Uncategorized

Motoblender 39/2019: Sejm ma opóźniony zapłon. O jakieś 15 lat

Uncategorized 19.10.2019 319 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 19.10.2019

Motoblender 39/2019: Sejm ma opóźniony zapłon. O jakieś 15 lat

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski19.10.2019
319 interakcji Dołącz do dyskusji

Oto Motoblender numer 39/2019. W następnym tygodniu Motoblendera nie będzie, więc ten za 2 tygodnie będzie miał numer 41/2019, a numer 40 zostanie po prostu pominięty.

Dzisiejszy Motoblender zaczniemy od zmniejszonej akcyzy na hybrydy. Sejm w ostatnim rzucie przed rozwiązaniem aktualnej kadencji przegłosował jeszcze obniżenie o połowę podatku akcyzowego od samochodów hybrydowych bez przyłączenia do zewnętrznego źródła energii elektrycznej. Oznacza to, że obejmuje to zarówno klasyczne hybrydy typu Toyota/Lexus jak i samochody z układem mild hybrid. Wszyscy powiedzą: świetny pomysł, brawo Sejm! Ja powiem: leśne dziadki z Sejmu zorientowali się w tej kwestii jakieś 15 lat za późno.

Warto zwrócić uwagę, że beneficjentami tej obniżki będą przede wszystkim producenci samochodów luksusowych z silnikiem powyżej 2000 ccm. To prawda, jest ich coraz mniej, ale na przykład taki Lexus ma silniki 2.5 i 3.5, więc obniżka akcyzy z 18,6% do 9,3% sprawi, że zarobią więcej pieniędzy, nie obniżając cen swoich samochodów (bo i po co?). Obecność układu mild hybrid oznacza też korzyści np. dla Audi. I tu dochodzimy do najważniejszego punktu: mamy 2019 r., hybrydy nie są już dziwnym, nietypowym rodzajem pojazdów dla ekologicznych frików. Są pojazdami głównego nurtu. Numer dwa, a może już jeden w Polsce to Toyota Corolla, a wśród Corolli 53% sprzedaży to wersje hybrydowe. Hybrydy mają już niemal wszyscy najwięksi producenci, a w blokach startowych już czekają ci, którzy na hybrydowy boom trochę się spóźnili.

I co robi Sejm w 2019 r.? Obniża akcyzę na najpopularniejszy nowy rodzaj samochodu, czyli de facto od przyszłego roku na większość modeli. Należało zrobić to w 2004 r. z debiutem Priusa II, a w tym roku tę ulgę cofnąć. To jest niewiarygodne w jak dużym oderwaniu od zmieniających się realiów żyją politycy. Oni pewnie dalej korzystają z płyt CD i książek telefonicznych.

Kombi w Stanach Zjednoczonych wciąż żyje!

Ktoś ostatnio zrobił takie zestawienie wszystkich kombi dostępnych nadal w Stanach Zjednoczonych. Jest to rynek, który jakoś szczególnie nie lubi kombi, tzn. kiedyś lubił ale przestał i przerzucił się na SUV-y, które są najczęściej autami w wersji kombi, tylko że wyżej zawieszonymi. Nadal oferuje się tam trzynaście różnych kombi, od Volkswagena do Buicka, więc w sumie można sobie powiedzieć „no chyba nie jest tak źle, ktoś na pewno je kupuje”. Tak. I nie. Rzecz polega na tym, że na każdych 20 kombi sprzedanych w Stanach, 17 to Subaru Outback. Czyli takie podwyższone kombi-jakby-trochę SUV. Czyli właściwie oni cały czas kupują to samo, tylko wszystko zależy od tego, jak to zaszufladkujesz. Ale moje obserwacje są takie: Subaru Outback jest porażająco popularne we wschodniej części USA (i Subaru w ogóle), a auta typu kombi inne niż Subaru widuje się tylko w dużych miastach i są to prawie wyłącznie Volkswageny, najczęściej Golf siódemka „Sportwagen”. Czyli to całe kombi trochę żyje, a trochę nie żyje, takie kombi Schroedingera.

To koniec Forda C-Maxa

W Stanach umierają kombi, w Europie minivany. To był przez lata mój ulubiony segment. Przeciętny minivan miał wszystko lepsze niż hatchback, na którym bazował. Przez lata doceniłem, jak niezwykle ważnym parametrem samochodu jest odległość siedziska fotela od podłogi. Jest wiele samochodów, w których siedzisko znajduje się tak nisko nad podłogą, że po prostu nie idzie w nich wysiedzieć. Intuicyjnie szukając samochodu, szukam takiego, w którym od poduszki fotela do podłogi jest odpowiednio daleko. Takim samochodem jest Cinquecento, a wśród pojazdów współczesnych – Auris I generacji. Taką cechę miała też większość minivanów.

Niestety od kilku lat panuje zupełnie niezrozumiała moda, gdzie producenci chwalą się, że w nowym modelu siedzi się niżej. Niżej oznacza mniej wygodnie. Nie mogę pojąć dlaczego ktoś chciałby się tym szczycić. Podobnie jak nie rozumiem, dlaczego ludzie nie kupują minivanów. Podobno w krajach Europy Zachodniej samochód nie jest już żadnym wyróżnikiem statusu społecznego (tak przeczytałem na stronach, których autorzy Wiedzą Wszystko O Wszystkim), więc skoro samochód już nas nie wyróżnia, to powinniśmy kupować te jak najbardziej praktyczne. A tu proszę, najwięcej hajpu idzie na krosowery…

Ford C Max

Tesla może nie zażarła w Niemczech, ale zażarła w Europie

Tesla mająca w ofercie 3 modele, z tego dwa bez sensu i jeden przestarzały (jedyny, który ma sens), notuje kolejny gigantyczny wzrost w tym miesiącu na rynku europejskim. Zarówno licząc rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca, jest to ponad 250 procent. Obecnie w Europie Tesla sprzedaje tyle samochodów co Land Rover, a więcej niż Suzuki, Honda, Mitsubishi czy Jaguar. Oczywiście mowa tu głównie o modelu 3.

W międzyczasie producenci tradycyjni z największym trudem upychają jakieś swoje elektryczne produkty, wydając biliony na marketing. Superpopularny samochód elektryczny, jakim jest Nissan Leaf, w 2018 r. sprzedał się w Europie w 38 tys. sztuk. Tesla już sprzedała 78 tys. aut, a mamy dopiero dane za wrzesień. Ja się temu wcale nie dziwię. Ludzie kojarzą sobie tradycyjnych producentów z tradycyjnym rodzajem napędu. Volkswagen to dla nich diesel, nie ID.3. Toyota – to hybryda. Fiat – to taki mały, miejski samochodzik. Opel – yyy nieważne. Ważne, że Tesla kojarzy się z autami elektrycznymi i jest na tyle inna wizualnie i w eksploatacji od całej reszty aut, że ludzie wybierają właśnie ją, mimo wszystkich jej wad. Zmieniając całkowicie rodzaj napędu, chcą też całkowicie zmienić samochód, żeby mieć coś świeżego, czego jeszcze nie mieli. Ja też czasem kupuję samochody na zasadzie „tego jeszcze nie miałem”.

A skoro już o wadach Tesli mowa…

…pojawił się problem, którego istnienie wyczuwałem jak przez mgłę, ale nie potrafiłem go nazwać. Teraz wreszcie ktoś nazwał sprawy po imieniu. Do nagrywania filmów i zdjęć używam kart pamięci i te karty pamięci, jak się je kupuje, mają napisane np. „możliwość formatowania do 1000 razy”. Tesla również podczas jazdy zapisuje mnóstwo danych na czipach bardzo podobnych w konstrukcji do kart pamięci. Zapisuje ich tak dużo, że w końcu karta (czip) przestają się dać zapełniać. Co wtedy? No gdyby to był normalny samochód, to wymieniasz kartę pamięci i po sprawie, w końcu kosztuje 30-50 zł. Niestety, tak dobrze nie ma. Wszystko jest schowane, zalane, nakombinowane i ukryte. Musisz albo wymienić cały system infotainment za grube tysiące, albo znaleźć jakichś hakerów od Tesli, którzy to ogarną.

I tu pojawia się tzw. duża szansa dla Polski. Wiadomo, że Polacy naprawią wszystko. Prędzej czy później i z Teslą sobie poradzimy, i nie przejmując się zupełnie krzykami Elona Muska będziemy europejskim potentatem w dziedzinie nieautoryzowanych napraw Tesli. Nie mogę się tego doczekać!

I na koniec: 149 aut na aukcję, ale jakich

Mnóstwo amerykańskich klasyków, trochę włoszczyzny i dużo supersamochodów – taki zestawik będzie wkrótce licytowany w Kalifornii. Pojazdy należały do założycieli firmy DC Solar, która miała sprzedawać „przenośne agregaty prądotwórcze na energię słoneczną” (już sama ta nazwa powinna zaniepokoić!), a w rzeczywistości była wielopiętrowym przekrętem finansowym. Dzięki ulgom podatkowym na energię słoneczną, które można było przytulić, przyciągała bogatych inwestorów, od których jej właściciele ciągnęli hajs, spłacali poprzednich inwestorów, pozyskiwali następnych z jeszcze większym szmalem itp. Najbardziej orżnęli Warrena Buffetta i jego fundusz inwestycyjny Berkshire Hathaway (cry reactions only).

No i uwielbiali samochody. Zebrać 149 aut, to już trzeba się trochę postarać. Taki właśnie jest problem z bogatymi, ale głupimi ludźmi bez gustu – na przykład kupują sobie cztery Hummery H1 albo cztery repliki Mustanga „Eleanor”. Nikt nie wie dlaczego akurat cztery i czy nie mogliby zamiast tego kupić sobie np. jakiegoś Panharda, Packarda albo mikrosamochodu Kleinschnittger. Tak czy inaczej, sporo szmelcu idzie na sprzedaż, a mnie najbardziej podoba się ten Fiat 600. Chociaż jeszcze bardziej podoba mi się, jak udało się nabrać Warrena B.

I to już wszystko na dziś w Motoblenderze.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać