Felietony

Motoblender 5/2020: opresyjne ludziki-patyczaki

Felietony 25.01.2020 457 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 25.01.2020

Motoblender 5/2020: opresyjne ludziki-patyczaki

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski25.01.2020
457 interakcji Dołącz do dyskusji

To już piąty Motoblender w tym roku. Szybko idzie. Gdyby ktoś był pierwszy raz: w Motoblenderze nie ma żadnych wiadomości z rynku mleczarskiego, a wygłaszane tu opinie nie mają krzty obiektywizmu.

Zaczniemy od wieści z Detroit. W Detroit ktoś ukradł koła z zaparkowanej na ulicy Corvette – i to tej najnowszej, z silnikiem centralnie. To samo w sobie zupełnie nie jest dziwne, bardziej dziwne byłoby gdyby ktoś nie ukradł niczego w Detroit przez całą noc. Znacznie dziwniejsze wydaje mi się zostawianie Corvette C8 zaparkowanej na ulicy w Detroit. Zasadniczo jeśli mieszkasz w tym mieście, to należy jeździć czymś w rodzaju Ford Taurus z 2000 r. albo Chevrolet Lumina z podobnego rocznika, a jeśli już naprawdę chcesz zaszaleć, to tak ewentualnie Toyota Camry z 2005 r. Ale Corvette to taki średni pomysł, bo może skończyć na cegłach. I skończyła, jak widać. Jeszcze zabawniejsze, że to ponoć samochód należący do General Motors, może nawet prasowy. No to w sumie dobrze, bo przeprowadzono test, z którego wynika że odkręcenie kół od C8 nie jest specjalnie trudne i można w ramach wyposażenia dodatkowego oferować „pakiet detrojcki” ze śrubami antykradzieżowymi do kół.

W Genewie ludziki-patyczaki są opresyjne

Jest sobie znak przejścia dla pieszych, oto on:

motoblender

Ten patyczak z kółkiem zamiast głowy symbolizuje człowieka. Człowieka ogólnego, jego cień – bez rozróżnienia na płeć, wiek, kolor skóry. Nie wiadomo, czy postać na rysunku to stary mężczyzna, czy młoda kobieta. Nie ma rysów twarzy, włosów, itp. Dobrze? Inkluzywnie? NIE! TO JEST OPRESYJNE bo nie jest INTERSEKCJONALNE. I dlatego w Genewie znaleziono na to sposób. Za grubą forsę wymienią znaki drogowe oznaczające przejście dla pieszych na takie, które przedstawiają Kobiety. Różne – w ciąży i nie, wysokie i niskie, grube i chude. Znaków trzeba wymienić aż 250, bo w całej Genewie jest 500 przejść dla pieszych. Podobno dzięki wymianie znaków na segregowane płciowo zapanuje nagle równość płci i skończy się dyskryminacja osób LGBTQIA+++ – serio tak napisali w komunikacie prasowym. Kobiety przestaną się czuć mniejszością i zaczną wreszcie Żyć Pełnią Życia, a wszystko dzięki znakom drogowym.

No więc, po pierwsze – znam wiele krajów i Szwajcaria nie kojarzy mi się z miejscem, gdzie kobiety są zepchnięte na margines. Może chodziło o Pakistan, tylko się przejęzyczyli. Ale w porządku, niech będzie. No to mamy już kobiety na znakach drogowych. A co z ludźmi trans? Co z LGBTQIA++? Jak to kobiety i mężczyźni, przecież płci jest o wiele więcej? I tak dalej, i tak dalej, zaczęliśmy od małego absurdu (wydawanie kasy na nowe znaki, gdy stare działały), a skończymy na ogromnych. Serio nie ma ani jednego znaku z ludźmi na wózkach inwalidzkich?

Jednak najzabawniejszy jest film, w którym widać, że ekipa montująca znaki składa się z samych mężczyzn. A dlaczego nie pół na pół? No i najważniejsze: czy mężczyźni montujący znaki zarabiają tyle samo, co kobiety które wymyśliły cały ten skit?

Ekoterroryści zaatakowali w Warszawie!

Według serwisu eska.pl warszawskie samochody zaparkowane przy al. Niepodległości zostały zaatakowane prawdopodobnie przez ekoterrorystów i ruchy antysamochodowe. Nie napisali, czy Greta Thunberg, przebywająca w tym czasie w Polsce, też była widziana w tej okolicy. Z artykułu wynika, że mogło być uszkodzonych nawet kilkanaście samochodów! Ale na zdjęciach widać tylko jeden pomazany wóz. Ponadto barwa, którą został pomalowany, może kojarzyć się ze sprayami dla dzieci zmywalnymi wodą (nie ma na to jednoznacznych dowodów).

W każdym razie jeśli atak miał postać pomazania jednego źle zaparkowanego auta, to te ruchy antysamochodowe wydają się strasznie słabe i zdezorganizowane. Ponadto z tego co zauważyłem, to ruchy miejskie głównie wysyłają petycje o montaż słupków albo inne absurdalne rozwiązania, a nie mażą samochody sprayem. W każdym razie mam świetne rozwiązanie – nie parkować w niedozwolonym miejscu. Ceterum censeo uważam, że powinno być więcej parkingów zorganizowanych/płatnych, a mniej możliwości parkowania byle gdzie.

Piesi będą mieli pierwszeństwo jeszcze przed wejściem na pasy

W pewnym sensie. Moto.pl powołuje się na słowa wiceministra Rafała Webera, który zdradził, że w planowanych zmianach ustawy o ruchu drogowym znajdzie się pierwszeństwo pieszego jeszcze przed wejściem na pasy. Pieszy będzie musiał jednak wyrazić zamiar przejścia i upewnić się, czy może wejść. Rozumiem zamysł: chodzi o to, żeby zniechęcić ludzi do wbiegania na pasy bez patrzenia. Problem w tym, że nikt normalny nie wbiega na pasy przed samochód, bo czemu miałby chcieć zginąć. A ci, którzy mają na to wylane, i tak wbiegają. Rozumiem przepis o „zamiarze”. Chodzi o to, żeby pieszy faktycznie szedł w stronę pasów, w przeciwnym razie nie będzie można wjechać na przejście dla pieszych, jeśli na chodniku stoją dwie osoby i rozmawiają. No i zachowanie szczególnej ostrożności ze strony pieszego wydaje się oczywiste, w końcu przechodzenie przez jezdnię bywa niebezpieczne.

Zasadniczo jest to więc krok w dobrą stronę. A teraz czekam na płacz tych wspomnianych wyżej ruchów antysamochodowych, które będą krzyczeć, że to kolejne restrykcje dla pieszych i przywileje dla kierowców. Przecież powinno się wprowadzić przepis, że kierowca zatrzymuje się przed każdym przejściem dla pieszych, wychodzi z samochodu i przeprasza wszystkich za swoje postępowanie.

Mercedes zaprzecza

Poszła plotka, że Mercedes ściął o połowę plany produkcyjne EQC, bo brakuje im akumulatorów. Zapewne tę plotkę puściły firmy odpowiedzialne za produkcję ogniw do aut elektrycznych, bo tego typu doniesienia przeważnie powodują panikę i wzrost cen – zarówno produktów, jak i akcji. Ale Mercedes zaprzeczył. Uda mu się wyprodukować 50 tys. sztuk EQC i zobaczycie! Problem w tym, że te „plotki” nie są tak do końca nieprawdziwe. Mercedes nie wprowadził EQC na rynek amerykański z powodu problemów produkcyjnych, sporo wyprodukowanych już aut wezwano do serwisu na poprawki, a zarząd nie zaprzecza, że faktycznie trochę trudno im kupować bateryjki. Pewnie wszyscy im wykupują, zanim Mercedes przyjdzie rano do kiosku, to już był Elon i wszystko kupił. A przypomnijmy, że jesteśmy na początku drogi o nazwie elektryfikacja. Co będzie później?

Mercedes EQC test

Nowy SUV Kii sprzedaje się jak głupi

Mowa o Telluride – dużym SUV-ie oferowanym na rynku amerykańskim, konkurującym z Fordem Explorerem. Wydawałoby się, że to po prostu kolejny duży SUV, że rynek już jest napchany, że to nie ma sensu – a tu ludzie się rzucili jak oszalali i kupują aż furczy. Kia nie wyrabia z produkcją. A do tego jest jeszcze Hyundai Palisade, czyli bliźniaczy model, też siedmioosobowy i z 3,8-litrowym V6. Ogólnie jestem zdziwiony, bo myślałem że SUV-y już lekko przymarły i że ta moda nieco słabnie. Nic z tych rzeczy. Wszyscy, którzy nie zdążyli wskoczyć na wagonik z napisem SUV, mogą się pakować. Tak samo jest z pickupami w Stanach – ludzie dostają obłędu na widok pickupa i kupują wóz, który jest im kompletnie niepotrzebny. W Europie oczywiście o żadnej Kii Telluride nie ma mowy z powodu emisji CO2, i my tutaj w ramach naszej ekologicznej świadomości pozwalamy się ugotować Amerykanom.

A tymczasem powstaje dość ważne pytanie do producentów, którzy sprzedają swoje auta w Stanach i w Europie – czy nie powinno się wprowadzić przepisów, które przymuszałyby ich do utrzymania średniej emisji CO2 na poziomie 95 g/km nie tylko w Europie, ale na całym świecie? Nie ma żadnego powodu, żeby na rynku amerykańskim trucie było dozwolone, a w Europie zabronione. Powinno się wprowadzić globalne limity dla producentów globalnych, którzy sprzedają powyżej 1 mln aut rocznie i koniec. To byłby prawdziwy zmieniacz gry.

Kia Telluride

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać