Wiadomości / Ciekawostki

Motocykl, który robi wiele. Jeździ za darmo, kpi z Elona i walczy z efektem cieplarnianym

Wiadomości / Ciekawostki 26.07.2021 12121 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 26.07.2021

Motocykl, który robi wiele. Jeździ za darmo, kpi z Elona i walczy z efektem cieplarnianym

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz26.07.2021
12121 interakcji Dołącz do dyskusji

Motocykl na metan tankowany na bagnie. Oto odpowiedź na problemy cywilizacji.

To może być mój zaginiony i cudownie odnaleziony, mądrzejszy starszy brat. Gijs Schalkx z Holandii kpi ze sposobu na ekologię według Elona Muska tworząc jeżdżący za darmo jednoślad. Może i tankowanie trwa odrobinę długo, ale nikt temu projektowi nie zarzuci, że marnuje jakieś zasoby. Pojazdy na gaz ziemny są niszowe, ale nie są niczym nowym, koncept Holendra idzie krok dalej. Wystarczy jakaś sadzawka i zatankujemy nasz jednoślad.

motocykl na metan
Mój brat zbudował motorower na metan

Sloot – motocykl na metan

Szczęśliwym biorcą metanu został czterosuwowy silnik Hondy GX160 z domowego generatora, który trafił do Hondy PC 50. Pojazd po przeróbce na metan nie był hamowany, ale jego moc nie przekracza 2 KM. Jego przyspieszenie to 12,3 sekundy, lecz niestety do 22 km/h. Prędkość maksymalna to już 43 km/h. Na holenderskie miasteczko wystarczy.

Zbiornik nad metan umieszczono na jeźdźcem i trafia on do silnika poprzez obudowę filtra powietrza. Dla zwiększenia psychicznego komfortu jazdy pojazd ma pedały, na wypadek niespodziewanego braku gazu. Choć ten brak powinien być spodziewany.

motocykl na metan

Koncepcja ma niewielkie wady

Gijs Schalkx nie zniżał się do fizjologicznych żartów i nie twierdzi, że to pojazd na gazy jelitowe, choć pewnie na nich też by pojechał, bo zawierają metan. Jego koncepcja jest kompleksowa i skupia się na nie marnowaniu zasobów, naturalnych i tych już wytworzonych. Dlatego stary motorower swoje paliwo, czyli metan, ma pozyskiwać z przydrożnych rowów, sadzawek i stawów. Z bagna też pewnie by pociągnął, ale o bagna w miastach jest trudniej.

Tak pozyskany metan jest oczywiście za darmo. Holender wchodzi do stawu w spodniach woderach i przy pomocy konstrukcji z opony, węży, rurek i pompy odzyskuje metan. Jego wydzielanie pobudza kijem. Drobna wada tego darmowego tankowania to czas trwania, bo napełnienie zbiornika trwa 8 godzin.

motocykl na metan

Ej, ale zestaw akumulatorów trakcyjnych o pojemności zbliżającej się do 100 kWh w samochodzie elektrycznym ładuje się przy domowym gniazdku elektrycznym około dwie doby, to o co chodzi?

Pewnym problemem jest też zasięg, który przy dobrych wiatrach (niezamierzone skojarzenie) wynosi 22 kilometry. A potem znowu 8 godzin napełniania zbiornika. Spokojnie, Gijs Schalkx ma też pomysły na usprawnienie procesu zbierania metanu i nawet je tutaj zwizualizował.

Możemy uznać, że motocykl na metan z bagien prawie nie ma wad, poza tymi podstawowymi. Dzięki nim zwalcza efekt cieplarniany, zwalcza, to należy podkreślić, a nie tylko ogranicza.

Dziewięciokrotnie bardziej ekologiczny

Motocykl na metan ma być dziewięciokrotnie bardziej ekologiczny od jednośladu spalającego benzynę, twórca przedstawia nawet wyliczenia. Wyemitowany do atmosfery przez człowieka dwutlenek węgla już narobił szkód, nawet kompletnie nierealne zaprzestanie dalszej produkcji nie cofnie czasu. Metan z kolei ma 23-krotnie większy potencjał tworzenia efektu cieplarnianego od dwutlenku węgla. Tankowanie motocykla metanem usuwa metan z atmosfery, czyli walczy z globalnym ociepleniem. Jeden jednoślad za dużo się nie nawalczy, ale przecież mogą być nas miliony. Staw do tankowania powinien się zawsze znaleźć, może być o nie łatwiej niż o stacje ładowania pojazdów elektrycznych.

motocykl na metan

Koncepcja przesiadki na samochody elektryczne nie podoba się autorowi. Nie wydaje mu się żeby naszpikowany elektroniką samochód można było nazywać ekologicznym, bo ślad węglowy ma nieco dłuższy niż rurka wsadzona do stawu. Budowa wielkiej fabryki baterii Tesli pod Berlinem, która docelowo ma produkować pół miliona baterii rocznie z wykorzystaniem trudnych w pozyskiwaniu surowców również nie wydaje mu się pomysłem godnym podziwu. Lepiej korzystać z tego co się ma, niż bez końca i sensu produkować.

No ale może zobaczmy jak to chodzi.

Trochę tak średnio chodzi

W zasadzie tylko start bywa trudny. Silnik odpala na benzynie, chyba trudno byłoby ustawić mieszankę, to jest ten mniej ekologiczny moment. Po rozpoczęciu pracy należy zamknąć dopływ benzyny i poczekać, aż zacznie się dławić. Wtedy dopiero można otworzyć dopływ gazu. Raczej nie zaskoczy od razu i potrzebnych będzie kilka prób zanim uda się ustawić właściwe obroty. Obroty kontroluje się manetką gazu i zaworem ciśnienia gazu.

I dalej się już jedzie bez wielkich ekranów, elektronicznych wspomagaczy jazdy, stref zgniotu i dwóch kół. Zostaje tylko jeździec, jego rozwaga na drodze i obserwacja otoczenia. To ważna część koncepcji Holendra, żeby sztucznie nie robić z siebie nadczłowieka na drodze.

Nic rewolucyjnego z tym projektem dalej nie wydarzy, choć autor oczywiście chętnie podzieli się wiedzą. Może posłuży chociaż jako forma inspiracji wszystkim, którzy za jedynie słuszny sposób przemieszczenia się uznają minimum 2-tonowy samochód.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać