Ciekawostki

Kończy się tegoroczny Mongol Rally. 10 tysięcy mil, kurz, piach i wyboje. Za kierownicą grata

Ciekawostki 19.08.2018 43 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 19.08.2018

Kończy się tegoroczny Mongol Rally. 10 tysięcy mil, kurz, piach i wyboje. Za kierownicą grata

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk19.08.2018
43 interakcje Dołącz do dyskusji

Gumball 3000? Nuda. Wolałbym wystartować w Mongol Rally. Jego tegoroczna edycja właśnie dobiega końca. Co to za impreza?

Dokładne planowanie trasy, rezerwowanie noclegów w hotelach, sztywne ramy czasowe podróży, komfortowy, klimatyzowany samochód… jeśli dla kogoś tak brzmi definicja nieudanej wyprawy, powinien zainteresować się Mongol Rally.

Oto impreza organizowana przez Brytyjczyków od 2004 roku. Jest to międzykontynentalny rajd. Załogi przejeżdżają około 10 tysięcy mil, czyli 16 tysięcy kilometrów. Punkt startowy początkowo znajdował się w Wielkiej Brytanii, ale obecna edycja wystartowała z „tajemniczego miejsca w Czechach”. Meta – zgodnie z nazwą rajdu – kiedyś znajdowała się w Ułan Bator w Mongolii, ale obecnie ze względu na przepisy dotyczące wjazdu aut do tego kraju, przeniesiono ją 500 kilometrów na północ, do rosyjskiego Ułan Ude na Syberii.

Punktów pośrednich nie ma. Każdy jedzie, którędy chce.

Rekordziści odwiedzili w 2013 roku po drodze 40 krajów. W tym roku start miał miejsce 16 lipca, a metę otwarto 10 sierpnia, ale jeśli ktoś nie zdążył, nadal może dojechać. Jak widać, czasu jest sporo i nikt specjalnie nie przejmuje się, by być pierwszym. Chodzi o przygodę. Jeśli pozna się zasady rządzące tym rajdem, można być pewnym, że akurat wrażeń nikomu nie zabraknie.

Mongol Rally

Zasada numer 1: można jechać tylko małym samochodem z silnikiem o pojemności do 1200 centymetrów sześciennych.

Najlepiej, by silnik nie był większy, niż litr. Do startu dopuszczone są także jednoślady, ale nie mogą mieć silników o pojemności ponad 125 centymetrów sześciennych, a organizatorzy najbardziej cenią załogi, które przyjeżdżają skuterami. Ich zdaniem wymarzony uczestnik to taki, który pokona całą trasę na skuterze 50 ccm. Bez bagażu.

Jeśli chodzi o samochody, na stronie organizatora określono wymogi jako: „Small & Shit”. To oznacza, że najlepiej, jeśli da się naprawić je młotkiem. I dobrze, jeśli się popsują, ponieważ gwarantuje to spotkania z lokalnymi mieszkańcami. I przygodę. „It’s no fun if it’s too easy”, czyli „nie ma zabawy, gdy jest za łatwo” – oto jedno z haseł rajdu. Przerobione Land Cruisery albo Jeepy odpadają. Stary Fiat Panda albo Reliant Robin? Proszę bardzo! Nie ma jednak ograniczeń, jeśli chodzi o cenę albo wiek samochodów. Organizatorzy mogą po prostu nie dopuścić danego wozu do startu – choć zdarzają się nowsze auta, jak widoczny na zdjęciu tytułowym Fiat, a jedna z włoskich załóg jechała całkiem nowym Peugeotem 2008, co wydaje mi się już trochę bez sensu. Dopuszczone są pewne przeróbki – podniesione zawieszenie, przyczepki, snorkele itd.

Mongol Rally

Wszystkiemu przyświeca doskonała zasada: im gorzej, tym lepiej. Jak można przeczytać na stronie rajdu, „jeśli patrzysz na samochód i myślisz, że to idealny wóz do przejechania nim pustyni, to znaczy, że się nie nadaje”.

Zasada numer 2: podczas rajdu jesteś zdany tylko na siebie.

Mongol Rally

Organizatorzy służą wszelką pomocą, jeśli chodzi o dopełnienie formalności i informacje praktyczne dotyczące wiz i dokumentów, ale na tym kończy się ich wsparcie. Nie ma żadnego samochodu technicznego, mechaników ani helikoptera, który lata nad zawodnikami i zrzuca im wodę. Jeśli coś się zepsuje, należy sobie radzić. Podobnie w wypadku, gdy pomyli się drogę: akurat o gubieniu się organizatorzy piszą, że jest niezbędne, by zaliczyć rajd do udanych. Nie da się ukryć – chyba mają rację.

Zasada numer 3: trzeba zebrać przynajmniej 1000 funtów na cele charytatywne.

Podobnie jak w przypadku polskiego rajdu inspirowanego Mongol Rally, czyli Złombola, głównym celem – oprócz dobrej zabawy – jest zbieranie pieniędzy na działalność dobroczynną. 500 funtów od każdej załogi musi trafić do fundacji Cool Earth. Kolejne 500 załogi mogą rozdysponować według własnego uznania.

Nie wolno zostawiać samochodów na mecie ani po drodze.

Mongol Rally

Po zakończeniu rajdu organizatorzy pomagają w załatwieniu transportu dla auta do Europy – dokładniej do Estonii. Tam można zezłomować auto lub jechać nim dalej do domu. Oczywiście można też wracać na kołach z Rosji, jeśli ktoś nadal nie ma dosyć.

Wpisowe to 695 funtów od samochodu i 325 funtów za jednoślad.

Przewidziano też zniżki dla osób, które wcześnie się zgłaszają. Do tej ceny należy jednak doliczyć kaucję, która jest zwracana, jeśli ktoś nie zostawi auta po drodze, a także koszty wiz, ubezpieczenia podróżnego, utrzymania się po drodze, paliwa, napraw samochodu, transportu auta z powrotem do Europy i lotu powrotnego, jeśli ktoś chce wracać samolotem. Można też wsiąść w Kolej Transsyberyjską, ale cena jest zbliżona. Pozostaje też kwestia uzbierania 1000 funtów na fundacje. No i zakupu samochodu, choć to akurat nie powinien być duży wydatek…

Zapisy na przyszłoroczną edycję zostały właśnie otwarte.

Nie jest więc tanio. Ale możliwość opowiadania kolegom, że pojechało się np. Daewoo Tico na Syberię, jest bezcenna. Idea Mongol Rally bardzo mi się podoba. Startowałbym!

fot. https://www.facebook.com/MongolRally/

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie