Felietony

Pięć pozytywnych rzeczy w nowoczesnej motoryzacji (to nie żart)

Felietony 06.02.2019 135 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 06.02.2019

Pięć pozytywnych rzeczy w nowoczesnej motoryzacji (to nie żart)

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski06.02.2019
135 interakcji Dołącz do dyskusji

Ten cały Autoblog to tylko narzeka na współczesną motoryzację. A już ten Graboski to najgorszy. Tak sądzicie? To teraz coś z zupełnie innej beczki: oto 5 rzeczy, które bardzo podobają mi się w nowych samochodach i ogólnie we współczesnej motoryzacji.

Wbrew pozorom, choć jestem grzybem jeżdżącym 21-letnim Mercedesem (i to sedanem), mam sporo do czynienia z nowymi samochodami. Głównie zajmuję się ich odbieraniem i oddawaniem do potrzeb testów na Autoblogu. A to pozwoliło mi wyrobić sobie opinię na ich temat. Zaczynamy, tradycyjnie dla list przebojów, od najniższego miejsca, na którym znalazło się…

Upowszechnienie skrzyń automatycznych

Jeździłem kilkoma starymi samochodami ze skrzynią automatyczną. Nic dziwnego, że Europejczycy ich nie lubili. Dramatyczny uślizg, przerażająca utrata osiągów i radykalny wzrost zużycia paliwa skutecznie do nich zniechęcały. Jeździłem na przykład Oplem Rekordem z 1983 r. Miał trzy biegi, a silnik tylko 2.0. Głównie wył. Jeździłem Volvo 340 z bezstopniową przekładnią Variomatic. Też głównie wyło.

W nowoczesnych samochodach upowszechnienie się „automatów” zawdzięczamy głównie skrzyniom dwusprzęgłowym, które szeroko montuje Volkswagen, Ford i Hyundai-Kia, ale także w dziedzinie CVT zrobiono olbrzymie postęp. Nie wspominając już o tradycyjnych automatach hydrokinetycznych, które stały się tak dobre, że można je wkładać nawet do aut o pojemności 1 litra. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, gdy skrzynię ręczną warto wybrać tylko w aucie sportowym. Trudno mi znaleźć inny powód do zakupu auta z „mieszadłem” niż chęć próbowania swoich sił w sporcie motorowym.

skrzynia dsg awarie

Kamery

Mogę narzekać na coraz gorszą widoczność z kabiny w nowych samochodach, ale prawda jest taka, że uwielbiam kamery cofania. Amerykanie ustanowili je wyposażeniem obowiązkowym – to bardzo dobry ruch. Jakakolwiek kamera cofania, nawet nędzna, znacznie lepiej pokazuje obraz za samochodem niż najlepsza tylna szyba. No, może z wyjątkiem tej w Cinquecento. I Toyocie Starlet. Parę przykładów by się znalazło. Ale już w przypadku sedanów czy SUV-ów kamera to wręcz konieczność.

Te wersje 360 stopni to już trochę sztuka dla sztuki, bo kierując autem nie chcę widzieć go z zewnątrz. To mnie wyłącznie rozprasza. Natomiast dobry, szeroki widok do tyłu radykalnie podnosi bezpieczeństwo. Dodam do tego system, z którym zetknąłem się ostatnio w Maździe: wykrywanie ruchu bocznego. Wyjeżdżałem z miejsca parkingowego ulokowanego prostopadle do ulicy i system ten ostrzegł mnie, że zbliża się samochód, którego za nic w świecie bym nie zauważył – był jasny dzień, więc nie było szansy na spostrzeżenie powiększających się snopów światła. Wspaniałe. To powinno być obowiązkowe. Kamera w każdym aucie!

volvo v60 t6

Head-up display

Wsiadam do nowoczesnego auta i ono ma dwa wielkie, świecące ekrany: jeden zastępuje mi tradycyjne wskaźniki, drugi obowiązkowo wystaje nad konsolę środkową. Ten środkowy można wygasić, ale centralny nie bardzo. Tymczasem istnieje proste rozwiązanie – wyświetlacz przezierny HUD w przedniej szybie, pokazujący najważniejsze informacje, tj. aktualną prędkość i dopuszczalne ograniczenie. Nie muszę przenosić wzroku na ekran z zegarami ani zastanawiać się, co pokazuje fikuśny prędkościomierz. Nie muszę też przyzwyczajać oczu za każdym razem do kontrastowo świecącego ekranu. Wszystko mam na HUDzie. Pozwala to lepiej skupić się na jeździe. Wiem – szyba z HUDem jest dużo droższa, więc niektórzy producenci decydują się na montaż płytki pod przednią szybą, imitującej prawdziwy wyświetlacz przezierny. Znośne rozwiązanie, ale jednak to z szybą lepsze. Dopłacałbym.

Systemy bezkluczykowe

Może mam trochę mieszane uczucia, bo systemy keyless rzeczywiście ułatwiają zadanie złodziejom, a znikoma liczba producentów aut potrafi lub w ogóle chce się przed tym bronić. Problem w tym, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie nowego auta z kluczykiem o tradycyjnym grocie. Złapałem się na tym, że odbierając kiedyś jakieś nowe auto uznałem, że chyba coś się zepsuło, bo drzwi nie odblokowały się, gdy dotknąłem do klamki. Wsiadając do środka, odruchowo szukam guzika do uruchamiania. Myśl o tym, że musiałbym za każdym razem grzebać w kieszeni w poszukiwaniu kluczyka jak zwierzę wprawia mnie w przerażenie. System bezkluczykowy powoduje, że nie muszę się martwić, czy kluczyk mi wypadnie, upadnie lub się rozleci. Trzymam go sobie w bezpiecznym miejscu w torbie w malutkim etui ze sztucznej świni (które specjalnie do tego celu kupiłem na jakiejś wyprzedaży garażowej) i ani myślę go wyjmować. Szkoda, że systemy otwierania bagażnika przez machnięcie nogą pod zderzakiem są na razie tak mało dopracowane.

Numer pierwszy to jednak zdecydowanie…

Napędy hybrydowe.

ILE PIENIĘDZY WZIĄŁEŚ OD TOYOTY??? – już napisałem ten komentarz, wy nie musicie. A teraz uwaga – Toyota rzeczywiście rozpowszechniła napęd hybrydowy i skutecznie przepchała go do mainstreamu, powodując oczywiste skojarzenie w społeczeństwie w postaci „hybryda = Toyota”. Wypada chyba więc tylko pogratulować tak skutecznego zagospodarowania tej niszy. Ale jeździłem kilkoma samochodami hybrydowymi, których nie wyprodukowała Toyota, tylko producenci koreańscy. I były tak dobre – jeśli pogodzić się z koniecznością stosowania innego stylu jazdy niż w Toyotach – że japoński producent powinien się bać. Chroni go jedynie to, że Koreańczycy gamę hybryd rozwijają bardzo powoli, nie za bardzo je promują, a od niedawna zaczynają upychać także elektryki. Polecam natomiast każdemu, kto narzeka na „wyjące CVT” w hybrydowych Toyotach przejażdżkę Kią Niro z dwusprzęgłowym automatem. Wycia nie ma, a przy umiejętnej jeździe można zejść do 5,5 l/100 km w mieście. Hybryda rozwiązuje problem, który dręczył mnie od lat do tego stopnia, że wyłączałem silnik pod światłami w swoich gratach: w ruchu miejskim przez większość czasu jednostka spalinowa pracuje po nic.

Honda CR-V Hybrid

Hybrydy całkowicie wycięły sens istnienia diesli jako samochodów do jazdy po mieście, ponieważ są prostsze i palą mniej. Diesle mają już sens tylko jako napęd aut przemierzających długie trasy, a do miasta pozostaje hybryda. I wcale mnie to nie martwi.

Z powyższej listy wynika, że powinienem kupić sobie hybrydę z wyświetlaczem przeziernym, systemem bezkluczykowym i kamerą cofania. To niedobrze, bo z nowych samochodów najbardziej podobają mi się Volkswagen Up! GTI i Suzuki Jimny.

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie