Felietony

Motoblender 39: bezpieczeństwo jest relatywne

Felietony 08.12.2018 399 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 08.12.2018

Motoblender 39: bezpieczeństwo jest relatywne

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski08.12.2018
399 interakcji Dołącz do dyskusji

Motoblender: tu miksuję wiadomości motoryzacyjne z upływającego tygodnia. Niestety, okraszam je też własną opinią.

Zaczniemy od projektu złożonego w Sejmie przez stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. O stowarzyszeniu MJN mógłbym napisać wiele, ale kiedy zaczynałem pracę w Autoblogu, obiecałem że nie będę stosował wulgaryzmów w moich wpisach. Poprzestańmy więc na tym, że jest to grupa nadzwyczaj inteligentnych i bardzo miłych ludzi, którym na sercu leży dobro Warszawy. To że pokłócili się ze swoim własnym założycielem i w wyborach samorządowych zdobyli zero mandatów w ogóle nie ma tu znaczenia. Otóż MJN w osobie swojego aktualnego lidera Jana Mencwela uważa, że to skandal, żeby coś, co nie było zabronione, było dozwolone. Oczywiście tylko jeśli dotyczy to użytkowników samochodów, których MJN uważa za głównych wrogów wszystkiego. Stowarzyszenie to wniosło projekt do Sejmu, który zabraniałby parkowania na chodnikach, chyba że miejsca parkingowe są tam wyraźnie wyznaczone.

Jest to co do zasady bardzo dobry projekt. Ja także nie lubię parkowania na chodnikach. Tam, gdzie obecnie auta parkują na chodnikach powinno po prostu wyznaczyć się miejsca parkingowe. Wystarczy wiadro farby. Jest tylko jeden problem: parkować na chodniku można w Polsce mniej więcej od 37 lat. W tym czasie powstały całe osiedla, całe dzielnice gdzie auta parkują na chodnikach, bo żadnych innych miejsc nie ma. Co więcej, ten projekt godzi przede wszystkim w ludzi mieszkających poza centrum miast, bo w centrach przeważnie są strefy płatnego parkowania i rzeczywiście parkuje się tam tylko na miejscach wyznaczonych. Oczywiście na to MJN ma prostą odpowiedź: nie każdy musi mieć samochód, a miasto nie ma obowiązku zapewnić każdemu miejsca parkingowego. To także prawda, podobnie jak ta, że nie każdy musi mieszkać w mieście, albo ta, że nie każdy aktywista to kretyn. Niektórzy są inteligentnymi hipokrytami (nie wiadomo, co gorsze).

A ten cham parkuje w parku.

A jaka jest jeszcze inna prawda?

Taka, że MJN ma w dupie ludzi spoza centrum i traktuje ich jak śmierdzący plebs, bo tylko oni, wspaniali aktywiści mieszkający w centrum, są solą ziemi w oku miasta, a reszta powinna albo ich słuchać, albo się wyprowadzić. Mieszkający w centrum, nieposiadający samochodów aktywiści chcą decydować o tym, jak mają żyć ludzie z dzielnic obrzeżnych, mający samochody bo nie mają innego wyjścia (autobus jeździ raz na 20 minut, a i tak nie da się do niego wsiąść w godzinach szczytu). To mniej więcej jak dyskusja o aborcji z udziałem siedmiu mężczyzn.

Na początek proponowałbym MJN to co proponuję zawsze – żeby przestali się wtrącać do tego, jak kto żyje, póki nie robi nic nielegalnego. Ktoś parkuje zawsze jak idiota w poprzek chodnika? Odholować. Ktoś inny przejeżdża między pieszymi po czerwonym? Zabrać prawo jazdy. A od ludzi żyjących normalnie i mieszkających na przedmieściach proponuję się odstosunkować. Zresztą nie jest to pierwszy przypadek, kiedy MJN wymyśla projekty godzące właśnie w mieszkańców przedmieść bądź w jeszcze gorszych wrogów miasta: ludzi przyjeżdżających tu do pracy zza jego granic.

Rząd nakaże ci montaż DPF

Tak napisali na dziennik.pl powołując się na PAP. Czytam cały artykuł i tam jest napisane, że jeżeli samochód musi mieć DPF z fabryki (tzn. Euro 5 lub wyżej), to będzie musiał go też mieć na badaniu technicznym i powstanie procedura, która to sprawdzi. Czyli co się zmieni? Nic, tylko cena wzrośnie. Nadal uważam, że nie da się sprawdzić obecności filtra sadzy podczas badania technicznego. Jedyny sposób to jego demontaż i rozcięcie obudowy lub przez skomplikowane laboratoryjne badania spalin. Niezużyty diesel Euro 5 z wyciętym filtrem nie dymi na czarno. Gdyby dymił na czarno, to ten filtr (gdyby jeszcze był), zatkałby się po paru kilometrach.

Silniki z Euro 5 są tak zbudowane, żeby emitowały jak najmniej sadzy już na etapie spalania paliwa w cylindrze. Czytałem jakieś 256 komunikatów prasowych na ten temat od różnych producentów – o wysokociśnieniowych, wielofazowych wtryskiwaczach CR, bateriach czujników, skomplikowanym sterowaniu komputerowym itp., a wszystko po to, żeby do filtra trafiało jak najmniej sadzy do dopalenia. A jeśli diesel jest zajechany, to czy ma filtr, czy go nie ma, będzie wywalał syf w powietrze jakby był napędzany pociętymi kaloszami.

Minister Chodkiewicz twierdzi też, że w Polsce tylko 2% pojazdów nie przechodzi badania technicznego, a w Niemczech aż 23%. Po pierwsze, to oznacza że stan techniczny pojazdów w Polsce jest lepszy (statystyka nie kłamie), po drugie – te wyniki nie są prawdziwe. Ostatnio przeprowadziliśmy wywiad z diagnostą, który zajmuje się także szkoleniem diagnostów i twierdzi, że średnio co 10. pojazd otrzymuje negatywny wynik badania. 2% to nieaktualny wynik sprzed kilku lat, na który nieustająco powołują się jakieś pseudoautorytety, żeby uzasadnić w kuriozalny sposób, że badania techniczne w Polsce to lipa.

Uwaga na propagandę

Podkreślam to jeszcze raz, żeby do jak największej liczby ludzi trafiło, jaką nędzną propagandę stosuje rząd. Odwróćmy na moment sytuację i wyobraźmy sobie, że w Polsce aż 40% aut nie przechodzi badania technicznego (w Niemczech 23%). Co powiedziałby rząd? Że polskie auta są w gorszym stanie niż niemieckie, przecież widać po liczbach. A jeśli ten współczynnik to 10%? To też są w gorszym stanie niż niemieckie, bo to oznacza że wyniki nie są wiarygodne. To właśnie jest problem z wyznawcami teorii spiskowych: każdy argument je wzmacnia, a jeśli nie ma w ogóle żadnych podstaw, to tym bardziej teoria jest prawdziwa, bo to oznacza że „komuś zależy na ukryciu dowodów”. Czy polski rząd uczył się tego oglądając Alexa Jonesa na Youtube?

Nigdzie nie znalazłem jednak słowa o tym, żeby ktoś, gdzieś planował konieczność montażu filtrów sadzy do aut, które nie były w nie wyposażone. Przy okazji: widziałem ostatnio na własne oczy samochód produkcji europejskiej, z dieslem, rok 2012. Legalnie bez DPF. Był to Ford Tourneo Connect I generacji z 1.8 TDCi.

Wyglądał dokładnie tak. 2012 r., bez DPF.

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do NSA w obronie kierowców, którym zatrzymano prawo jazdy

…za wykroczenie polegające na przekroczeniu prędkości o więcej niż 50 km/h w terenie zabudowanym. Wydaje się to kompletnie bez sensu. Jak można bronić takich drogowych szaleńców? Zabranie im prawa jazdy to naturalna konsekwencja ich lekkomyślnych działań. Ale nie o to chodzi rzecznikowi, a o automatyzm takiego postępowania. Obecnie jest tak, że jeśli policjant powie, że jechałeś 101 km/h w zabudowanym, to tracisz prawo jazdy. Koniec. Nie ma odwołania, nie ma sądu, nie ma wyroku. I to jest problem, bo mandatu możesz nie przyjąć, a decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy nie możesz. Sprawę mamy na uwadze i będziemy informować o postępach. Przy okazji – tak to niestety jest, że z ludźmi łamiącymi prawo w sposób rażący i tak nie można postępować niezgodnie z prawem. Największy gangster i zwyrodnialec musi mieć takie samo prawo do obrony i procesu jak zwykły obywatel.

Ostatnio pisaliśmy o tym, dlaczego Euro NCAP i ich gwiazdki to jaja jak berety

motoblender

To teraz warto to uzupełnić o taką ciekawostkę: oto Tata Nexon, taki nowoczesny indyjski SUV, otrzymał 5 gwiazdek w teście Global NCAP. Jest to pierwszy samochód produkcji indyjskiej, który zdobył tak dobry wynik. Ma ABS, dwie poduszki powietrzne i akustyczny sygnał przypominający o zapięciu pasów. Tyle wystarczyło, żeby dostał 5 gwiazdek. O wiele więcej nie wystarczyło Pandzie III nawet na 1 gwiazdkę w Europie. Zdaniem NCAP, bezpieczeństwo jest relatywne i inaczej mierzy się je w Indiach, a inaczej w Europie. Miałem taką nauczycielkę w szkole, która sprawdzała w dzienniku oceny uczniów z innych przedmiotów i na tej podstawie ustalała, kto jest „dobrym uczniem”, a kto „słabym uczniem”. Słabsi uczniowie nie tylko mieli prostsze zadania na klasówkach, ale też wystarczało im 80% na piątkę, podczas gdy „dobrzy” potrzebowali 90% i to z trudniejszych pytań. Zaliczono mnie do grona dobrych uczniów, w związku z czym z ledwością dawałem radę na czwórkę. Kolega, który siedział ze mną w ławce – ten słabszy – dostawał piątkę praktycznie nic nie umiejąc. To który z nas był dobrym uczniem?

I z tym pytaniem retorycznym zostawię Was, wyłączając motoblender na ten tydzień.

 

 

 

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać