Przegląd rynku

Jeśli szukasz auta dla patrolu ochrony, czyli najtańsze nowe wozy w Polsce w 2020 r.

Przegląd rynku 03.06.2020 133 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 03.06.2020

Jeśli szukasz auta dla patrolu ochrony, czyli najtańsze nowe wozy w Polsce w 2020 r.

Piotr Barycki
Piotr Barycki03.06.2020
133 interakcje Dołącz do dyskusji

Załóżmy na chwilę, że właśnie startujemy z nową firmą ochroniarską i potrzebujemy floty nowych samochodów dla naszych pracowników. Kryteria są dwa – po pierwsze: ma być tanio. 

Po drugie: naprawdę musi być tanio. Ale tak naprawdę-naprawdę. Żadne Octavie czy inne Focusy nie wchodzą w grę. Żadne silniki z turbo, żadne 1.4 i więcej. Wyposażenie? To już ustaliliśmy – ma być tanio.

Budżet maksymalny? Niech będzie 45 000 zł, ale jeśli da się taniej, to będzie taniej. Ochroniarze mają być twardzi, po co ich rozpieszczać.

Mitsubishi Space Star – od 40 990 zł

Świeżutki model, ledwo co wprowadzony po liftingu do polskich cenników – taki wybór powinien dobrze świadczyć o pracodawcy, nawet jeśli Space Star jest od początku swojej kariery modelem planowanym pod to, żeby… był tani. Nie ma znaczenia – nowy model to nowy model, chcemy dla swoich pracowników jak najlepiej.

Chcemy też przy okazji skorzystać z premierowego rabatu, który pozwala sprowadzić cenę do wspomnianych 40 990 zł. Nie jest to przy tym żadna radykalna obniżka ceny – bez promocji bazowy Space Star kosztuje 42 990 zł, więc dalej mieści się w zakładanym budżecie. Jeśli jednak można oszczędzić 2000 zł, to chyba warto.

Co dostaniemy w takiej cenie? Przede wszystkim litrowy silnik benzynowy (bez turbo, więc nie ma co się zepsuć!) o mocy 71 KM i manualną skrzynię biegów. Idealny zestaw, żeby na wszelki wypadek dotrzeć na miejsce wezwania z odpowiednim opóźnieniem (15,7 s do setki). Do statecznego patrolowania ulic (chociaż akurat agencje ochrony chyba tego nie robią) powinno jednak wystarczyć.

Wyposażenie? O dziwo nie napiszę „brak”. Są 14-calowe felgi stalowe (dobrze, opony będą tanie), są poduszki powietrzne, stabilizacja toru jazdy i kontrola trakcji, ABS, wspomaganie ruszania na wzniesieniu, czujnik deszczu i zmierzchu (!), elektrycznie regulowane lusterka boczne (!), kierownica z regulacją wysokości, składana i dzielona tylna kanapa, zdalnie sterowany centralny zamek, elektryczne szyby przednie, manualna klimatyzacja, 2 głośniki, radio z CD (Piotr Szary lubi to) i MP3 oraz gniazdo USB.

Dobra, luksusów nie ma, ale po co mają być. To jest narzędzie. Na-rzę-dzie. A nie jakaś zabawka z gadżetami i ekranikami zamiast zegarów. Do tego całkiem spore narzędzie, bo 4 metry (a dokładniej 4050 mm) za ok. 40 tys. zł to dziś rzadkość.

Toyota Aygo 5d – 39 900 zł

Co zresztą potwierdza drugi samochód w zestawieniu – Toyota Aygo, która jest o prawie pół metra (3465 mm długości) krótsza. No ale to w końcu Toyota, więc nie będzie się psuć, a do tego ma wolnossący silnik, czyli taki bez turbo, a to wiadomo, co oznacza. A, i jest tańsza, bo bazowa odmiana dla rocznika modelowego 2020 kosztuje zaledwie 39 900 zł.

I jest tak uboga, jeśli chodzi o wyposażenie, że aż nic nie piszczy, bo nie ma co piszczeć. Tzn. jest kierownica regulowana na wysokość, komputer pokładowy, LED-owe światła do jazdy dziennej, 14-calowe felgi, analogowy prędkościomierz (z tego co czytałem, to teraz to jest premium), poduszki i kurtyny powietrzne, ABS, kontrola trakcji, wspomaganie pokonywania podjazdów i tak dalej, ale nie ma nawet klimatyzacji. Ba, nie ma też chyba nawet radia, a już na pewno radia z AUX czy USB. Tyle dobrze, że można dokupić to wszystko (a także Bluetooth, DAB i wielofunkcyjną kierownicę) za 3900 zł. Czyli dalej zostajemy poniżej ustalonej przez nas granicy cenowej.

Na plus Aygo trzeba też doliczyć mocniejszy silnik. Mocniejszy o potworne… 1 KM. Mniejsze rozmiary auta przekładają się przy tym jednak na wyraźnie lepsze przyspieszenie od 0 do 100 km/h (13,8 s). Chciałbym kiedyś zobaczyć drag race Aygo i Space Stara.

Dobra, żartowałem, wcale bym nie chciał na to patrzeć.

Fiat Panda – 40 500 zł

Wymiarowo Panda plasuje się gdzieś pomiędzy mikroskopijnym Aygo a sporym jak na swoją cenę Space Starem (3653 mm). Czym różni się poza tym? Przede wszystkim dysponuje w najtańszej wersji silnikiem o ogromnej pojemności skokowej – czyli 1,2 litra. Jest jeszcze straszliwie drogie 0.9 TwinAir (wersja 4×4 za… 65 600 zł) i 1.0, ale Hybrid, wycenione na minimum 55 400 zł. Aż tacy hojni nie będziemy, musi wystarczyć 1.2 69 KM za 40 500 zł. I 14,5 s do 100 km/h.

Wyposażenie? Są poduszki powietrzne, są elektrycznie sterowane szyby przednie, regulacja wysokości kierownicy, manualna klimatyzacja, radio z USB, felgi 14 cali (stalowe) i… z takich ciekawszych rzeczy to by było na tyle. Elektrycznie sterowane lusterka są za dopłatą (m.in. w Pakiecie City z czujnikami z tyłu za 1000 zł), dzielona kanapa też jest za dopłatą (w pakiecie z homologacją 5-miejscową za 1400 zł), a nawet za oświetlenie bagażnika trzeba dopłacić (50 zł, ale zawsze coś). Tyle dobrze, że większość opcji występuje osobno i są dość rozsądnie wycenione.

Ale zaraz, to nie ma być auto dla nas, więc jakie opcje? 40 500 zł i basta.

Dacia Sandero – 32 900 zł

Od razu powiedzmy sobie jedno – nie będzie tańszego auta w zestawieniu. I tak jak Duster wciąż jest, mimo podwyżek cen, bezkonkurencyjny, jeśli chodzi o taniego SUV-a, tak Sandero jest bezkonkurencyjnie tanie w segmencie B. Przy czym chodzi tu raczej o segment B+, bliższy Space Starowi (długość Sandero: 4020 mm), a nie zwykłe B w postaci np. Aygo.

Cena? Bum – 32 900 zł za wersję Access z silnikiem SCe 75 (15 s do 100 km/h). Tak, grubo poniżej ustalonej granicy 45 000 zł i grubo poniżej minimalnych cen konkurentów.

Oczywiście tak niska cena znajduje swoje odzwierciedlenie m.in. na liście wyposażenia, chociaż znajdziemy tu m.in. standardowe poduszki powietrzne, ABS, ESC, ASR i… ok, to by było na tyle. Centralny zamek z pilotem? Nie. Klimatyzacja? Nie. Radio? Nie. Bluetooth nie.

Doskonale, kasa zostanie w kieszeni, a pracownicy niczego nie zepsują. A kiedy przyjdzie sprzedawać auto, jakiś serwis motoryzacyjny na pewno zrobi z naszych egzemplarzy sensację.

Hyundai i10

Hyundai i10 2020 test

Ok, egzemplarz dla naszych pracowników nie będzie wyglądał tak efektownie jak ten, którego testowaliśmy, ale i tak chyba i10 wygląda wizualnie najlepiej z tego zestawienia. Nie jest też – choć może tak na pierwszy rzut oka wyglądać – przesadnie kompaktowy. Przy długości ok. 367 cm zajmuje gdzieś miejsce w środku stawki.

Cenowo natomiast znalazłby się na samym szczycie. Katalogowa cena najtańszej odmiany to 43 900 zł za wersję 4-miejscową i 45 100 zł za wersję 5-miejscową. Szczęśliwie według cennika promocyjnego obie odmiany kosztują odpowiednio 40 100 zł i 41 300 zł.

Pod maską będzie natomiast pracować 3-cylindrowy, 1-litrowy silnik benzynowy o mocy 67 KM, który do 100 km/h rozpędzi się w 14,6 s. Czyli jeśli będziemy mieć odpowiednio dużo czasu, to mamy szansę o włos wyprzedzić spod świateł Sandero, a Space Star nie miałby z nami żadnych szans. Dobra, jednak chętnie oglądałbym taki pojedynek, najlepiej wszystkich aut z tego zestawienia.

Niestety na liście wyposażenia po raz kolejny nie odnajdziemy klimatyzacji, nawet w wersji manualnej – ta wymaga dokupienia pakietu Cool&Sound za promocyjne 1900 zł (normalnie 3900 zł), który poza tym da nam też Radio z RDS, zdalne sterowanie radia z kierownicy i regulację wysokości fotela kierowcy. I dalej mieścimy się w 45 000 zł.

To można już startować z firmą ochroniarską.

Albo ewentualnie planować zakup samochodu, który będzie służył do kręcenia się po mieście i niczego poza nim się nie wymaga. Nie będzie tutaj żadnych luksusów, żadnych kosmicznych rozwiązań, ale za to auto będzie jeździć do przodu, do tyłu, a nawet na boki, będzie miało 5 drzwi, jakiś bagażnik, a jak się trochę dopłaci (czasem nawet nie trzeba), to w lecie nie będzie nam w środku zbyt gorąco. Czego więcej oczekiwać jadąc np. 5 km po zakupy?

Albo pędząc na pilne wezwanie alarmowe, oczywiście.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać