Felietony

Motoblender 19: autonomiczni drwale i autonomiczny, pijany Mustang

Felietony 14.07.2018 113 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 14.07.2018

Motoblender 19: autonomiczni drwale i autonomiczny, pijany Mustang

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski14.07.2018
113 interakcje Dołącz do dyskusji

Witajcie i zapraszam na sobotni Motoblender. Poprzednią edycję pisał Adam, teraz znów wracam ja i będę się znęcał nad motoryzacyjnymi niusami z zeszłego tygodnia. Bardzo mi przykro.

Zaczynamy od czegoś zupełnie absurdalnego. Oto…

Elektryczna, autonomiczna ciężarówka do prac leśnych

Serio, ktoś zrobił coś takiego. Pojazd nazywa się Einride T-Log i na razie jest prototypem. Nie ma kabiny kierowcy, bo jest autonomiczna. Nie ma baku paliwa, tylko akumulatory, które dają jej zasięg 200 km. Ciężarówka ma powierzchnię ładunkową 15 europalet i może rozpędzić się do 85 km/h. W szczególności ma ułatwić pracę zespołom pracującym przy wyrębie lasów.

Einride T-Log

Nie wiem czy twórcy tej ciężarówki wiedzą, że ekipy pracujące przy wyrębie lasów na dźwięk takich słów jak „elektryczny” i „autonomiczny” mogą zaatakować nas piłą łańcuchową. Autonomiczna ciężarówka oznacza kolejne utracone miejsce pracy. Ciężarówkę spalinową można naprawić na miejscu i ona będzie działać dalej, a jak zepsuje się taki Einride T-Log, to za 12 dni helikopterem przyślą technika z laptopem, który powie „noo, w sumie to nie wiem, ale możemy zabrać tę ciężarówkę do sprawdzenia”. I cała robota stanie. W tym czasie Hayes HDX albo jakiś Pacific wykona 28 kursów z pełnym ładunkiem, a ewentualną usterkę usunie się uderzając w zepsute miejsce młotkiem. Elektryczna i autonomiczna ciężarówka do prac leśnych to jakby przyczepić iPada do trzonka i przekonywać robotników, że będzie z niego świetna łopata, bo ma ekran Retina i szybki internet.

Ciężarówki Hayes rechoczące z pomysłu elektrycznego i autonomicznego następcy. Zdjęcie: Pinterest.com

Skoro już mowa o autonomii…

Autonomiczny Mustang podjeżdża pod górę w Goodwood

To jest taka faza, że nie wiem co powiedzieć. Zrobić autonomicznego Mustanga to tak jakby zapisać się na siłkę i potem wynająć sobie człowieka, żeby za nas ćwiczył. Albo kupić sobie rower-kolarkę i zatrudnić kolarza, żeby kręcił nam kilometry na Stravie. Cała przyjemność z zabytkowego samochodu to to, że można prowadzić go samemu i obcować z technologią sprzed 50 lat. Można było tę autonomiczną technologię wprowadzić do dowolnego innego auta, na przykład jakiegoś nowoczesnego. Niechby był to nawet Mustang z 2018 r. Ale dlaczego do klasyka? Co to ma wnieść i do czego nas przekonać?

O ile rozumiem, że technologia autonomiczna musi się rozwijać, i że to jest przyszłość, o tyle nie rozumiem zaaplikowania jej do Mustanga z 1965 r. Jest na Youtubie typ, który nagrywa muzykę klasyczną w stylu keygen, ale on to robi dla hecy, a ci chyba na poważnie. Choć patrząc na zachowanie tego Mustanga na drodze, na to jak potrafił gwałtownie zjechać z drogi i ile razy kierowca interweniował, to chyba ta technologia jest w powijakach. Gdyby ktoś tak jechał, jak ten autonomiczny Mustang bez interwencji kierowcy, to by go capnęli za jazdę po alkoholu. Ciekawe, czy technologia autonomiczna też może się „upić” przez np. zmultiplikowanie się jakiegoś błędu w sterowniku?

Co do błędów w sterowniku:

Radni w Pradze zabronili jazdy rowerami po starówce w godzinach dziennych.

Byłem ostatnio w Pradze i jestem zdziwiony, że nastąpiło to dopiero teraz. Oczywiście że stare centrum Pragi nie nadaje się do jazdy rowerami. Ciasne uliczki, bardzo dużo turystów, dużo miejsc z których może wyjść pieszy – to nie są warunki do nagniatania na kolarce. Wiadomo – nie wszyscy gniotą na kolarkach, są też tacy, którzy jeździli powoli i sobie zwiedzali, ale jednak z uwagi na realnie występujące kolizje, zakazano poruszania się rowerami po praskiej starówce. Niezawodna Gazeta Wyborcza skomentowała to, że „mimo sprzeciwu aktywistów radni uwzględnili skargi mieszkańców”. Nie do wiary! Dlaczego radni nie uwzględnili sprzeciwu aktywistów? Czy oni nie wiedzą, że skargi mieszkańców są nieistotne, bo zawsze trzeba postępować zgodnie z wolą aktywistów?

To też muszą być wyjątkowo ciekawi aktywiści, skoro są za tym, żeby rowerzyści dalej mogli zagrażać bezpieczeństwu pieszych w tym zatłoczonym miejscu. Zawsze mi się wydawało, że pieszy, jako najbardziej naturalny i najmniej chroniony uczestnik ruchu powinien mieć ogólnie priorytet. Rowerzyści i kierowcy ustępują pieszym. Potem jednak przeczytałem artykuł o aktywistach z Barcelony, którzy walczą z pieszymi, bo piesi to najczęściej turyści. A turyści tylko zadeptują im miasto i ogólnie wynocha stąd. Ale wzruszyły mnie te bezsilne krzyki czeskich aktywistów, którym ktoś ośmielił się powiedzieć, że nie są ważniejsi niż mieszkańcy. „Kontrowersyjny projekt”, „zakaz budzi wiele kontrowersji”, pisze Wyborcza. U kogo? Chyba u tych wyjących aktywistów. Jak przegląda się czeskie strony z tym niusem, to komentarze pod tym pomysłem są zwykle pozytywne.

Skoro mowa już o jednośladach…

Honda prezentuje hybrydowy skuter PCX

Honda PCX

14 sierpia ma ruszyć produkcja hybrydowego skutera PCX wyposażonego w silnik 125 cm3 o mocy 12 KM i ok. 2-konną jednostkę elektryczną. Oprócz znanego już systemu start-stop, PCX Hybrid będzie mieć zespół akumulatorów litowo-jonowych, które będą zasilać pomocniczy silnik elektryczny przez ok. 4 sekundy po starcie, co zmniejszy obciążenie jednostki spalinowej i zużycie paliwa. Coś za coś, bo akumulatory upchano pod siodłem, przez co skuter jest mniej praktyczny.

Sam w sobie pomysł nie jest zły, choć i bez układu hybrydowego Honda PCX to zapewne najoszczędniejszy skuter na świecie – z łatwością schodzi ze spalaniem poniżej 2,5 l/100 km. Na pewno wersją hybrydową będzie jeździć się jeszcze oszczędniej, jeśli oczywiście komuś robi różnicę te 0,2 l paliwa w tę czy wewtę. Pojawia się więc pytanie, czy to nie jest trochę sztuka dla sztuki i pojazd typu „zobaczcie, umiemy coś takiego zbudować”, choć realnie nie będzie miał on sensu? Takich prób było już wiele, np. Chevrolet robił swojego wielkiego pickupa Silverado z silnikiem V8 i hybrydą, dzięki czemu łapał się on jako pojazd superekologiczny. Tylko że tam oszczędność wynosiła pewnie ze 3 l na 100 km, a tu jak się uda zaoszczędzić 0,3 l/100 km to będzie sukces. Nie zmienia to faktu, że jeździłem ostatnio Hondą PCX i był to jeden z dwóch najlepszych skuterów, na jakich miałem okazję się przejechać.

Wiecie, że na niektóre nowe auta czeka się ponad rok? I nie mówimy tu o supersamochodach

Duże zainteresowanie Alpine A110 sprawia, że fabryka nie nadąża z produkcją. Opóźnienia sięgają już 14 miesięcy. Ja bym zaniepokoił się pewnie zanim opóźnienie dojechałoby do 14 miesięcy, ale to jest Renault i oni mają swój francuski styl. Zdolność produkcyjna fabryki, a właściwie manufaktury Alpine w Dieppe, wynosiła do tej pory 15 samochodów dziennie. Teraz ma wzrosnąć do 20 aut dziennie. Mimo moich początkowych obaw, klienci docenili małe coupe od Alpine. Do tej pory udało się zbudować 1200 sztuk, i to mimo faktu, że klienci mogą jedynie wpłacać zaliczki, żeby znaleźć się na liście rezerwacyjnej. Nie można po prostu pójść do salonu i skonfigurować sobie swojego Alpine. Pierwsza partia rozeszła się w 5 dni na zasadzie „bierzemy co jest!”. Jak za PRL! Ale to mnie akurat bardzo cieszy. Alpine A110 wygląda genialnie. Nie wiem jak jeździ, ale planujemy to sprawdzić. Najbardziej się boję, że oni po sukcesie A110 zrobią tam jakiegoś SUV-a.

Alpine A110

I na koniec coś lekkiego, czyli Daihatsu Copen przerobione na Nissana GT-R

Daihatsu Copen

Ten malutki roadster jest samochodem z kategorii kei-car, czyli ma 3-cylindrowy silnik o pojemności 660 cm3 napędzający przednie koła i rozwijający maksymalną moc 64 KM. Nie przeszkodziło to firmie tuningowej Liberty Walk zrobić z niego coś na kształt GT-Ra z torowymi poszerzeniami i „glebą” lub „stensem”, jak teraz mówi młodzież. Projekt tuningowy jakich wiele. Ale podoba mi się poziom nieprzejmowania się Azjatów takimi drobiazgami jak jakieś prawa autorskie czy coś. Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby w Niemczech istniała firma przerabiająca np. VW Beetle’a żeby wyglądał jak Porsche 911? Albo żeby we Włoszech oficjalnie działał tuner montujący do Abartha 500 front od Ferrari 488? Wpadłaby tam policja od praw autorskich i wszystkich aresztowała. Copen przerobiony na GT-Ra wydaje się szczególnie zabawny w kontekście tego, że Parlament Europejski obraduje nad dyrektywą, mającą zabronić wykorzystywania jakiejkolwiek cudzej własności intelektualnej do przeróbek, remiksów itp. Podczas kiedy Europejczycy na poważnie rozważają tak durną rzecz, Japończycy robią GT-Ra z Copena, a Chińczycy kopiują każdy samochód jaki im się podoba. I dlatego w ostateczności Chiny będą hegemonem świata, a cywilizacja zachodnia będzie się zwijać. Ja też się na dziś zwijam i idę oglądać jakieś graty. No to cześć!

 

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie