Felietony

Motoblender 22/2019: aktywiści kontra piraci

Felietony 22.06.2019 583 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 22.06.2019

Motoblender 22/2019: aktywiści kontra piraci

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski22.06.2019
583 interakcje Dołącz do dyskusji

Ten Motoblender będzie trochę monotematyczny. Przynajmniej taki mam plan, bo jeszcze nie zacząłem go pisać. To znaczy zacząłem, bo napisałem już „lead”. 

Obiecałem sobie, że w żaden sposób nie skomentuję afery „Maciej Pertyński kontra Łukasz Zboralski”. Mogę jednak przybliżyć o co chodzi. Maciej Pertyński to dziennikarz motoryzacyjny i youtuber, juror konkursu „World Car of the Year”. Łukasz Zboralski jest redaktorem naczelnym portalu brd24.pl. Ten drugi oskarża tego pierwszego o zbyt szybką jazdę i na dowód przywołuje ujęcie z filmu, w którym Maciej Pertyński jedzie 116 km/h przy ograniczeniu do 70 km/h.

Uniewinniono Piotra Najsztuba

Przypomnę: Piotr Najsztub 2 lata temu w Konstancinie potrącił na przejściu dla pieszych 77-latkę. Uznano go winnym w pierwszej instancji i nakazano zapłatę grzywny, nawiązki i kosztów sądowych. Następnie prokurator generalny uznał że to rażąco niska kara i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy (mając zapewne w planie karę długoletniego więzienia dla sprawcy), ale cała rzecz zakończyła się… uniewinnieniem.

Co ciekawe, Najsztub nie miał prawa jazdy, a samochód nie miał badania technicznego i ubezpieczenia. Może w Konstancinie nie trzeba? W końcu Konstancin jest dla prestiżowych, zamożnych ludzi, a oni przecież nie muszą dbać o takie tam głupoty jak prawko czy OC, po Konstancinie powinni jeździć tylko ludzie stamtąd, a nie jacyś przyjezdni. Najsztub nie miał prawa jazdy, bo wcześniej mu je zabrano za przekroczenie liczby punktów karnych z powodu kumulacji innych wykroczeń drogowych. Mimo to uniewinniono go, ponieważ nie udało się udowodnić, że nie zachował szczególnej ostrożności. Jechał – według opinii biegłych – ok. 20 km/h, a potrąconej kobiecie nic się nie stało. Jazda 20 km/h nie wygląda jak „szaleńczy rajd przez miasto”, a piesi nie mają pierwszeństwa przed samochodem zanim nie wejdą na pasy – taki jest u nas przepis. W sumie więc uniewinnienie było jedynym wyjściem, przy czym uważam, że dziennikarz powinien ponieść osobną karę za jazdę bez prawa jazdy i ubezpieczenia. Ale to już wykroczenie z innego paragrafu.

I wtedy wbijają aktywiści BRD.

Aktywiści BRD to gatunek, który obserwuję od jakiegoś czasu. Są to przede wszystkim osoby, które same siebie przedstawiają jako ekspertów. To jest bardzo śmieszne, bo jeśli samemu przedstawiasz się jako ekspert, to znaczy że nie jesteś ekspertem. Dzień dobry, nazywam się Profesor Doktor Habilitowany Ekspert od BRD, na co dzień pracuję jako operator koparki, ale czytałem kiedyś powieść „Prawo o ruchu drogowym” i teraz wiem już Wszystko O Wszystkim.  Aktywiści BRD mają od razu rozpracowany każdy wypadek, bez badania śladów doskonale znają winnych i wymierzają internetowe kary. Reprezentują również interesujące podejście, które polega na tym, że ich zdaniem oznakowanie na drogach jest ustawione przez Supermądrych Genialnych Nadludzi i nie może być nigdy kwestionowane. Kto w jakikolwiek sposób podważa zasadność oznakowania albo zwraca uwagę, że ono nie ma sensu, jest mordercą i już.

Może, ale może nie musi

Aktywiści BRD piszą różne ciekawe rzeczy. Rzeczywistość nijak im nie przeszkadza, bo jak przeczytacie sobie zalinkowany wpis, to dowiecie się, że jazda 20 km/h to „ułańska jazda polska”, a chociaż starszej pani nic się nie stało, to „Sprawca nie żyje, więc się umarza”. Dalej jest jeszcze śmieszniej, bo napisano tak:

przejście było niedoświetlone jak większość polskich przejść. Tu można by się doszukiwać winy zarządcy drogi, ale. No właśnie ALE. Doświetlanie i w ogóle – budowanie bezpiecznej, wymuszającej jazdę zgodnie z przepisami jest w Polsce możliwe, a nawet zalecane, ale nie jest obowiązkiem Zarządcy Drogi. Może ale nie musi.

Ciekawe słowa. Podkreślam, że pisze je zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie. Może ale nie musi. To tak samo jak kierowca widzący pieszego zbliżającego się do przejścia. Może go przepuścić, ale nie musi. Taki jest przepis. Potem zaś pada sformułowanie „św. Przepustowość”, co już ostatecznie unieważnia wszystkie poprzednie wywody. Wtrącenia ideologiczne ze słownika aktywistów miejskich sprawiają, że wszystko co napisano wcześniej nadaje się do kosza jako propaganda, a nie realna wartość merytoryczna. A najlepsze jest o tym, że jak się wprowadzi przepis o pierwszeństwie pieszego zanim wejdzie na jezdnię, to ocali się setki żyć rocznie. Czyli jak piesi będą śmiało wchodzić przed samochody zamiast je przepuszczać, to będą rzadziej potrącani i więcej z nich przeżyje. Nie no pewnie że tak.

Czy należy jeździć zgodnie z przepisami?

Jest sobie takie miejsce na drodze nr 579 z Błonia do Nowego Dworu Mazowieckiego. Normalnie na całej drodze ustawiono tam ograniczenie do 60 km/h. Nikt go nie przestrzega, ale policja musi też zarabiać. Jednak mały fragment tej drogi w szczerym polu objęto ograniczeniem do 40 km/h. Również nie ma ku temu żadnego powodu, jest to prosta droga przez pola bez żadnych zabudowań. To ograniczenie w pewnym miejscu kończy się znakiem „koniec ograniczenia do 40 km/h”, i potem przez ok. 1,5 km można jechać 90 km/h. Ale jak najeżdżasz z drugiej strony, to jesteś cały czas w strefie ograniczenia do 60 km/h. Czyli w jedną stronę można jechać 60, w drugą 90. Powiesz, że to bez sensu? I już aktywiści BRD, przepraszam, eksperci, wbijają żeby udusić cię swoim poczuciem moralnej wyższości. Kim ty jesteś, żeby kwestionować to genialne rozwiązanie?

Ostatnio w ramach trollingu jechałem tam 40 km/h.

To znaczy na tym właśnie ograniczeniu do 40 km/h. Przez ok. 3 minuty takiej jazdy zdarzyły się następujące rzeczy: Audi A4 hamowało za mną z piskiem opon (przerywanym, bo ABS), wyprzedziła mnie ciężarówka z przyczepą jadąc na czołówkę z inną ciężarówką jadącą z naprzeciwka, a potem otrąbił mnie kierowca Forda Mondeo, przy czym jestem niemal prawie pewien, że był to nieoznakowany radiowóz. Czy zatem moja jazda była bezpieczna? Oczywiście, bo jechałem zgodnie z oznakowaniem. Ale czy była bezpieczna DLA MNIE? O, tu już wchodzimy na temat, który u aktywistów BRD powoduje zawieszenie się systemu.

motoblender
Tu jest 40 km/h, a na Wisłostradzie w Warszawie jest 70 km/h. Masz z tym problem, morderco?

Inny przykład: jeżdżę na skuterze po mieście przez cały sezon. Zbliżam się do zielonej strzałki na sygnalizatorze na dużym skrzyżowaniu. Przepis nakazuje, żeby się zatrzymać. W lusterku widzę jadące za mną z dużą prędkością auto znanej niemieckiej marki. Jestem więcej niż pewien, że jego kierowca nie zatrzyma się przed zieloną strzałką, tylko przejedzie przez nią na prędkości. Wynika to z mojego doświadczenia. Jeśli ja zatrzymam się skuterem przed strzałką, jest duża szansa, że kierowca auta wjedzie we mnie i złamie mi kręgosłup. Widzę, że jedzie szybko i agresywnie. Dla własnego bezpieczeństwa decyduję się przejechać przez strzałkę, co pozwala mi uniknąć spędzenia reszty życia na wózku. Tym sposobem jestem mordercą, ponieważ nie zatrzymałem się przed zieloną strzałką i mogłem potrącić pieszego.

Podobna rzecz wystąpi w przypadku pieszych mających pierwszeństwo przed samochodem zanim wejdą na pasy. Mają pierwszeństwo, więc mogą wejść. Nawet widząc pędzący na nich samochód, mogą przecież pomyśleć, że auto się zatrzyma, bo w ostatniej chwili znikąd pojawi się Przepis i żelazną ręką Prawa zagrodzi drogę rozpędzonemu samochodowi – więc wchodzą. Jeśli postąpią ściśle zgodnie z przepisami, bez oglądania się na rzeczywistość, ryzykują. Ciekawe, w jaki sposób ma to zmniejszyć liczbę wypadków.

I tu dochodzimy do sedna problemu.

Założenie, które prezentują aktywiści BRD wydaje mi się brzmieć tak: rzeczywistość i sytuacja na drodze nie ma znaczenia. Wszystko jest uregulowane przepisami, których masz się trzymać, nawet za cenę własnego życia. No i tu jest pytanie: czy jeśli widzę, że jazda lub poruszanie się ściśle zgodnie z przepisami może być dla mnie niebezpieczna z powodu zachowania innych uczestników ruchu, to czy powinienem wziąć na siebie to ryzyko i ewentualnie skończyć w szpitalu albo w drewnianym pudełku w imię ogólnie rozumianej Słuszności? Większość ludzi powie, że nie – co zresztą widać po ruchu drogowym, większość stara się jechać tak jak inni. Aktywista BRD powie – oczywiście że tak, a jeśli zginiesz, to będziemy mieć temat na felieton.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie