Wiadomości

Kompaktowy elektryk za niecałe 83 tys. zł – Nissan zaszalał z ceną Leafa

Wiadomości 23.11.2019 185 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 23.11.2019

Kompaktowy elektryk za niecałe 83 tys. zł – Nissan zaszalał z ceną Leafa

Adam Majcherek
Adam Majcherek23.11.2019
185 interakcji Dołącz do dyskusji

Oferta wygląda naprawdę dobrze. Tylko kiedy w końcu rząd ogłosi nabór wniosków?

Każdy importer chcący sprzedawać u nas elektryki ma świadomość, że szansę na sukces w kategorii modeli popularnych da mu tylko objęcie programem rządowych dopłat do elektryków. Póki co łapią się na nie:

  • Skoda Citigo, która po uwzględnieniu dopłat na dziś kosztowałaby 51 tys. zł (cena przed dopłatą 73 300 zł), 
  • VW e-up!, który z ceną 67 403 zł (96 290 zł przed dopłatami) przy Citigo wygląda dość irracjonalnie
  • Smarty EQ fortwo i forfour za odpowiednio 67 830 zł i 68 880 zł (bez dopłat 96 900 zł i 98 400 zł)
  • Opel Corsa-e, który z dopłatą kosztowałby 87 143 zł (cena cennikowa 124 490 zł)
  • Peugeot 208 i Renault Zoe – po uwzględnieniu dopłaty kosztują po 87 430 zł, bo cennikowo startują z poziomu 124 900 zł.

Mamy więc zestaw niewielkich, miejskich samochodów z segmentów A i B.

Wszystkie większe modele były dotąd zbyt drogie. 

e-Golf startuje od 141 890 zł, cen ID.3 wciąż nie ma, za najtańszego Nissana Leafa trzeba było dotąd zapłacić co najmniej 157 000 zł, elektryczny Hyundai Kona kosztuje 165 900 zł, a Ioniq – 177 900 zł.

Nissan też chce skorzystać na dopłatach i znacznie obniżył cenę Leafa.

Według najnowszego cennika, cena modelu w wersji Acenta spadła do 118 000 zł, czyli o niemal 40 tys. zł. 118 000 to odczuwalnie poniżej limitu wprowadzonego przez ustawodawcę, który wynosi 125 000 zł. To dobra wiadomość, bo oznacza, że do auta można dobrać jeszcze 7 tys. zł w płatnych opcjach i wciąż ubiegać się o dofinansowanie. 

Nissan Leaf po dopłatach kosztuje dziś 82 600 zł.

Zgodnie z przepisami można ubiegać się o 30 proc. zwrotu ceny zakupionego auta, a w przypadku Leafa dałoby to 35 400 zł. Jeśli ktoś ostatnio wydał na Leafa 157 000 zł, to dziś może zacząć pluć sobie w brodę.

Jak na kompaktowe auto elektryczne z zestawem akumulatorów o pojemności 40 kWh, dającym zasięg między 270 (cykl mieszany WLTP) a 389 km (cykl miejski WLTP) to dziś cena bardziej niż atrakcyjna. Bo trzeba pamiętać, że Leaf ma nadwozie o długości prawie 4,5 metra, przestronną kabinę i przyzwoity, 435-litrowy bagażnik. 

nissan_leaf_15

Co więcej, Leaf w tej wersji jest już bardzo sensownie wyposażony. 

Automatyczna klimatyzacja, system multimedialny z 8-calowym ekranem dotykowym, aktywny tempomat, podstawowy zestaw asystentów – wszystko jest. Podstawowy, bo np. bez asystenta pasa ruchu.

Jeśli do ceny podstawowej dorzucimy wszystko co się da, czyli pakiet zimowy za 1000 zł obejmujący podgrzewanie kierownicy i foteli z przodu i z tyłu, pakiet Nissan AVM za 2 600 zł z systemem kamer 360 stopni oraz lakier metalizowany za 1200 zł, w takiej konfiguracji Leaf kosztowałby 122 800 zł. Do zwrotu byłoby 36 840 zł, czyli auto kosztowałoby 85 960 zł. Szkoda, że nie da się dokupić reflektorów Full LED ani asystenta pasa ruchu i pilota jazdy w korkach ProPILOT. Zarezerwowano je dla wyższych wersji.

nissan_leaf_13

Tak, wiem, Nissan Leaf nie ma aktywnie chłodzonych akumulatorów, co oznacza spadek wydajności ładowania przy wielokrotnym ładowaniu z dużą mocą. Nissan informuje o tym w tabeli z danymi technicznymi Leafa. Pewnie ci, którzy jeżdżą często i daleko i tak nie brali Leafa pod uwagę. Mi by to nie przeszkadzało. 

Dobry ruch Nissanie, czyżbyś wyprzedzał ruchy Volkswagena, zanim wprowadzi do Polski ID.3?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać