Felietony

Motoblender 12/2020: pozytywne strony pandemii

Felietony 14.03.2020 538 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 14.03.2020

Motoblender 12/2020: pozytywne strony pandemii

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski14.03.2020
538 interakcji Dołącz do dyskusji

Oto Motoblender, czyli subiektywny przegląd wiadomości motoryzacyjnych mijającego tygodnia. W tym tygodniu oczywiście tematem przewodnim jest…

Z Y S K O W N O Ś Ć

Dobrze, wkręcam Was. Oczywiście tematem nr 1 jest epidemia SARS-CoV-2 czy jak to idzie, a zyskowność była dla przyciągnięcia uwagi. Na początek o pozytywnych stronach pandemii. Kraje, w których wirus wywołał największe spustoszenie to póki co Chiny i Włochy. W obu przypadkach drastycznie spadł ruch samochodowy. A co za tym idzie, zmniejszyło się też zanieczyszczenie powietrza spowodowane przez samochody. We Włoszech znacząco spadła emisja tlenków azotu, co pokazuje ten film, podobne efekty zaobserwowano w Chinach. Zmniejszyła się również emisja CO2, ale tu akurat głównie nie z powodu samochodów (czy raczej ich braku), ale z powodu zawieszenia lotów pasażerskich.

Jest to bardzo ciekawa sytuacja, bo dzięki pandemii możemy zaobserwować, jak szybko spada zanieczyszczenie powietrza, gdy wprowadzi się środki na co dzień nie widywane. Wygląda na to, że wszystkie tematy pt. „ograniczamy wjazd starych diesli do centrum miasta” można sobie wsadzić w kolektor wydechowy i jedynym skutecznym sposobem na prawdziwe oczyszczenie powietrza jest po prostu całkowity zakaz ruchu samochodów i lotów samolotem. Wszystkie inne działania są pozorowane i służą jedynie wywoływaniu w obywatelach fałszywego poczucia, że „coś jest robione”. Jak widać w ostatnich dniach, nasz rząd jest w stanie podjąć niepopularne decyzje względem walki z koronawirusem, to może dałby też radę podjąć niepopularne decyzje w kwestii walki z zanieczyszczeniem powietrza?

Mówię to od dawna i to całkiem poważnie: trzeba się na coś zdecydować. Albo mówimy: OK, ruch samochodowy może sobie być, godzimy się na pyły z unosu wtórnego i tlenki azotu w powietrzu, albo mówimy – nie, dość tego, powietrze ma być czyste – i wtedy koniec z jazdą samochodem i lataniem samolotami, aj em sory. Najbardziej nie lubię hipokryzji i pozorowania działań z tymi wszystkimi udawanymi strefami czystego powietrza.

Skoro już o unosie mowa

W Warszawie 25 złodziei będzie mierzyć poziom złodziejstwa dokonując drobnych kradzieży. Nie no, to jakaś bzdura. Fake news. Tak, oczywiście. Ale zupełnie niezmyśloną wiadomością jest to, że po Warszawie będą jeździć samochody i mierzyć poziom smogu. I będzie ich 25 sztuk. Nie mogę uwierzyć w geniusz tego pomysłu. Samochody generują smog poprzez unoszenie pyłów oraz ścieranie opon i hamulców, więc w miasto wypuszcza się dodatkowe 25 aut, żeby mierzyły smog, do którego same się przyczyniają.

motoblender
Zrzut ekranu nadesłał Rafał.

To wspaniała koncepcja. Ale słuchajcie, InnogyGo, mam dla Was świetną wiadomość: zupełnie bezpłatnie podzielę się z Wami informacją jak zmniejszyć poziom smogu w Warszawie i nie tylko tam. Otóż wystarczy wycofać z ulic Waszą flotę samochodów współdzielonych, co obniży ruch i ilość unoszonego pyłu.

IIHS chce, żeby było tak jak dawniej

IIHS to Insurance Institute for Highway Safety, czyli organizacja finansowana przez amerykańskich ubezpieczycieli dbająca o podniesienie bezpieczeństwa na drogach. I to właśnie IIHS mówi teraz tak: jest to niedopuszczalne, żeby kierowcy korzystali sobie z urządzeń wspomagających jazdę do tego stopnia, że nie muszą ani trzymać rąk na kierownicy, ani nawet patrzeć na drogę. To powoduje – zdaniem IIHS – że w sytuacji realnego zagrożenia kierowca nie zareaguje, tylko wbije się w przeszkodę (lub w innego uczestnika ruchu) nawet bez próby hamowania. Takie zagrożenia to np. roboty drogowe, które ogłupiają elektroniczne systemy wspomagające. Albo kierowca ciężarówki, który przysnął i powolutku zmienia pas, nie zauważając co właśnie odwala.

No i IIHS by chciało, żeby systemy wspomagające jazdę wymagały od kierowcy większej uwagi. Żeby elektronika nie pozwalała kierowcy na relaks i pykanie na telefonie. Na przykład powinna pojawić się kamera monitorująca twarz kierowcy, i ona by wykrywała czy dany kierowca patrzy na drogę, czy bynajmniej. Albo bardziej czułe czujniki wykrywające puszczenie kierownicy i bardziej intensywnie dzwoniące, że trzeba złapać ją z powrotem. Czyli systemy wspomagania mają wspomagać, ale nie wyręczać. I w tym celu trzeba jeszcze bardziej skomplikować konstrukcję pojazdu. Podczas gdy można byłoby ją uprościć, pozbawiając go tych systemów wspomagających, i wtedy byłoby jak dawniej – kierowcę do spoglądania na drogę i trzymania kierownicy zachęcałby instynkt przetrwania.

W Rosji gwałtownie drożeją samochody

Wzrost jest szokujący, gdy spojrzy się na ten wykres. Powód? Spadające ceny ropy naftowej i produktów ropopochodnych. Wygląda na to, że bardzo tanie paliwo zachęca więcej osób do jeżdżenia i do wymiany samochodu na większy, a wzmożony popyt powoduje wzrost cen. Co oczywiście znowu zahamuje sprzedaż. Szkoda, że tak się nie dzieje w Europie, gdzie rynek nowych samochodów jest nadregulowany restrykcyjnymi normami emisji. Bo jak pewnie wiecie, ja od dawna jestem za tym, żeby samochody były dużo droższe.

lada-vesta-cross-4

A skoro już restrykcjach mowa – bardzo mnie bawią ostatnie ataki na Toyotę i przedstawianie jej hybryd jako wielkiej ściemy. Wygląda to na jakąś zaplanowaną akcję. Wydaje mi się nawet, że domyślam się jej powodu. Toyota jako jedyny – poza Teslą – producent samochodów realnie zmieści się w limicie emisji 95 g/km w Unii Europejskiej. A nawet jeśli go przekroczy, to o 0,1 g, więc zapłaci karę w rodzaju 5 centów czy coś. Pozostali producenci są w… lesie. 72 procent nowych samochodów Toyoty sprzedawanych w Europie to hybrydy.

Co śmieszne, Toyota zaczęła pompować temat hybryd na lata przed tym, zanim wprowadzono limity emisji CO2 i to obecnie procentuje. Toyota notuje dwucyfrowe wzrosty sprzedaży w Europie, a Corolla jest już dwunastym najpopularniejszym modelem na naszym kontynencie, a także najpopularniejszym w Polsce. Nic dziwnego, że pozostali producenci chwytają się wszystkiego, żeby odwrócić ten trend. A klienci mają na to wyłożone i kupują Corolle i C-HRy, coraz częściej wybierając taki wóz zamiast zwykłego benzyniaka, o dieslu nie wspominając. Potwierdza to, że dla klientów ważne jest głównie, żeby a) nie psuło się, b) mało paliło, a płacze petrolheadów o to że wyje podczas przyspieszania należy całkowicie ignorować.

Forsal.pl podaje fake newsy

Napisano, że większość Polaków chce mniej przestrzeni dla aut w miastach. Jak się wczytamy, to dowiadujemy się, że chodzi o ankietę prowadzoną przez Europejski Bank Inwestycyjny we współpracy z firmą BVA. W ankiecie przepytano próbę 2000 osób i 76% z nich opowiedziało się za tym, że powinno być mniej przestrzeni dla aut w miastach. Czyli to jakieś 1420 osób. 1420 osób to nie jest „większość Polaków” i podawanie wiadomości w ten sposób to lipa. Można napisać: większość ankietowanych, większość respondentów, z sondażu wynika, przeważają opinie itp. Ale nie, lepiej walnąć „większość Polaków”, czyli w tym przypadku to by było jakieś 29 mln osób.

Nie wspomnę już, że cała ta ankieta to hit, bo pytania sformułowano w sprytny sposób – praktycznie wszystkie brzmią „czy chcesz, żeby było lepiej”. Np. „czy popierasz darmową komunikację miejską” – szok, wszyscy odpowiadają że tak. „Czy chcesz, żeby w miastach było przyjemniej, ciszej, czyściej i bezpieczniej”. Hmmm pomyślmy. No nie wiem. A teraz skumajcie to: 76% ankietowanych odpowiedziało, że w miastach powinno być mniej przestrzeni dla samochodów. Zadajmy im inne pytanie: czy jesteś gotów/gotowa zrezygnować z samochodu dla realizacji tego postulatu? Odpowiedzą: NO NIE, ja POTRZEBUJĘ samochodu, to jest ZUPEŁNIE CO INNEGO! Chodzi o tych innych, którzy nie potrzebują! To im trzeba zabrać, żebym ja miał więcej przestrzeni dla Moich Ważnych Spraw! A co by było, gdyby zadać pytanie: czy powinno być więcej legalnych miejsc parkingowych? Z wyjątkiem paru nawiedzonych aktywistów, większość powie że Oczywiście Że Tak.

Fabryka Tesli w Berlinie przestała powstawać

A to dlatego, że pracownicy musieli wrócić do USA z powodu zagrożenia koronawirusem. Trochę śmieszne, że jeśli ktoś jest narażony na zarażenie wirusem, to dla jego bezpieczeństwa targasz go przez pół świata. To tak jakby u granic Polski stanęła grupa 10 tys. uchodźców z Włoch lub Wuhan, którzy „uciekli przed wirusem”. Pewnie jestem ksenofobem (nawet na pewno), ale ja bym ich nie wpuścił. W ogóle dziwi mnie, że Niemcy zgodzili się na fabrykę Tesli na swoim terytorium, podczas gdy tak intensywnie walczą o elektryfikację u swoich własnych producentów. Obstawiałem kiedyś, że nigdy żadna fabryka nie powstanie, ale wygląda na to, że trafiłem kulą w płot od placu budowy.

Muszę też trochę odwołać moje tradycyjne utyskiwanie na nadmierną pazerność wielkich koncernów i ich absurdalne kiszenie zupełnie im zbytecznych miliardowych zysków. Oczywiście nadal pozostaje ono w mocy, ale jest mały wyłom – Volkswagen wypłaci swoim pracownikom (niestety, tylko niektórym) premię w wysokości 4950 euro za dobre wyniki w roku 2019. Premia zostanie podzielona na dwie części, większą i mniejszą, a większa trafi do pracowników w maju, czyli po zakończeniu tzw. fiscal year – roku obrachunkowego. No i bardzo dobrze. Na wszelki wypadek nie napisali, jakie premie przyznali sobie z tej okazji prezesi i członkowie zarządu, ale jak doskonale wiemy, jest to zupełnie co innego. Widzicie, jednak było coś o zyskowności.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać