Felietony

Szykujcie się na zmiany w kodeksie drogowym. To, co proponuje Lewica prędzej czy później przejdzie

Felietony 08.10.2019 250 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 08.10.2019

Szykujcie się na zmiany w kodeksie drogowym. To, co proponuje Lewica prędzej czy później przejdzie

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski08.10.2019
250 interakcji Dołącz do dyskusji

Na razie w tradycyjny dla lewicy sposób sięgnęła po metody, które sama gani.

Pewnie pamiętacie takie Żuki i Lubliny poparkowane pod szpitalami, które poustawiała jakaś organizacja sprzeciwiająca się prawu do aborcji. Na Żukach poprzyklejano zdjęcia przedstawiające abortowane płody. Aktywiści pro-choice nie ustawali w wysiłkach, by drastyczne zdjęcia usunąć z przestrzeni publicznej. Dokładnie ci sami aktywiści i aktywistki dziś posługują się drastycznymi zdjęciami z wypadków, żeby podpompować swoje postulaty w kwestii bezpieczeństwa ruchu drogowego. Widocznie to tzw. „zupełnie inna sytuacja”. Jakież jednak są te postulaty? Warto je sobie przyswoić, ponieważ prędzej czy później przynajmniej część z nich zostanie wprowadzona.

Pierwszeństwo pieszego zanim wejdzie na przejście dla pieszych

Już wiele razy o tym pisałem – nie widzę żadnego problemu z wprowadzeniem tego przepisu, ale w obszarze zabudowanym. Poza obszarem zabudowanym może on spowodować więcej złego niż dobrego. „W innych krajach Unii Europejskiej takie prawo działa i wszędzie kierowcy uczą się właściwego zachowania, jest mniej wypadków” – powiedziała dla Gazety Wyborczej kandydatka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. W innych krajach w ogóle jest dużo rzeczy innych niż w Polsce. „Po każdym wypadku śmiertelnym specjalna komisja ekspertów powinna zbierać się i myśleć o niezbędnych inwestycjach” – tak też powiedziała pani Agnieszka. To byłyby ciekawe posiedzenia: darł BMW E36 150 km/h, chciał pójść bokiem i wpadł na chodnik zabijając pieszych. Wniosek: zakazać BMW E36. Nie zmienia to oczywiście faktu, że prędzej czy później piesi zyskają pierwszeństwo przed samochodami jeszcze zanim wejdą na przejście. Trudno mi sobie wyobrazić inną ścieżkę rozwoju w perspektywie kilku lat. Ludzie sami będą tego chcieć.

Zwiększenie mandatów i powiązanie ich z dochodami

To drugie nie przejdzie – nie w Polsce. Zresztą pomysł jest nonsensowny. Biedak jadący rozklekotanym Oplem 100 km/h po obszarze zabudowanym powoduje takie samo zagrożenie jak bogacz robiący to samo w Porsche Panamerze. A jak karać kogoś, kto nie wykazuje od lat żadnych dochodów? Będzie mógł łamać przepisy za darmo?

Nie od dziś wiadomo, że to nie o pieniądze tu chodzi. Policjanci z drogówki regularnie są pytani: a nie dałoby się tak troszkę więcej pieniędzy, ale bez punktów? To punkty karne dyscyplinują kierowców, wystarczyłoby obniżyć ich limit do utraty uprawnień i sprawa się rozwiąże. Zamiast 24 dać 15. Ale oczywiście zwiększenie mandatów jest również nieuniknione, skoro w następnej kadencji rządu mają wprowadzić płacę minimalną na poziomie pińcet tysięcy złotych, to i mandaty będą musiały pójść do góry.

Dopuszczalna prędkość 50 km/h przez całą dobę

Tu Lewica posługuje się wybitnie nietrafionym argumentem: Polska to jedyny kraj Unii Europejskiej, w którym obowiązuje rozróżnienie na prędkość dopuszczalną w dzień i w nocy. Polska to też jedyny kraj w Unii Europejskiej, w którym leży Wąchock i jedyny, w którym mówi się po polsku. I co z tego? Trzeba patrzeć na statystyki, a te w żaden sposób nie potwierdzają, że z obecnego stanu rzeczy wynika coś złego. „Chcemy to zmienić i dopasować nas do reszty Europy, bo najwięcej wypadków śmiertelnych dzieje się w nocy” – mówi Piotr Kozdrowicki, kandydat Lewicy. Nieprawda – najwięcej wypadków śmiertelnych zdarza się po południu, w tym 28% wszystkich w godzinach 16-20, kiedy obowiązuje ograniczenie do 50 km/h. Wypadki śmiertelne po zachodzie słońca to 1/3 całości. Przy tym 94,8% wypadków ma miejsce w godzinach 5-23. W godzinach 23-5 – tylko 5,2% (dane policji za rok 2018). Moim zdaniem kwestia nieistotna dla bezpieczeństwa, wprowadzenie ograniczenia 50 km/h przez całą dobę niczego nie zmieni, choć prędzej czy później też zostanie to na pewno wprowadzone.

Podobnie jak niczego nie zmienią powyższe propozycje

Słychać głosy, że w tym roku nastąpi wzrost liczby ofiar wypadków drogowych w stosunku do roku 2018. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, ale jeśli tak będzie, to zapewne skłoni nowy rząd do zmian w kodeksie ruchu drogowego w kierunku opisywanym powyżej. A ja i tak mam swoją teorię na ten temat: liczba ofiar nie spada, bo samochody są coraz mocniejsze i coraz łatwiej rozwijają duże prędkości, a kierowcy gapią się w coraz ładniejsze i większe smartfony zamiast patrzeć na drogę. O ekranach dotykowych z litości nie wspomnę. Fantastyczne byłoby urządzenie, które blokowałoby ekran smartfona, gdy samochód się porusza i odblokowywało tylko na czas postoju. To byłby wynalazek, który faktycznie wpłynąłby na bezpieczeństwo.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać