Felietony

Motoblender 32/2019: pierwszy, polski i elektryczny, ale nie samochód

Felietony 31.08.2019 241 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 31.08.2019

Motoblender 32/2019: pierwszy, polski i elektryczny, ale nie samochód

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski31.08.2019
241 interakcji Dołącz do dyskusji

A dzień dobry Państwu. Oto Motoblender nr 32/2019. Tu jest włącznik, przestawiam na ON i proszę, niusy motoryzacyjne blendują się jak szalone. Teraz weźmy subiektywny sos…

Pierwszy polski samochód elektryczny wyjedzie na ulice jeszcze w tym roku

Nie bardzo wiem w jaki sposób on jest pierwszy, skoro konwersję na prąd wykonywali już domorośli wynalazcy w latach 90. Trudno mi też uznać, że to samochód. To raczej towarowy wózek akumulatorowy. Bardzo małe kółka i maksymalna prędkość 60 km/h predestynują go do jazdy po zamkniętych terenach typu baza logistyczna, port morski, ewentualnie jakieś wyłączone z ruchu fragmenty starego miasta. Pojazd tego typu nie jest w stanie przejechać przez próg zwalniający ani wjechać na krawężnik, przez co nie sprawdzi się w roli typowego samochodu dostawczego. Na dzień dobry mamy więc informację, że pierwszy polski samochód elektryczny wprawdzie jest pierwszy, polski i elektryczny, ale nie bardzo jest samochodem – bardziej czterokołowcem.

Zresztą sam ewentualny producent przyznaje, że jest to pojazd do tzw. obsługi ostatniej mili, czyli do pokonywania małych odległości. Trudno więc się spodziewać, że taki produkt realnie coś zmieni w naszej motoryzacji. Ile osób potrzebuje małego, powolnego dostawczaka? I po co mu zasięg 300 km?

Opel chwali się, że jego najnowszy model jest tak samo dobry jak ten sprzed 30 lat

Jeśli po 30 latach rozwoju osiągasz to samo, co w 1989 r., to znaczy że ten rozwój idzie ci dość słabo. Chodzi o najnowszą Astrę, która ma ten sam współczynnik oporu powietrza, co Calibra. A Calibra w tym roku kończy 30 lat. Calibra Team, YEAH!

Tak, wiem, Calibra to coupe, a Astra kombi to kombi. Nie widzę jednak żadnego problemu w tym, żeby kombi było aerodynamiczne. Co więcej, z dobrze poinformowanego źródła wiem, że samochody dłuższe są lepsze pod względem aerodynamiki. Znacznie łatwiej zrobić superaerodynamiczną klasę E niż Smarta. A że Astra Kombi i Calibra są w sumie podobnej wielkości, to zaiste trudno mi zgadnąć, dlaczego dojście do tego samego wyniku w dziedzinie aerodynamiki zajęło Oplowi 30 lat.

Sam wpis na stronie Opla jest jednak bardzo ciekawy i skupia się na kwestii aktywnej żaluzji z przodu, zamykającej i otwierającej wloty powietrza. Podczas szybkiej jazdy autostradowej sterowanie żaluzją za grillem może spowodować spadek zużycia paliwa nawet o 5%. Nieźle, nieźle. Emisja CO2 może natomiast zostać ograniczona o 2 gramy na kilometr. Ktoś powie – to bardzo mało. Może i tak, ale te dwa gramy mogą spowodować, że Opel nie zapłaci kary za nadmierną emisję dwutlenku węgla w Europie. Albo że wpadnie w niższą kategorię podatkową w jakimś kraju. Wprawdzie obmyślenie, produkcja i montaż aktywnej żaluzji emituje zapewne tyle CO2, ile zaoszczędza podczas jazdy, ale nie ma to znaczenia, ponieważ za emisje przemysłowe nikt nikogo nie rozlicza.

Opel Astra lifting 2019 silniki

W Stanach Zjednoczonych zginęła Jessi Combs

Mogliście jej nie znać, ale to kobieta, która biła rekordy prędkości. To znaczy nie biła, ale próbowała. To znaczy biła, tyle że były to „kobiece rekordy prędkości”, tak jakby prędkość była relatywna i zależała od tego kto ją osiąga. Może tak jest w biegach, gdzie mężczyźni zwykle biegają szybciej, ale w przypadku samochodów jakoś nie widzę powodu do uzależniania rekordów od płci. A gdzie rekord prędkości dla najszybszego Afroamerykanina? A gdzie dla najszybszej Afroamerykanki? A co z rekordem prędkości dla transseksualnego Azjaty-albinosa? No właśnie. Albo się jest najszybszym, albo się nie jest. Nie ma „rekordu prędkości dla zielonych samochodów”, bo te dwie rzeczy nijak się ze sobą nie wiążą. Zostańmy więc przy tym, że Jessi Combs lubiła rozpędzać się do bardzo wysokich prędkości, rzędu 600-700 km/h, a nawet otarła się o 800 km/h. To i tak więcej niż 99,99% ludzi pojedzie kiedykolwiek w swoim życiu, nieważne jakiej będą płci.

W każdym razie zginęła tak jak żyła, volenti non fit iniuria, requiem aeternam dona eis, Domine.

Kierowcy wyłączają systemy bezpieczeństwa, bo ich denerwują

Coś dzwoni, piszczy, szarpie kierownicą albo wyświetla ostrzeżenie? Eee, lepiej to wyłączę – z takiego założenia wychodzi wielu amerykańskich kierowców. Ale ilu? To skomplikowane. 23% uważa, że te systemy są denerwujące, a w tym 61% wyłącza je po uruchomieniu auta. Czyli jest to ok. 14% kierowców. Ale jeśli poczytamy dalej, to dowiemy się, że 21% z pozostałej grupy (czyli tych uważających systemy za niedenerwujące) też je wyłącza. Czyli jest to 21% z 77% kierowców, czyli ponad 15% z całości. Czyli w sumie ok. 30% kierowców wyłącza systemy bezpieczeństwa z różnych powodów. Nie brzmi to najlepiej. Zapewne takie wyniki badań to krok w tym kierunku, aby systemy bezpieczeństwa były po prostu niewyłączalne, tak jak to jest teraz z ESP. Nawet przytrzymywanie włącznika/wyłącznika w większości nowych samochodów powoduje jedynie otępienie działania ESP, ale nie jego całkowite wyłączenie.

50 dolców za wejście do salona, by obejrzeć Hyundaia Kona

Amerykanie to mają. U nich jak wejdziesz do salonu samochodowego marki Hyundai i umówisz się na jazdę próbną, dostaniesz kartę upominkową z limitem 50 dolarów. Czyli tak jakby ci dali 50 dolarów. Co więcej, niektórzy dilerzy twierdzą, że te karty dają po prostu za wejście do salonu. Wchodzisz i proszę, oto 50 dolarów na karcie, nie roz… tego na głupoty. Ktoś powie: idiotyzm, rozdawanie pieniędzy za darmo, co za bzdura. Ja powiem: no to jak z pięćset plus, nie, hehe?

Ale w sumie nie o tym chciałem powiedzieć. Jeśli ktoś daje ci pięćdziesiąt baksów tylko za to, że przyszedłeś do jego sklepu i podałeś mu swoje dane osobowe, to znaczy że te dane są warte znacznie więcej niż 50 zielonych. Taka podpowiedź dla tych, którzy już się jarają i biegną szukać salonu Hyundaia, a przypadkiem są akurat w USA. Wartość danych osobowych rośnie z dnia na dzień, zwłaszcza jeśli można je powiązać z konkretnymi preferencjami zakupowymi. Dlatego ja kupując droższą rzecz idę najpierw po gotówkę do bankomatu, wtedy producent i sklep nie wiedzą kto to kupił i nie wyskakuję im w systemie jako potencjalny klient zainteresowany produktem X.

Nosorożce w Niemczech też walczą z samochodami

Stare samochody są złe, szkodliwe i trujące. Doskonale wie o tym nosorożec-aktywista z niemieckiego parku Serengeti w Hodenhagen. Serengeti Park to „coś więcej niż zoo”, bo zwierzęta nie są w klatkach, tylko chodzą sobie po terenie, czasem wchodząc w interakcje z ludźmi. Tym razem 30-letni nosorożec Kusini wszedł w interakcję z Golfem trójką, demolując go totalnie, wywracając do góry kołami, wgniatając dach i rozbijając szyby. Tym sposobem Kusini stał się prawdziwym ekoaktywistą. Można powiedzieć „dał nam przykład nosorożec, jak zwyciężać mamy” (w domyśle: z samochodozą i blachosmrodziarzami). Afrykański siłacz powinien stać się mentalnym przywódcą grupy, która planuje demolować samochody podczas salonu we Frankfurcie.

I na koniec Acura Integra za darmo

Ktoś oddał Acurę Integrę za darmo. W Kalifornii. Brakowało jej tego i owego, stała 4 lata nieodpalana, ale w dobie szybkiego wzrostu cen tych samochodów aż trudno uwierzyć, że ktoś tak po prostu, za zero dolców… Oczywiście takie rzeczy się zdarzają, czego dowodem jest moje Cinquecento, ale jednak porównując wartość CC i Integry obstawiałbym, że ten drugi przypadek jest znacznie mniej prawdopodobny. A tu proszę, można trafić okazję. Oddalam się więc w poszukiwaniu samochodów za darmo i do zobaczenia w motoblenderze nr 33/19.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie