Ciekawostki

Kup nowe auto kompaktowe z zapasów dealera – oszczędzisz do 50 tys. zł

Ciekawostki 11.05.2018 18 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 11.05.2018

Kup nowe auto kompaktowe z zapasów dealera – oszczędzisz do 50 tys. zł

Piotr Barycki
Piotr Barycki11.05.2018
18 interakcji Dołącz do dyskusji

Jakie nowe auto najlepiej kupić? Odpowiedź jest prosta – stare.

Stare, czyli takie, którego następcę już zaprezentowano albo wszyscy wiedzą, że stanie się to niedługo. Powody są co najmniej dwa.

Po pierwsze nie pchamy się w absolutną nowość, gdzie nie wiadomo jeszcze, co może się zepsuć i gdzie producent sam jeszcze nie jest pewien, co z tego wyjdzie. Jeśli kupimy auto pod koniec jego rynkowego życia, będziemy mieć – przeważnie – do czynienia z konstrukcją dojrzałą, dopracowaną, ze sporą bazą użytkowników i wiedzą, co i jak robić, jeśli coś pójdzie nie tak. I z wiedzą np. których silników należy się wystrzegać albo co zrobić, żeby przedłużyć życie auta.

Drugi powód jest jeszcze bardziej życiowy – samochody schodzące z rynku są przeważnie dużo, dużo tańsze w zakupie, niż w momencie, kiedy były nowościami. Z wyglądu trochę się postarzały, nie mają na pokładzie najnowszych gadżetów – żeby klient chciał je kupić, musi dostać dużą zniżkę. Czasem nawet na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych.

A że sytuacja na rynku samochodów kompaktowych jest taka, że spora część z nich miała swoje premiery 2012 r. (lub wcześniej!) i za chwilę zniknie z salonów, sprawdziliśmy, ile można na nich oszczędzić. Jak? Porównaliśmy cennikowe (w tym i promocyjne) ceny z tym, co dealerzy mają obecnie na stockach i czego chcą się jak najszybciej pozbyć. I jeśli komuś nie przeszkadza stara buda, to jest w czym wybierać. Oj, jest.

Ford Focus III

Focus-MK3-RS

Premiera: 2010 r.

Ile można oszczędzić? do 20 tys. zł

Focus trzeciej generacji doczekał się już wprawdzie swojego następcy, ale wciąż jest nie tylko popularnym, ale i sensownym samochodem. Przy czym według Forda jego cena zaczyna się – o ile skorzystamy z konfiguratora – od 67 070 zł, co jest ofertą umiarkowanie opłacalną – za przedstawiciela czwartej generacji zapłacimy bowiem… 64 tys. zł. Kiepski interes.

Rzeczywistość stockowa prezentuje się zdecydowanie inaczej.

Na portalach ogłoszeniowych, wśród ofert dealerów, najtańszy nowy egzemplarz Fokusa MK3 (w nadwoziu 5-drzwiowym lub kombi, sedan jest bez sensu) kosztuje 53 500 zł, czyli niemal 14 tys. mniej, niż według oficjalnego konfiguratora. Różnica jest tym większa, że bazowy Focus z konfiguratora ma silnik 1.6 o mocy 85 KM, natomiast tutaj mamy 105 KM. Zgodnie z cennikiem taka jednostka napędowa podnosi cenę bazową do ponad 70 tys. zł. Schodzący model i rocznik 2017 robią jednak swoje.

Za taką kwotę nie można liczyć na bogate wyposażenie. Manualna klimatyzacja, 5-biegowa skrzynia biegów, szyby elektryczne, ale tylko z przodu – sytuacje ratuje trochę podgrzewana przednia szyba, ale to wszystko. Może więc jest coś ciekawszego przy równie atrakcyjnej zniżce?

Za 65 500 zł możemy już kupić Focusa z silnikiem 125 KM (1.0 Ecoboost) i 6-biegową skrzynią biegów. Dalej wprawdzie pozostajemy przy wersji wyposażenia Trend (bazowa), ale już ze słusznym pakietem Titanium X i Zimowym. Według konfiguratora taki egzemplarz powinien kosztować co najmniej 80 tys. zł, a w ogłoszeniu wyraźnie zaznaczono, że jest to rabat wstępny i można uzyskać jeszcze większą zniżkę.

Najmniej natomiast na zmianie generacji oberwało się Focusowi RS. Najtańszy kosztuje 149 tys. zł, podczas gdy według konfiguratora powinien kosztować około 167 tys. zł. Zawsze to prawie 20 tys. zł w kieszeni.

Toyota Auris II

Premiera: 2012 r.

Ile można oszczędzić? Niewiele…

Teoretycznie bazowy Auris powinien kosztować 66 900 zł. Toyota jednak już na starcie obniża jego cenę do 55 900 zł (dla rocznika 2017). Co na to stocki?

Tutaj sytuacja robi się dość zabawna. Najtańszy Auris na Otomoto kosztuje… 57 700 zł. I nie jest tak, że jest on lepiej wyposażony niż prosto z konfiguratora Toyoty – wyposażenie dodatkowe obejmuje lakier metalizowany i komplet dywaników. Cena takiej konfiguracji na stronie japońskiej marki? 58 200 zł. Oszczędzamy 500 zł.

To może lepiej poszukajmy jakiejś hybrydy. Tylko tutaj też łatwo nie jest, bo w konfiguratorze Toyoty jest tylko jedna wersja wyposażenia oferowana z taką jednostką napędową – Premium+Comfort Hybrid (od 85 400 zł). Tymczasem na Otomoto można znaleźć wersję Active, bez niemal żadnych dodatków, z hybrydowym silnikiem pod maską za 77 500 zł.

Najtańsza Premium+Comfort Hybrid z Otomoto to jednak wydatek 87 700 zł. Czyli znów – nie oszczędzamy prawie nic.

Kia Cee’d

Kia Cee'd

Premiera: 2012 r.

Ile można oszczędzić? 1000 zł? Może 2000 zł…

Cee’d jest niestety pod względem zniżek – przynajmniej tych ogłaszanych na wejściu – podobny do Aurisa. Cena wyjściowa według strony to 56900 zł (52 490 zł w wyprzedaży rocznika), natomiast najtańsza dealerska oferta na Otomoto to 52 500 zł za 100-konne auto (silnik 1.4, skrzynia 6-biegowa) z dodatkami w postaci świateł LED, podłokietnika i przednich świateł przeciwmgłowych. Niestety kończymy z klimatyzacją manualną.

Wersja wyposażenia M według Kii z tym samym silnikiem powinna kosztować 59 540 zł. I… tyle trzeba zapłacić, a nawet więcej, bo dealer liczy sobie dopłatę za lakier w wysokości 2,2 tys. zł. Czyli w sumie 61 740 zł.

Najtańsza Kia na wypasie, czyli w wersji L, to z kolei wydatek 78 740 zł. Jest to przy tym wersja 135-konna (silnik 1.6) z dodatkowym pakietem FUN (co – jak się okazuje – jest skrótem od Funkcjonalny), o wartości 2500 zł. W sumie więc wartość katalogowa takiego auta to 83 240 zł, ale jeśli weźmiemy pod uwagę wyprzedaż rocznika, to wartość spada do około 79 tys. zł.

Czyli tutaj wiele na dzień dobry nie urwiemy.

Volvo V40

Premiera: 2012 r.

Ile można oszczędzić? Do koło 20 tys. zł na średnich wersjach, nawet 50 tys. na najdroższych

V40 nigdy nie było tanim samochodem i dalej, nawet mimo schyłku rynkowej kariery, nim nie jest. Najtańsza wersja dostępna na Otomoto kosztuje 99 tys. zł – w stosunku do ceny katalogowej oszczędzamy więc około 9 tys. zł. W zamian jednak otrzymujemy naprawdę dobre auto, z 2-litrowym silnikiem (coraz rzadsze w tej klasie) o mocy 152 KM. No i dwie rury wydechowe w standardzie.

Dużo ciekawszą zniżkę dostaniemy przy zakupie wersji Cross Country. Tutaj V40 CC kosztuje 110 tys., podczas gdy bez żadnych dodatków taki egzemplarz powinien kosztować 124 tys. zł. Do tego jeszcze pakiet Made by Sweden, Winter i jesteśmy już w okolicach 130 tys. zł. Słuszny rabat.

A jak będzie przy największym wypasie? Proszę bardzo – 245-konne T5 w R-Design za 168 817 zł. Według cennika taka odmiana powinna kosztować – uwaga – prawie 220 tys. 50 tys. zł oszczędności – rekordowy wynik w tym zestawieniu. Dodatkowo w konfiguratorze na polskiej stronie Volvo w ogóle nie da się już zamówić takiego silnika dla V40.

Alfa Romeo Giulietta

Premiera: 2010 r.

Ile można oszczędzić? do 28 tys. zł

Nie wiadomo czy, jaki, za ile i kiedy pojawi się następca Giulietty, ale pewne jest jedno – to już dość wiekowe auto, do którego zakupu warto zachęcić klientów rabatami.

Niestety na cuda – jeśli ktoś chciałby kupić zupełnie bazowe auto poniżej ceny katalogowej – nie ma co liczyć. Najtańsza Giulietta według konfiguratora kosztuje 78 980 zł. Najtańsza z ogłoszeń stockowych – 71 tys. zł.

Jeśli jednak przyjrzymy się wyposażeniu dodatkowemu, to ten egzemplarz powinien kosztować niecałe 89 tys. zł (według konfiguratora nawet więcej). Czyli zniżka na poziomie 28 tys. zł za naprawdę dobre auto.

Załóżmy jednak, że interesuj nas coś fajniejszego. Np. Giulietta 150 KM w wersji Super z pakietem Veloce. Za taki egzemplarz zapłacimy niecałe 84 tys., podczas gdy katalogowo kosztowałby nas 106 tys. zł. Nie jest to już aż tak powalający rabat, ale 22 tys. to 22 tys.

I takie mniej więcej startowe rabaty utrzymują się aż do najwyższych wersji z najmocniejszym, 240-konnym silnikiem. Ponad 136 tys.? Lepiej zapłacić 114 tys. zł. I mamy całkiem ciekawego i gorącego hatchbacka (aczkolwiek z paskudnym frontem).

Volkswagen Golf

Premiera: 2012 r.

Ile można oszczędzić? Na bazowych wersjach prawie nic. Na wyższych – ok. 10-15 tys., na R – do 23 tys. 

Jeśli dla kogoś Giulietta jest zbyt włoska, zawsze zostaje mu Golf. Który również powoli czeka już na swojego następcę.

Ceny startowe? Według konfiguratora 63 280 zł za 5-drzwiową wersję City z 85-konnym, 1-litrowym silnikiem benzynowym. Taniej, bo za 62 750 zł można kupić bazowego Trendline z aktualnym rabatem (7 tys. zł), ale będzie on tak goły, że nie zawracajmy sobie nim głowy.

Golfa City ze stocka można natomiast wyrwać za 64 830 zł, i to z innym niż bazowy lakierem, tempomatem, czujnikiem deszczu, przyciemnianym lusterkiem i czujnikiem zmierzchu, a także alarmem. W sumie takie auto z konfiguratora kosztowałoby nieco ponad 65 tys. zł, więc oszczędność jest prawie żadna – już samą wersję City trzeba traktować jako okazję.

Żeby sprawić sobie ciekawszy model, trzeba niestety sięgnąć dużo głębiej do kieszeni. Za 84,5 tys. zł (cena główna to cela w leasingu) możemy już kupić 150-konnego Golfa w wersji Comfortline z dodatkami. I tutaj już robi się przyjemniej, bo cennikowy koszt zakupu tego egzemplarza to niemal 100 tys. zł. 15,5 tys. zł zostaje dla nas.

Ewentualnie można odjąć trochę koni, ale dobrać lepsze wyposażenie i zewnętrzny pakiet R. Za takie auto zapłacimy 93 300 zł (przynajmniej według opisu), podczas gdy standardowo zapłacilibyśmy 10 tys. zł więcej.

A jak bronią się R-ki? Najtańszy 310-konny Golf kosztuje 169 900 zł, przy standardowej cenie 192 770 zł. 23 tys. zł w kieszeni i sporo radości gwarantowane.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie