Felietony

Nowa jedynka wcale nie musi być piękna. I tak będzie hitem

Felietony 27.05.2019 150 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 27.05.2019

Nowa jedynka wcale nie musi być piękna. I tak będzie hitem

Adam Majcherek
Adam Majcherek27.05.2019
150 interakcji Dołącz do dyskusji

Będzie praktyczna, wygodna i nobilitująca. Charakter? A po co?

Od rana komentujecie nowe BMW serii 1. Przeważają głosy, że nie będzie to, delikatnie mówiąc, model walczący o miano najładniejszego w segmencie. I faktycznie, gdyby zestawić go z konkurentami typu Mercedes Klasy A, Mazdą 3, czy nawet Kią Ceed – nie będzie królową piękności. W zasadzie to więcej charakteru można by chyba odnaleźć w nowej Toyocie Corolli. Przynajmniej z zewnątrz, bo w środku to w sumie niekoniecznie.

Wiadomo – każdy ma swój gust, ale w tym przypadku nawet porównanie ze starszym modelem pokazuje, że coś jest nie tak. Poprzedni model był jakiś. Był inny. Wyróżniał się w mocno upchanej klasie kompaktów. I miał coś, czego nie miał żaden inny – napęd na tylną oś. 

Napęd na tył, stosunkowo długą maskę, pod którą można było wcisnąć rzędową szóstkę, sensowny rozkład masy i ręczną skrzynię biegów. Krótko mówiąc – zestaw składników, który potrafił dać mnóstwo frajdy z jazdy.

Ale ta recepta na samochód dający frajdę z jazdy nie miała szans na rynkowy sukces.

I to nie dlatego, że poprzednia jedynka miała ciasne wnętrze i była stosunkowo droga. Założę się, że nawet gdyby miała większą kabinę, wciąż nie miałaby szans na bicie rekordów sprzedaży. A to dlatego, że jej konstrukcja była zaprojektowana z myślą o ludziach, którzy kochają prowadzić. A takich jest coraz mniej. 

Ja się Bawarczykom zupełnie nie dziwię. Oni po prostu dbają o swój biznes.

Ludzie po prostu przestali traktować samochody jako źródło przyjemności. Albo inaczej, bardziej precyzyjnie – przestali czerpać przyjemność z prowadzenia samochodów. I nie mówię o kopnięciu w gaz na światłach – do tego nie potrzeba żadnych umiejętności, a szybko ruszyć można każdym dieslem z automatem, albo elektrykiem. Chodzi o przyjemność z precyzyjnego prowadzenia auta w zakrętach, z wykorzystywania praw fizyki, z obserwowania jak maszyna wykonuje polecenia człowieka. I to wcale nie chodzi o prędkość, chodzi o płynność, precyzję, delikatność. Umiejętność wykorzystania tego, że za kierunek jazdy i napęd odpowiadają różne koła. O taniec na asfalcie, a nie walkę między gazem a hamulcem. Komu to dzisiaj potrzebne?

bmw 1 2019 premiera

Co najgorsze, nie było to potrzebne nawet obecnym właścicielom BMW.

Norbert Reithofer – CEO BMW, w 2010 r. przyznał, że czterech na pięciu właścicieli ówczesnych jedynek było przekonanych, że jeżdżą samochodem z napędem na przednią oś. A dziś Lucas Casasnovas – szef marketingu produktowego Seata, mówi wprost, że młodzi ludzie nie są zainteresowani samochodami. 

W ciągu ostatnich 10 lat w Hiszpanii liczba ludzi poniżej 35 roku życia, którzy zdobyli prawo jazdy spadła o połowę!

Zupełnie się nie dziwię decydentom z BMW.

Po co budować samochód, który będzie bardziej skomplikowany konstrukcyjnie (czyt. droższy) i w zasadzie trudniejszy w prowadzeniu? Do tego taki, który by nie był zbyt duży na swój segment, musi być ciaśniejszy od konkurentów? Takiego, który by nie był zbyt drogi, musi być oszczędniej wykończony? Po co to robić, skoro nie da się na tym zarobić? Po co szykować wymagającą konstrukcję, z której zalet będzie potrafiła skorzystać garstka klientów, a które dla wielu mogą być wadami? 

Dużo efektywniej było zbudować przednionapędowego kompakta z trzycylindrowym silnikiem turbo, który będzie mógł mieć inne proporcje nadwozia, a przez to znacznie bardziej obszerne wnętrze. Który będzie łatwiejszy (tańszy) w budowie, dzięki czemu będzie można przy zachowaniu ceny upchnąć do niego mnóstwo gadżetów. Cyfrowe zegary, system komunikacji głosowej reagujący na „Hey BMW”, drzwi otwierane smartfonem, pokrywa bagażnika unosząca się elektrycznie po machnięciu stopą pod zderzakiem i układ zapamiętujący ostatnie 50 metrów przejazdu, dzięki któremu auto będzie umiało samo wyjechać tyłem z ciasnego miejsca parkingowego, odtwarzając w odwrotnej kolejności ostatnie manewry kierowcy – to wszystko debiutuje w nowej serii 1. I to dziś cieszy użytkowników nowych samochodów. 

A że będzie jeździć tak jak wszystko inne – a kogo to obchodzi.

Zresztą, przy dzisiejszych ograniczeniach i pędzie ku bezpieczeństwu, często bez poszanowania dla zdrowego rozsądku, coraz trudno znaleźć miejsce do czerpania przyjemności z jazdy. A i kierowcy za kółkiem potrafią coraz mniej. 

Jestem przekonany, że nowa seria 1 osiągnie rynkowy sukces.

Ma mnóstwo gadżetów, wyróżnia się z tłumu (ogromnym grillem, ale zawsze), ma przestronną kabinę i premiumowy logotyp. I założę się, że dzięki wysokiej wartości rezydualnej będzie mogła być oferowana w bardzo atrakcyjnych programach finansowania. Firmy ją pokochają. Będzie kusić tych, którzy myślą o zmianie pracy i usłyszą, że ze swoich Toyot i Fordów mogą się przesiąść do BMW. Nawet takiego, które ma napęd na przednią oś i trzy cylindry pod maską.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać