Przegląd rynku

Zielone kontra kwadratowe, czyli nowy samochód do 100 000 zł, forma dowolna

Przegląd rynku 08.01.2020 142 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 08.01.2020

Zielone kontra kwadratowe, czyli nowy samochód do 100 000 zł, forma dowolna

Piotr Barycki
Piotr Barycki08.01.2020
142 interakcje Dołącz do dyskusji

Chcemy kupić nowy samochód, mamy ustalony budżet i wymagania, ale nie mamy żadnego ulubionego nadwozia na oku? Idealnie!

Idealnie dlatego, że nie ograniczamy sobie już na dzień dobry poszukiwania np. do SUV-a, bo kombi nas nudzą, albo do kombi, bo SUV-y nas brzydzą. Po prostu weźmiemy to, co będzie według nas praktyczniejsze i będzie miało więcej sensu.

A czego poza tym szukamy?

Ma być przede wszystkim rodzinnie. Nie rodzinnie-minimum-7-miejsc, ale tak, żeby weszło do środka przynajmniej dwoje dorosłych, jedno albo dwoje dzieci, a do tego jakieś bagaże. Jak się będzie dało przewieźć od czasu do czasu lodówkę do nowo budowanego domu na przedmieściach, do których stoi się już teraz w 4-godzinnych korkach – super. Jak nie – wynajmie się jakąś firmę. Ale lepiej, gdyby ta lodówka weszła (zmywarka to nie wyczyn, bo ona wchodzi nawet do 159 SW).

I tak – można napisać, że 20 lat temu ludzie wozili w Maluchach 7 osób, wannę, lodówkę, materac 200×200, a do tego jeszcze mieścił się prowiant na tydzień, ale czasy się zmieniły i ludzie poznali znaczenie słów komfort, przestrzeń i godność. Nie szukamy więc czegoś jak najmniejszego i najtańszego – ma się nadawać do wyjechania na wakacje 1000 km w odpowiednich warunkach.

Z drugiej strony nie będziemy szaleć z wyposażeniem. Podstawy w postaci dwustrefowej klimatyzacji wystarczą, choć im auto będzie mniej biedne, tym lepiej.

No to zaczynamy.

Na pierwszy ogień idzie…

Toyota Corolla TS Kombi…

toyota corolla 1.2 kombi

… z niezawodnym napędem hybrydowym… <odgłosy chrapania>.

Suche żarty na bok. Może i Corolla jest nudna pod absolutnie każdym względem (sorry, Mikołaj), ale raczej są powody, dla których tyle tych aut jeździ po polskich ulicach. I pewnie jednym z nich jest to, że będą jeździć jeszcze długo po tym, jak TSI wypiją cały dostępny na świecie olej.

W przypadku Corolli TS Kombi z niezawodnym napędem hybrydowym 1.8 Hybrid 122 KM trzeba wprawdzie trochę nagiąć zasady już na starcie, bo odmiana Comfort (nigdy nie kupujcie bazowych wersji, fuj) kosztuje bez promocji 102 900 zł, ale – ponownie, patrząc na popularność na drogach – raczej warto. Zresztą kupujący auta z drugiej ręki też pewnie będą celować głównie w hybrydy, więc za te 2900 zł nie utrudniajmy sobie życia w przyszłości. Tym bardziej, że Toyota kusi Ekobonusem w wysokości 1,5 proc. wartości auta, więc powinno się wszystko zgodzić.

Dlaczego akurat wersja Comfort? Bo dostajemy w niej m.in. 16-calowe felgi aluminiowe, światła przeciwmgielne LED, system multimedialny z ekranem 8″, kamerę cofania, relingi dachowe, podłokietnik w drugim rzędzie siedzeń, 6 głośników, Android Auto i CarPlay, a także kierownicę obszytą skórą. Trochę szkoda kupować hybrydę z gumową kierownicą. Dwustrefowa klimatyzacja? Byłaby nawet w wersji Active, bo nie można kupić hybrydy z manualną.

Manualna nie będzie też szczęśliwie przekładnia, bo mamy tu oczywiście do czynienia z e-CVT. I choć nie każdy zostanie jej fanem, to lepsze to – przynajmniej w aucie rodzinnym – niż machanie lewarkiem. Jedyne, co może trochę smucić w kontekście układu napędowego, to fakt, że Corolla TS Kombi w takim zestawieniu będzie autem raczej niezbyt żwawym, rozpędzając się do 100 km/h w aż 11,1 s. Z drugiej strony – jeździłem przez prawie dwa lata autem o podobnych osiągach i… żyłem. Niezbyt dynamicznie, ale żyłem.

Co do zdolności przewozowych Corolli TS Kombi – trzeba pamiętać, że to po prostu kompaktowe kombi o długości 4650 mm i wysokości 1435 mm, z bagażnikiem o pojemności 581 l (nie-hybryda ma 596 l). Nie jest to więc segment D czy międzysegmentowa Octavia, ale miejsca z tyłu dla dzieci (i nie tylko) jest w sam raz, a i bagażnik spokojnie przyjmie naprawdę sporo bagaży.

Co zamiast? Octavia z monstrualnym bagażnikiem z wyprzedaży rocznika, bo za 100 000 zł wyrwiemy spokojnie dobrze wyposażoną 2.0 190 KM z DSG. Ewentualnie Passat, choć cennikowo niestety ląduje on powyżej naszego zakładanego progu, więc nie trafił do zestawienia jako pełnoprawna propozycja. Ale wiadomo – Passat to Passat.

Opel Combo Life

genewa nowości

WTEM! Skoro było kombi, to dlaczego nie kombivan? W końcu nie jesteśmy zafiksowani na jeden rodzaj nadwozia, a w kategoriach praktyczności trudno dyskutować z Combo Life. Zresztą zobaczcie:

Drzwi z tyłu są przesuwne, wiec na parkingu nie musimy się modlić, żeby wysiadające dzieci przypadkiem w coś nie przywaliły. Idealnie.

Jeśli weźmiemy wersję XL, to w nadwoziu o ok. 10 cm dłuższym od Corolli zmieści się bagażnik o pojemności – uwaga – 850 l. A po złożeniu foteli zmieścimy tam 2693 l. Ależ bym tam wrzucał rower. Albo kilka. I to bez zdejmowania któregokolwiek z kół.

Jeśli już musimy wieźć 7 osób, to też jest taka opcja (ale niestety kosztuje).

Jeśli mamy dużo drobnych bagaży, to w Combo Life jest 186 l dodatkowej przestrzeni, rozlokowanej w 28 schowkach (chciałbym kiedyś poszukać ich wszystkich i policzyć, czy się zgadza).

Do tego jeszcze dochodzi wygodne wsiadanie, wysoko umieszczone fotele i świetna pozycja za kierownicą.

Wady? Wygląd. Oczywiście to kwestia dyskusyjna, ale podejrzewam, że to jeden z powodów, dla których praktyczne kombivany przegrywają z droższymi i mniej praktycznymi SUV-ami i crossoverami. O dziwo nie ma co się obawiać jazdy Combo Life – jeździ zdecydowanie bardziej jak osobówka niż jak dostawczak, choć oczywiście klasyczne kombi lepiej sprawdzi się np. na autostradzie, chociażby ze względu na mniejszą powierzchnię boczną, a co za tym idzie – mniejszą podatność na boczne podmuchy. Testowaliśmy na Autoblogu Peugeota Riftera – model bliźniaczy do Combo Life.

W jaką wersję celujemy w zakładanym budżecie? Kusi odmiana Elite, ale niestety wykracza poza zakładany budżet przynajmniej o 5050 zł (według cen katalogowych, w ramach cen promocyjnym zmieści się bez problemu). Bierzemy więc wersję XL Enjoy z 8-stopniową przekładnią automatyczną i cichym (ale niezbyt szybkim – 10,7 s do 100 km/h) silnikiem 1.2 Turbo 131 KM.

Na liczniku mamy 96 350 zł, a na liście wyposażenia m.in.:

  • radio z Bluetooth
  • tempomat
  • fotel kierowcy z 6-kierowunkową regulacją plus regulacja podparcia lędźwiowego
  • dzieloną kanapę
  • sterowany centralnie zamek
  • elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka
  • prawe i lewe drzwi boczne przesuwne
  • podgrzewane koło kierownicy
  • 6 głośników
  • czujnik światła z automatycznym włącznikiem świateł
  • światłoczułe lusterko wewnętrzne
  • czujni deszczu

Do tego dochodzi jeszcze trochę dodatków we wnętrzu, które sprawiają, że wygląda ono mniej jak w dostawczaku, a bardziej jak w osobówce.

Co dokupić za pozostałe kilka tysięcy? Za 1100 zł można dokupić automatyczną klimatyzację. 1500 zł wydałbym na zestaw multimedialny z CarPlay i Android Auto (ewentualnie 2600 zł za pakiet Enjoy Plus z multimediami i czujnikami parkowania z tyłu). 450 zł dopłaciłbym też do podgrzewanej przedniej szyby, a za 1800 zł podgrzał sobie tyłek w mroźne zimowe poranki.

Oczywiście Combo Life może być jeszcze bardziej wypasione (są LED-y i HUD!), ale wtedy wyskoczylibyśmy ponad budżet. Chyba że nie opieralibyśmy się na cenach katalogowych tylko na cenach promocyjnych. Wtedy nasza konfiguracja kosztuje bazowo zaledwie 83 150 zł, więc gotówki na doposażanie mamy od groma.

A jak pisał Mikołaj – dla rodziny nic lepszego od Combo Life nie ma. Choć przyznam się, że sam miałbym spore opory przed wyborem kombivana zamiast klasycznego kombi.

Co zamiast? Rifter? Ale to tak jakby właściwie to samo.

Citroen Grand C4 Spacetourer

Beznadziejna i niepotrzebnie skomplikowana nazwa, ale auto bezdyskusyjnie warte rozważenia. A do tego również bezdyskusyjnie ładniejsze od Combo Life. Choć dyskusyjne jest to, o ile jest od niego ładniejsze.

Niestety w kwestii praktyczności Grand C4 Spacetourer wypada na tle Combo Life blado, ale… wszystko będzie tak wypadać na jego tle. Szczęśliwie bagażnik nie jest jakiś przesadnie mały (537 l), a trzeba pamiętać, że mimo przedrostka Grand, ta wersja C4 Spacetourera ma zaledwie 4438 mm długości. Czyli jest jak na razie najkrótszym autem z zestawienia. Przy okazji jest najkrótszym, w którym zmieścimy 7 osób (bez dopłaty!) i jest spora szansa, że żadna nie będzie przesadnie narzekać na komfort (plus fotele trzeciego rzędu chowają się w podłodze na płasko!).

Wady? Tanio nie będzie. Żeby był automat jak u pozostałych, musimy wydać minimum 101 890 zł, choć ponownie – to cena katalogowa.

Co dostaniemy za te pieniądze? Pod maską naszego Grand C4 znajdzie się 1.2-litrowy silnik PureTech o mocy 130 KM, łączony z automatyczną przekładnią o 8 przełożeniach, czyli dokładnie ten sam układ napędowy, co w Combo Life.

Minimalnym poziomem wyposażenia dla takiej konfiguracji jest Origins, który zawiera m.in.:

  • regulator prędkości,
  • czujniki parkowania z tyłu
  • kamerę cofania
  • lusterka boczne składane elektrycznie
  • automatyczną klimatyzację dwustrefową z odświeżaczem powietrza
  • światła do jazdy dziennej LED
  • reflektory przeciwmgłowe
  • czujnik deszczu
  • system multimedialny z nawigacją i Mirrorlink
  • ekran dotykowy 7″
  • Bluetooth
  • fotel kierowcy i pasażera z regulacją podparcia lędźwiowego i masażem (!)
  • 3 niezależne fotele w drugim rzędzie
  • stoliki w oparciach foteli przednich
  • trzeci rząd siedzeń

I nagle okazuje się, że cenę naprawdę trudno uznać za wygórowaną. Zdecydowanie jeździłbym, chociaż mam nadzieję, że minie jeszcze kilka lat, zanim minivan będzie dla mnie jedynym rozsądnym wyborem.

A i wtedy pewnie zdecyduję nierozsądnie. W końcu dzieci na pewno będą cieszyć się z przejażdżki Brerą, a ja będę się cieszył, robiąc kilka kursów. Lodówkę za to zamówię z dostawą. I wniesieniem. I montażem!

Co zamiast? Może Grand Scenic, jeśli dla kogoś bardziej liczy się wygląd.

Hyundai Tucson

Ble. Fuj. Ale dlaczego SUV. Jak tak można!

Otóż można. Bo ludzie lubią i kupują SUV-y i crossovery, i najwyraźniej dobrze im z tym, bo w ich ślady idą kolejni. A i często ci, którzy raz kupili SUV-a, nie wyobrażają sobie kupić niskiej osobówki.

Więc dlaczego nie zerknąć na Tucsona, który jest naprawdę przyjemnym wyborem i dla rodziny, i w dłuższe podróże?

Niestety zerkając na cennik standardowy ledwo mieścimy się w zakładanym limicie, bo odmiana Comfort (Classic budzi moje lekkie zniesmaczenie) kosztuje 99 400 zł. I to z najsłabszym, zaledwie 132-konnym silnikiem 1.6 GDI. A wiesz pan, co znaczy to GDI? Że to ten bez turbiny. Czyli pewnie dla niektórych plus, bo jak czegoś nie ma, to nie może się zepsuć.

W sumie nawet trudno mi uznać osiągi tego silnika za minus, bo 11,5 s to wynik, który nie odstaje od reszty rywali z tego zestawienia. A nawet policzyłbym go na plus – dzięki temu nie przyjdzie nam do głowy coś tak głupiego, jak wyprzedzanie na krajówce z kompletem rodziny. Po co ryzykować?

Na minus natomiast wpisuję brak opcji połączenia 1.6 GDI z automatyczną przekładnią, którą mają pozostali rywale z tego konkursu.

A dlaczego akurat wersja Comfort? Bo ma na pokładzie m.in.:

  • tylne czujniki parkowania
  • tempomat
  • automatyczną klimatyzację dwustrefową
  • podgrzewaną kierownicę
  • fotochromatyczne lusterko
  • regulację podparcia lędźwiowego w fotelu kierowcy
  • podgrzewane fotele przednie
  • czujnik deszczu
  • elektryczny hamulec postojowy
  • elektrycznie składane lusterka
  • doświetlanie zakrętów
  • tylne światła LED
  • felgi 17″
  • skórzaną kierownicę
  • Bluetooth
  • 6 głośników

I jeszcze sporo innych dodatków, które uprzyjemnią nam jazdę. Szkoda tylko straszna, że radio z CarPlay i Android Auto wymaga dopłaty aż 2700 zł, ale da się to przeżyć. Tym bardziej, że według cennika promocyjnego Tucson startuje w naszej konfiguracji od 88 400 zł, więc nie wyjdziemy z salonu stratni.

A gdybyśmy chcieli dorównać do reszty stawki i mieć automat? Niestety nawet według cennika promocyjnego będzie to 112 400 zł (123 400 zł bez promocji). Ale w pakiecie dostajemy jeszcze silnik 177 KM i 8,9 s do 100 km/h, więc coś za coś.

Co do bagażnika – nie ma szaleństw, bo zmieścimy w nim 513 l bagażu, co jest wynikiem gorszym o kilkadziesiąt litrów od Corolli TS Kombi, ale hej – umawialiśmy się, że lodówki wozić nie musimy. A reszta bambetli powinna do tego bagażnika bez większych problemów wejść. Podobnie problemów nie powinny mieć osoby siedzące z tyłu – wiozłem tak trochę osób na kilku trasach i nikt nigdy nie narzekał. Wręcz przeciwnie – bardzo podobała im się przestrzeń, choć w egzemplarzu testowym jej poczucie potęgował panoramiczny dach, którego w tej odmianie nie można mieć nawet za dopłatą.

Co zamiast? Może RAV4, jeśli umiemy się dobrze targować (powodzenia u Toyoty…) i nie przeszkadza nam ubogie wyposażenie bazowe?

Co wybrać ostatecznie?

Każde z tych aut w zestawieniu jest skrajnie inne. Mamy SUV-a, mamy kompaktowe kombi, mamy kombivana i minivana. W każdym z nich spokojnie zmieści się 4 pasażerów (a w niektórych i więcej), każdy przewiezie satysfakcjonująco dużo bagażu i każdy powinien się sprawdzić (lepiej lub gorzej) podczas dłuższych wypadów.

Co jednak nie zmienia faktu, że gdyby ktoś kazał mi wybierać pomiędzy tą czwórką, to miałbym tylko jedno pytanie:

Naprawdę muszę?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać