Felietony

Motoblender 3/2020: zapewne jesteśmy ugotowani

Felietony 12.01.2020 286 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 12.01.2020

Motoblender 3/2020: zapewne jesteśmy ugotowani

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski12.01.2020
286 interakcji Dołącz do dyskusji

Witam, zapraszam, opisuję wiadomości mijającego tygodnia, dodaję im subiektywną opinię, natrząsam się z producentów i UE oraz chwalę graty. Słowem: motoblender

Dwa tygodnie wakacji

Jeep Cherokee nie sprzedaje się. To znaczy sprzedaje się całkiem nieźle, mieści się w amerykańskim Top 20 i ociera się o 200 tys. sztuk na rok. Ale to nie jest tak dobrze, jak powinno być. Problemem są zbyt duże zdolności produkcyjne fabryki w kanadyjskim Ontario, gdzie wytwarza się Cherokiego. Mogliby zalewać nim rynek, a tymczasem popyt nie jest aż tak duży. A zatem pracownicy idą na dwa tygodnie przymusowego urlopu. To dość ciekawy, ale nie pierwszy przypadek, gdzie producent przeszacował zainteresowanie klientów i zrobił za wielką fabrykę w stosunku do chłonności rynku. I w tym momencie wchodzi Elon Musk, który mówi – widzicie, a ja mam odwrotny problem, do tego stopnia że muszę produkować wozy w namiocie. Koncerny typu GM czy FCA marzą o takiej sytuacji.

Poznań będzie miał najdroższe parkowanie w Polsce

Godzina będzie kosztować nawet 7,90 zł – w tym przypadku trzecia, bo pierwsza i druga będą odrobinę tańsze. Wprawdzie normalnie dostaję wysypki na pomysły prezydenta Poznania, ale tym razem muszę powiedzieć, że zgadzam się z tą koncepcją. Byłem parę razy w Poznaniu i jeśli mówimy o ścisłym centrum, to faktycznie jest tam bardzo ciasno. Miejsc do parkowania raczej nie przybędzie, a obecna stawka na poziomie 3 zł jest po prostu śmiesznie niska. Skoro miejsca brakuje, a popyt – w odróżnieniu od popytu na Jeepa Cherokee – utrzymuje się na wysokim poziomie, to wzrost cen jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Nie widzę nic zdrożnego w tym, żeby ten kto przyjechał do centrum musiał zapłacić siedem zeta za godzinę parkowania. Oczywiście powinna być możliwość wykupienia krótszego czasu, żeby zachęcić do parkowania w centrum jak najkrócej. A miejsca szczególnie oblegane można objąć strefą „2 godziny max”. Zresztą ogólnie uważam, że parkowanie powinno być płatne wszędzie. Bo niby czemu miałoby być za darmo?

Europa musi wydać 17 miliardów bilionów trylionów euro na ładowarki do samochodów elektrycznych

Dlaczego? Bo inaczej nie spełni zakładanego celu redukcji emisji dwutlenku węgla. Złote słowa pochodzą od znanego ze złotoustości think tanku Transport & Environment. Zawsze się zastanawiam po co istnieją takie organizacje i co one pożytecznego robią poza wymądrzaniem się. Kiedyś zresztą już napisałem, co uważam o tej bandzie. W każdym razie T&E nie ma wątpliwości, że w ciągu najbliższych 10 lat liczba publicznych ładowarek w Unii Europejskiej musi wzrosnąć ze 185 tysięcy do 3 milionów, co ma kosztować ok. 20 miliardów euro, przy czym jest to tzw. dana szacunkowa, lub wzięta z Aktywistycznego Niezależnego Urzędu Statystycznego ANUS.

Koszt średniej ładowarki wychodzi im na poziomie 7000 euro za sztukę. To dość sporo, bo w internecie znalazłem oferty firm, które proponują montaż ładowarki za ok. 1000 euro. Volkswagen swoją ładowarkę ścienną do ID.3 chce sprzedawać klientom za 400 euro. Może po prostu T&E doliczyło sobie prowizję za konsultację, bo jak wiadomo, im ten miś jest droższy… A tak poważnie, to jeśli liczba ładowarek ma wzrosnąć 18-20 razy, to ciekaw jestem, czy starczy na to miejsca. 3 miliony ładowarek to potencjalnie 3 miliony samochodów stojących przy ładowarkach, a nie na swoich parkingach i w garażach. Próbuję sobie wyobrazić ten moment, jak pracownicy Mordoru w Warszawie ruszają na ferie zimowe i każdy chce się naładować przed wyjazdem na publicznych ładowarkach w okolicy. Ale będą jaja.

Diler Forda szokuje. Pokazał pickupa dla rolników

Jak to pickupa dla rolników? Przecież pickupy kupują sobie aktywni mieszkańcy przedmieść, żeby pokazać jak bardzo są aktywni, a następnie wożą na pace zeschłe liście i opakowania po wegańskich batonikach. A tu pewien diler Forda z Kansas, proszę ja was, wjeżdża z pakietem Cattleman (pasterz bydła) dla F-150tki. Jest to po prostu pakiet terenowy do najbiedniejszej odmiany F-150 – lift zawieszenia, kangur z przodu, terenowe koła i paka pokryta materiałem łatwym do mycia myjką ciśnieniową. Czyli niechcący udało się zrobić znowu roboczego pickupa. Ciekawe jakie będzie zainteresowanie – w stanie Kansas pewnie spore. Zauważyłem prostą zależność: im bardziej prostokątne są granice danego stanu, im więcej kilometrów granicy to prosta linia pociągnięta tak o, w stylu stanu Colorado, tym większe zainteresowanie pickupami. Nie widziałem ich za wiele w Connecticut, ale za to w Tennessee czułem się tragicznie jadąc osobówką. To moja zupełnie autorska korelacja.

Janusz procesuje się z handlarzem Grubasem o wadliwego Passata

Pan Janusz P. twierdzi, że handlarz używanymi samochodami oszukał go, sprzedając mu wadliwego Passata B5 za 3900 zł. Janusz dał się przekonać słowom handlarza, twierdzącego że ten wóz to absolutna okazja i trzeba go kupić natychmiast, zanim ktoś go ubiegnie. Grubas zapewniał, że auto jest w idealnym stanie. Janusz wpłacił więc pieniądze i pojechał odebrać Passata. Następnie udał się nim na stację kontroli pojazdów, żeby wykonać badanie techniczne bo „akurat wyszło”, problem w tym że skorodowane elementy zawieszenia i przewody hamulcowe nie przypadły diagnoście do gustu i zabrał Januszowi dowód rejestracyjny.

Po powrocie do komisu Gruby wszystkiego się wyparł, twierdził że to Janusz naciskał żeby sprzedać mu auto bez oglądania, a on nigdy o żadnym idealnym stanie nie zapewniał. Nowe są w salonie – odpowiedział krótko. Janusz jednak nie z tych, co odpuszczają. Korzystając z rad znajomego, który kiedyś remontował kancelarię prawną i w trakcie remontu przeczytał wszystkie kodeksy, postanowił założyć Grubasowi sprawę w sądzie. W trakcie oględzin pojazdu wyszło też na jaw, że tak naprawdę jest to Passat B5 sprzed liftu, wizualnie przerobiony na model poliftowy z tego samego rocznika. Grubas początkowo zgodził się oddać pieniądze, ale jak dowiedział się o sądzie, to powiedział że nie – Janusz chce sądu, to będzie go miał. Zapowiada się ciekawa batalia.

Byłaby to zupełnie zwykła historia, gdyby nie to że Januszem jest niemiecki miliarder i kolekcjoner Andreas Pohl, Grubasem – angielska firma Coys of Kensington wyspecjalizowana w sprzedaży klasyków, a Passatem – Porsche 911 Carrera RS 2.7 kupione za pół miliona euro. Reszta szczegółów dokładnie się zgadza. Co przypomina nam, że to nie od wartości transakcji zależy uczciwość sprzedającego.

Strażacy w Australii uratowali zabytkowy samochód

A note from the Australian CFA (Country Fire Authority) left on an MG Midget. Sadly they couldn’t save the house but…

Opublikowany przez Silodrome Piątek, 10 stycznia 2020

Oraz łódź. Niestety, dom spłonął w pożarach ogarniających ten kraj. Jak ktoś jeszcze nie wierzy w globalne ocieplenie, to może po tej zimie zacznie. Fajnie, że strażakom udało się ocalić klasyka, ale ze wszystkich australijskich strat za samochodami płaczę najmniej. Natomiast ta sytuacja może obudzić parę osób, że „business as usual” nie jest już możliwy, i nie mówię tu o globalnej przesiadce na samochody elektryczne, tylko o globalnym radykalnym ograniczeniu produkcji i zużywania dóbr konsumpcyjnych. To znaczy, że musimy być biedniejsi i mieć mniej, żeby naszym dzieciom zostawić jakieś miejsce w miarę zdatne do życia. Jest to kwestia, o której nikt głośno nie mówi, bo każdy się boi i woli myśleć, że „technologia rozwiąże ten problem”. Tyle że technologia zużywa energię i zanieczyszcza środowisko, a nie oszczędza ją i oczyszcza powietrze. Mam kolegę ogarniętego w tym temacie, który twierdzi że moment na ogarnięcie się to był 30 lat temu i że teraz już jest za późno, bo właśnie się ugotowaliśmy. A skoro jesteśmy już ugotowani, to przynajmniej przejedźmy się jeszcze raz klasykiem. W tym roku jest taka ładna, ciepła zima, można cały rok latać starym wozem.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać