

Próbowałem kupić nowego Volkswagena z WLTP. Konfigurator a rzeczywistość to dwa różne światy

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz28.09.2018
97 interakcji Dołącz do dyskusji

Wciąż zastanawiamy się jak importerzy radzą sobie z nową normą WLTP i koniecznością homologacji samochodów we wszystkich możliwych wariantach wyposażenia. Wybrałem się do dealera VW sprawdzić co naprawdę można kupić. Moim celem był nowy Volkswagen Golf Variant. Oto co mi zaoferowali.

Jest wrzesień 2018 roku, początek obowiązywania normy WLTP dla wszystkich nowych pojazdów, miesiąc chaosu i niepewności importerów samochodowych. Muszą w krótkim czasie homologować wszystkie wersje sprzedawanych samochodów, a moce przerobowe laboratoriów są ograniczone. Wiemy już, że Volkswagen ma z tym kłopot szczególny. Mnie zainteresował Golf Variant, który według oficjalnego cennika, występuje w 13 różnych konfiguracjach silników i skrzyń biegów oraz w 4 wersjach wyposażenia. Tyle wariantów może sprawić spory problem w procesie homologacji. Powodowany ciekawością i realną potrzebą spróbowałem kupić nowego Golfa w nietypowej konfiguracji.

Dlaczego Golf Variant

Jeżdżę jedenastoletnim samochodem. Dla mnie to młodzian, ale żona po kilku większych wydatkach na naprawy naciska na zmianę. Z nieznanych mi bliżej przyczyn boi się, że utknie kiedyś w środku nocy na mało uczęszczanej drodze bez zasięgu sieci komórkowej. Argument by jeździła tylko za dnia i nie dalej niż 5 minut od domu jej nie przekonuje. Zaletą naszego auta jest to, że jest spore, więc na weekendowy wyjazd można zabrać sukienki na każdą okazję. W ten sposób okazało się, że potrzebuję nowego kombi. Przesiadka na coś mniejszego może być bolesna, a z Golfem IV łączy mnie piękne wspomnienie, gdy zamyślony taksówkarz staranował Golfa oraz mnie i moją teściową. Dlatego odwiedziłem lokalnego dealera w poszukiwaniu Golfa siódmej generacji z nadwoziem typu kombi.

Pamiętając o problemach Volkswagena z WLTP spodziewałem się problemów z konfiguracją pojazdu. Myślałem, że będę skazany wyłącznie na auta z parkingu dealera i nie będę mógł wyposażyć auta tylko w to czego potrzebuję. Tymczasem zamiast podziwiać ofertę stocku (aut już wyprodukowanych i czekających na kupca na parkingu dealera) spędziłem ze Sprzedawcą mnóstwo czasu rozważając różne konfiguracje pojazdu, a wynik był zaskakujący.

„Informujemy, że dla aut z Roku Modelowego 2018 wybrane silniki dostępne są jedynie z oferty placowej dealerów. O szczegóły zapytaj Sprzedawcę.”

To komunikat ze strony VW, dzięki któremu spodziewałem się, że nie dane mi będzie skonfigurować auta pod swoje potrzeby. A okazało się, że są bardzo specyficzne. Poprosiłem o wersję benzynową z przyzwoitą mocą (minimum 130KM) i automatyczną skrzynią biegów, ale w niskiej wersji wyposażenia. Niestety, wg oficjalnego cennika takie auto nie istnieje i nie można go zamówić.

Z przeglądu aut na dealerskich placach również wynika, że interesująca mnie konfiguracja nie jest dostępna, żaden z dealerów nie ma „mojego” pojazdu. W miarę mocna benzyna występuje tylko w wersji Highline, a ja takiej wersji wyposażenia nie potrzebuję i nie chce płacić za niektóre z jej elementów standardowego wyposażenia. Reflektory przeciwmgielne z przodu z funkcją doświetlania zakrętów wydają mi się zbędne, nawet nie pamiętam kiedy ostatnio jechałem we mgle. 16-calowe felgi nie imponują swym rozmiarem. Funkcja Coming Home mnie akurat nie posłuży, bo i tak parkuję pod latarnią. Oświetlenia przestrzeni wokół nóg też mi nie trzeba, bo noszę tak brudne jeansy, że nogawki same się świecą. A wstawek wykończeniowych Piano Black wręcz nie cierpię odkąd obejrzałem film „Fortepian”.

Poza tym w pułapie cenowym wersji Highline można już śmiało interesować się Passatem. Variant startuje od 72 620 zł, ale początkowa cena wersji Highline to 90 890 zł. Wiem, że wybierając niższą wersję wyposażenia zamykam sobie drogę do kilku opcji dostępnych tylko w wyższych wersjach, ale postanowiłem z tym żyć. Choć przyznaję, że głos zadrżał mi lekko, gdy powiedziałem konfigurujmy bez skóry.

nowy volkswagen golf

Jakim cudem udało mi się skonfigurować niewystępujący w ofercie samochód?

Cennik i konfigurator ze strony volkswagen.pl nie nadążają za ciągłymi zmianami w ofercie. Można w nich wybrać silniki, których zamówienie nie będzie już możliwe. Chciałbyś wybrać widoczny w cenniku 1.4 TFSI mocny jak 125 koni? Przykro mi, nie jest dostępny. Jak w takim razie dokonać wyboru? Tylko ze Sprzedawcą. Bez jego wiedzy, które z silników wypadają z oferty możemy w konfiguratorze klikać w nieskończoność i podejmować trudne decyzje wykluczając lub dodając poszczególne elementy wyposażenia, by potem w salonie dowiedzieć się, że efekt wewnątrzrodzinnych kompromisów jest nieosiągalny.

Sprzedawca dysponuje danymi (wraz z cenami) na temat wersji, które lada dzień znajdą się w oficjalnym cenniku. I tylko dlatego udało mi się wyjść z salonu z ofertą na Golfa Varianta w wersji Trendline ze stutrzydziestokonnym silnikiem benzynowym o pojemności półtora litra zestawionym z siedmiostopniową skrzynią DSG. A jakbym chciał wydać więcej pieniędzy, to znalazłby się taki sam, ale uzbrojony w 150 koni. Spróbujcie znaleźć takie auto w cenniku lub na parkingu dealera. #niemaszans

Konfiguracja auta moich marzeń nie przyszła jednak Sprzedawcy łatwo. Szczerze przyznał, że przyszedłem w trudnym momencie. Nawet dysponując konfiguratorem niedostępnym dla klientów napotykał problemy techniczne, które ograniczały mu możliwość prezentacji oferty. Dostałem spory rabat, o który nie musiałem nawet prosić, ale jego wysokość musiała zostać napisana na ofercie ręcznie, długopisem. Żeby dopasować ofertę ubezpieczenia Sprzedawca musiał wybrać ofertę 150 KM, gdyż dla 130 KM system nie podejmował współpracy. Mnie to nie przeszkadzało, ale wyobrażam sobie, że Sprzedawca może być sfrustrowany, mówiąc po raz kolejny to będzie, tylko dzisiaj nie mogę tego Panu wydrukować. Mimo tych kłopotów był w stanie przedstawić ostateczną cenę i dorzucić za darmo dywaniki.

Mój nowy Golf ma kosztować 88016,83 zł brutto.

Niedość, że zaoferowano mi samochód, którego nie byłbym w stanie wybrać posługując się oficjalnym cennikiem to jego wyposażenie też różni się od tego co przewiduje strona internetowa VW. Obecnie w wersji Trendline Golfy wyposażone są w stalowe piętnastocalowe felgi z kołpakami (opona 195/65), moje auto jako standard ma mieć aluminiowe szesnastki i opony w rozmiarze 205/55. Poza tym standard wersji Trendline pozostał bez zmian. By nie wyjeżdżać kompletnym golasem dobrałem jeszcze Pakiet Business z pakietem Czujnik deszczu, autoalarmem, czujnikami z tyłu i przodu i elektrycznie regulowanymi lusterkami. Ubezpieczenie opon na 36 miesięcy wpadło do koszyczka już samo i bez dodatkowej dopłaty.

Skusiłem się jeszcze na obszytą skórą trójramienną kierownicę, Car Net: App-Connect by umożliwić lepszą współpracę ze smartfonem, tempomat i przyciemniane boczne tylne szyby. Szacując swe roczne przebiegi na około 20 tys. kilometrów wybrałem też Pakiet przeglądów na 48 miesięcy z limitem 120 tys. km. W niższym sześćdziesięciotysięcznym limicie raczej bym się nie wyrobił. Nie wybrałem za to nic z długiej listy dostępnych akcesoriów. Taka konfiguracja umożliwiła mi otrzymanie rabatu w wysokości 9900 zł. Nie trzeba było o niego prosić, obyło się bez staropolskiego Panie, nic taniej?. A mógłbym zapłacić jeszcze mniej. Nie jest tajemnicą, że samochodowi dealerzy szczególnie doceniają przedsiębiorców, wszak polska sprzedaż samochodów klientem instytucjonalnym stoi. Dlatego prowadząc działalność gospodarczą zapłaciłbym o 2 tys. mniej. Rabat dla przedsiębiorców wzrasta z 3 do 5%.

Przypadkiem nie miałem na koncie całej potrzebnej kwoty, a nie wiem jaka jest obecnie czarnorynkowa cena nerki.

nowy volkswagen golf

Dlatego dostałem dwie oferty finansowania. 

Właściwie do ręki dostałem jedną, bo ze wspomnianych wyżej przyczyn technicznych druga nie chciała się wydrukować. I żeby już być zupełnie uczciwym, należy wyjaśnić, że formalnie dostałem tylko zaproszenia do zawarcia umowy. Prawdziwą ofertę finansowania mogę dostać dopiero po sprawdzeniu mojej zdolności kredytowej.

Pierwsza opcja to zwykły kredyt ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Im więcej wniosę wkładu własnego na początku, tym mniej zarobi na mnie Bank Volkswagen Polska. Poprosiłem o symulację kredytu z trzydziestoprocentową, czyli najniższą możliwą wpłatą własną, co uszczupliłoby moją kieszeń o 26 400,00 zł. VW Kredyt EasyBuy z zerowym oprocentowaniem może zostać udzielony na 48 miesięcy (najkrócej na 36), a łączna kwota kredytu to w takim przypadku 68 496,00 zł. W cenie kredytu zawarto ubezpieczenie na życie, obowiązkowe w Volkswagenie przy tej formie finansowania. Pozostaje już tylko co miesiąc płacić 1427,00 zł by po czterech latach mieć spłacony cały samochód i posiadać rynkowego rodzynka, czyli młode auto od pierwszego właściciela i do tego cały czas serwisowane w autoryzowanym serwisie.

Informacja dla czytających z kalkulatorem w ręku. Z pewnością zauważyliście, że wpłata własna i 48 rat sumują się do kwoty przewyższającej cenę samochodu. Gdzie podziało się oprocentowanie 0%? Spokojnie, jest. Łączną kwotę podwyższają wspomniane już jednorazowo płatne ubezpieczenia na życie oraz ubezpieczenie komunikacyjne w pierwszym roku finansowania, które są już zawarte w racie kredytu. Tak samo jest w przypadku drugiej przedstawionej mi opcji.

Kredyt EasyDrive

Jest to Kredyt EasyDrive koncepcją zbliżony do wynajmu długoterminowego, ale tak jak przy zwykłym kredycie od razu stajemy się właścicielem samochodu. Różnica polega na tym, że wpłata własna może wynosić 0 zł, a w umowie ma być zawarta gwarancja odkupu auta przez dealera po zakończeniu okresu finansowania za wartość wysokiej finalnej raty. Nie jest to jedyna opcja. Po czterech latach możemy wykupić auto, sami płacąc ostatnią ratę. Co ciekawe, również ta rata może podlegać dalszemu kredytowaniu i nie musimy sięgać do portfela po całą kwotę. Jej wysokość jest znana przy zawierania umowy. W moim przypadku byłoby to 43 736,00 zł, co stanowi 49,7% wartości początkowej samochodu. Przy tym wariancie również poprosiłem o czteroletni okres spłaty, ale z wpłatą własną równą 0%.

W tej formie kredytowania wpłata własna pozostaje bez wpływu na to ile zarobi na nas instytucja finansująca. Łączna kwota do spłaty będzie taka sama zarówno przy zerowej jak i wysokiej własnej wpłacie. Każdy może wybrać, czy woli zapłacić więcej od razu by mieć mniej do spłaty, czy też nie chce jednorazowo angażować większej ilości gotówki i woli płacić wyższe raty. Ten drugi sposób pozwoliłby mi wyjechać z salonu już po wpłacie 1337,00 zł, gdyż tak wyliczono moją miesięczną ratę! Ale nie ma nic za darmo. Kredyt EasyDrive ma oprocentowanie wynoszące 5%. Jeśli po 4 latach zdecydujemy się zatrzymać kredytowany samochód płacąc ostatnią wysoką ratę, łączna kwota zakupu będzie duża wyższa niż w przypadku Kredytu EasyBuy. To opłata za elastyczność, za to, że po 4 latach możecie bez ponoszenia dodatkowych kosztów przesiąść się do kolejnego nowego pojazdu. Sami oceńcie ile ta możliwość jest dla Was warta.

nowy volkswagen golf

Tylko nic nie uszkodź

Podejrzliwy obywatel jednak będzie dopytywał, czy po 4 latach na pewno dealer odkupi ode mnie auto za równo 43 700,00 zł. Przecież nie wie, w jakim stanie mu je oddam. Stopień zużycia wpływa na wartość pojazdu, a to właśnie głównie utratę wartości spłacamy w EasyDrive. W zapisach umowy znajdzie się zabezpieczająca interes dealera wzmianka o ponadnormatywnym zużyciu pojazdu. Jeśli zdecydujemy się zostawić auto dealerowi a ocena techniczna stanu samochodu przeprowadzona przez rzeczoznawcę z DEKRA wykaże ma on niższą wartością rynkową niż zakładana, to będziemy musieli dopłacić różnicę. Wg deklaracji Sprzedawcy średnia dopłata za ponadnormatywne zużycie w grupie VW, Seat i Skoda to 700 zł. Nie jest to wielka kwota, ale należy pamiętać, że by uzyskać taką średnią kilku klientów może nic nie dopłacić, a kolejny dopłaci np. 10 000,00 zł, jeśli zdawany przez niego samochodu jest w wyjątkowo złym stanie. Dlatego wszelkie uszkodzenia pojazdu warto na bieżąco naprawiać korzystając z AC. Trudno jest się dziwić dealerom, że stosują takie formy zabezpieczenia. Oferując finansowanie z gwarancją odkupu zakładają, że będą mogli sprzedać pojazd za kwotę nie niższą niż jego rynkowa wartość.

Moja ciekawość została zaspokojona, a obawy o brak możliwości konfiguracji samochodu się nie potwierdziły.

Okazuje się, że WLTP ma jednak nie pokrzyżować moich planów. Gdybym zamówił auto teraz, termin odbioru to i tak zima 2019 r. Do tego czasu Volkswagen ma się uporać ze spiętrzeniem aut, które trzeba homologować w krótkim czasie. Gorzej mają klienci, których auto dotarło już do dealera, ale nie może zostać wydane, bo pojazd z taką wersją wyposażenia nie spełnił jeszcze wymogów homologacji.

Norma WLTP nie sprawiła mi żadnego kłopotu. Ale gdybym nastawił się na tylko jeden silnik i spędził kilka wieczorów na konfiguracji wymarzonego samochodu by z gotowym wydrukiem udać się do salonu praktycznie tylko podpisać umowę, to byłbym bardzo rozczarowany dowiadując się, że ten silnik akurat z oferty zniknął. Problem mają sprzedawcy, którzy muszą oferować samochody w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości i tłumaczyć ją swoim klientom. Nikt też na siłę nie ciągnął mnie na dealerski plac by sprzedać mi gotowe auto i uniknąć procesu konfiguracji. Nie mogę narzekać na poziom obsługi, a wręcz muszę pochwalić obsługującego mnie Sprzedawcę. W żadnym momencie rozmowy nie miałem wrażenia, że chce mi sprzedać coś czego nie chcę. Wręcz przeciwnie, miałem poczucie szczerego dialogu mimo, że teoretycznie kupującego i sprzedającego sprowadzają do salonu rozbieżne intencje.

Z decyzją muszę się spieszyć, oferta jest ważna tylko do 30 września. Potem znowu może się coś zmienić.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie