Felietony

Motoblender 32: zero VAT-u na rowery, ślub w Porsche i auto cywilne z silnikiem z F1

Felietony 13.10.2018 115 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 13.10.2018

Motoblender 32: zero VAT-u na rowery, ślub w Porsche i auto cywilne z silnikiem z F1

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski13.10.2018
115 interakcji Dołącz do dyskusji

Zapraszam na Motoblender – już po raz trzydziesty drugi. Oto przegląd informacji z mijającego tygodnia, o których powinniście wiedzieć, a które z różnych powodów nie pojawiły się w codziennym planie na Autoblogu. Dziś wersja nieco inna: Motoblender przygotowała cała redakcja Autobloga.

Lexus zapowiada minivana

Na razie zapowiedź padła z ust szefa Lexusa na Filipinach. Ale brzmi dość rozsądnie, biorąc pod uwagę, że luksusowe minivany mają w Azji status szczególny i są wybierane jako pojazdy reprezentacyjne znacznie częściej niż SUV-y. Nie wiem czy pamiętacie, że jak w Polsce we wczesnych latach 90. pojawił się Michael Jackson, wożono go najluksusowszym pojazdem, jaki można było załatwić: Toyotą Previą. To w wielu krajach Azji nadal są na tym samym poziomie i oczekują luksusowych vanów. Toyota ma w ofercie taki model – to Alphard/Vellfire, którego oferuje się m.in. w Rosji. Zupełnie nie dziwię się więc planom Lexusa, zwłaszcza że bazowy pojazd mają właściwie gotowy. Wystarczy go jeszcze doluksusowić i dodać prestiżowy znaczek na masce, i już będzie można psuć dominację Mercedesa w segmencie luksusowych vanów. Aż dziw, że nie stało się to wcześniej. Aż dziw, że BMW ani Audi nigdy na to nie wpadli. Ale bym jeździł takim Lexusem… niekoniecznie po Filipinach.

Zerowy VAT na rowery, ale nie na rowery elektryczne

Unia Europejska w trosce o zrównoważony rozwój rozważa możliwość zwolnienia zakupu rowerów z podatku VAT. Ten krok oczywiście miałby zachęcić Europejczyków do zakupu rowerów i porzucenia na ich rzecz samochodów. 

Według Europejskiej Federacji Cyklistów takie udogodnienie sprawdziło się już w praktyce we Francji. Wprowadzenie ulgi w tym kraju sprawiło, że ci, którzy z niej skorzystali, 21 proc. swoich dotychczasowych przejazdów samochodami zamienili na przejażdżki na rowerach. 

We Francji ulgą objęto też rowery elektryczne, co spowodowało, że kierowcy w 61 proc. swoich podróży zamienili samochód na rower. Trochę nie chce mi się w to wierzyć, żeby 2 na 3 przejazdy samochodem wymienić na przejazd rowerem, ale takie są wyniki ankiety. Podobno w badaniach statystycznych ludzie lubią podkolorowywać odpowiedzi podkreślające ich zaangażowanie w działania związane z troską o zdrowie i coś czuję, że tak jest też w tym przypadku.

Niestety, ku rozpaczy środowisk cyklistycznych, zniesienie VAT-u nie będzie dotyczyło rowerów elektrycznych. Powód jest prosty – takie pojazdy sklasyfikowane są wśród pojazdów napędzanych paliwem i podlegają normalnemu opodatkowaniu. 

Jeśli ktoś chce jeździć rowerem nie musi wydawać majątku – sprzęt do jazdy na co dzień można kupić na OLX za kilka stówek. Żeby skłonić ludzi do przesiadki z samochodów na rowery elektryczne potrzebne są korzyści podatkowe. Znowu więc okazuje się, że podobnie jak w przypadku hybryd plug-in nie chodzi o ekologię, tylko o wygodę i oszczędności. 

Sprinter Classic wskrzeszony w Rosji

Ostatnio odkryłem, że od 2013 roku w Rosji można kupić Mercedesa Sprintera Classic. W dodatku to wcale nie jest model schodzącej generacji: chodzi o Sprintera z lat 2000-2006. Z zewnątrz wygląda jak taki z lat 2002-2006, ma też takie wnętrze – z wyjątkiem kierownicy, która jest trochę nowsza. Od 2013 roku produkuje go zakład im. Gorky’ego w Niżnym Nowogrodzie. Jest sprzedawany nie tylko jako Furgon, ale też m.in. jako autobus szkolny lub marszrutka, czyli popularny w krajach byłego ZSRR minibus jeżdżący po mieście lub między miejscowościami.

Co za doskonały pomysł! Tak naprawdę w segmencie samochodów użytkowych nikt nie potrzebuje dotykowych ekranów albo możliwości gadania ze swoim samochodem. W nowym Sprinterze można powiedzieć „Hej, Mercedes” i potem kazać systemowi np. zmniejszyć temperaturę albo włączyć radio. Wyobrażacie sobie szanującego się kierowcę busa, który gada do swojego wozu?
Zamiast tego, taki samochód musi być trwały i nie do zajechania. Taki, żeby naprawdę nikt do niego nic nie mówił – łącznie z przekleństwami typu „znowu się zepsułeś, ty taki i owaki”. Starsze Sprintery rdzewiały, ale technicznie były niezłe. Skoro ktoś je kupuje w Rosji, to muszą być naprawdę dobre, bo tam nie ma lekko i nikt się z busami nie pieści. Ma jeździć na kiepskim paliwie, w wielki mróz i po wyboistej drodze i nie klękać.

Czy tylko ja widzę oczami wyobraźni kolejki, które ustawiałyby się pod salonami Volkswagena, gdyby do oferty wprowadzono Transportera Classic na bazie modelu T4?

motoblender

Fiat Panda i 500 bez diesli

Pismo „Automotive News Europe”, powołując się na dwa źródła, informuje, że Fiat Chrysler Automobiles wstrzymał produkcję Pandy z silnikami diesla. Podobny los ma już wkrótce spotkać także Fiata 500.

W sierpniu auta z silnikami diesla stanowiły tylko 15 proc. wszystkich sprzedanych Pand, a jedynie 4 proc. Fiatów 500. Takie niskie liczby mogą być wynikiem ogłoszenia nowych norm WLTP, przez które spadło zainteresowanie silnikami wysokoprężnymi.

Dodatkowo, nowy plan rozwoju grupy ogłoszony jeszcze przez Sergio Marchionne zakłada, że do 2021 w ogóle nie będzie już Fiatów z silnikami Diesla. Do 2020 r. ma zadebiutować nowy Fiat e-500, a w Pandzie mają się pojawić silniki z technologią „mild hybrid”.

W polskich salonach Pandy z silnikami Diesla nadal są dostępne i na razie nie słychać, aby miało się to zmienić. Nie ma natomiast pięćsetki z dieslem. I tak nikt jej nie kupował.

Ślub w jadącym Porsche.

To się nazywa miłość. Nie tylko miłość do drugiej osoby, ale także do marki. John i Samantha Evans do tego stopnia zakochani są w marce Porsche, że postanowili wziąć ślub na torze Porsche Experience Center w Atlancie.

Ale sama lokalizacja parze młodej nie wystarczyła do pełni szczęścia. Ślub odbył się na tylnym siedzeniu Cayenne, które jechało po tym właśnie torze. I chociaż może się to wydawać mało praktyczne i jeszcze mniej wygodne, John i Samanta byli bardzo zadowoleni z takiego przebiegu ceremonii. Zapewniają, że zaproszeni goście bawili się równie dobrze.

Nie wiadomo, czy młodzi dostali jakiś specjalny prezent od Porsche. Wiadomo jednak, że zarządzający torem w Atlancie już teraz zachęcają inne pary do zorganizowania swoich zaślubin w tym miejscu.

Kolejny pomysł na reaktywację klasycznego Porsche 911. Tym razem z silnikiem… z Formuły 1

Lanzante Limited to brytyjska firma, która zajmuje się głównie restaurowaniem klasycznych samochodów. Prowadzi ona też wyścigowy zespół Lanzante Motorsport. Te dwie gałęzie działalności połączono w nowym projekcie przedsiębiorstwa.

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z klasycznym Porsche 911 Turbo jakich wiele. Co bardziej podejrzliwi zwrócą uwagę na zmodyfikowane reflektory czy felgi z kultowego RUFa. To jednak i tak nic w porównaniu z tym, co znajdziemy pod maską. A co znajdziemy? 1,5-litrowy silnik V6 TAG Turbo prosto z bolidu Formuły 1.

Co więcej, to nie są jednostki napędowe budowane na wzór klasycznych TAGów. To klasyczne TAGi. Tych silników używano w latach 1984-1987, a w kwalifikacjach ich moc sięgała nawet 1000 KM. Jaką mocą będą dysponować w 911, jeszcze nie wiadomo. W sumie ma powstać 11 sztuk takich Porsche na sterydach. Każda będzie miała w komorze silnika naklejkę z informacjami, w jakich wyścigach dany motor startował i jaki osiągnął wynik. Główna wada takiego 911? Brak miejsca na zorganizowanie zaślubin.

Samochód musi dobrze brzmieć. Czy to elektryczny, czy z V12 pod maską

Nawet, jeśli napędzany jest bezgłośnym silnikiem elektrycznym. Dla dobra pieszych. Jaguar właśnie pochwalił się, że wyposażył swój model I-Pace w nowy dźwięk, emitowany poniżej prędkości 30 km/h. Nie brzmi to jakoś specjalnie odkrywczo. Szczególnie, że firma rozważała również wykorzystanie dźwięku, który kojarzył się ze statkiem kosmicznym. Podobno był tak przekonujący, że ludzie – zamiast szukać samochodu na drodze – patrzyli w górę.

Ferrari z kolei opatentowało właśnie nowe rozwiązanie, które wzmacnia dźwięk powietrza zasysanego przez kolektor dolotowy. Oprócz zasilania silnika, powietrze przechodzące przez kolektor będzie analizowane przez jakieś specjalne urządzenie elektroniczne, które prześle wzmocniony dźwięk do czterech głośników umieszczonych w kabinie. Nie wiem co prawda, czy taki F140 musi być jeszcze głośniejszy, ale widocznie nie jestem w grupie docelowej Ferrari i nie do końca rozumiem ich filozofię. Opcjonalnie powinni oferować jeszcze możliwość poluzowania któregoś z łączeń układu wydechowego. Byłoby jeszcze głośniej, a o ile prościej.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie