Ciekawostki

Miks albański – witajcie w Benzbanii. Piesi nie mają tu lekko

Ciekawostki 24.06.2022 76 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 24.06.2022

Miks albański – witajcie w Benzbanii. Piesi nie mają tu lekko

Adam Majcherek
Adam Majcherek24.06.2022
76 interakcji Dołącz do dyskusji

Jeśli uważacie, że u nas piesi mają źle, a w miastach rządzą kierowcy samochodów, powinniście odwiedzić Albanię. Koniecznie Mercedesem.

Na urlop zabrałem ze sobą książkę Małgorzaty Rejmer „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii”. Wcześniej miałem blade pojęcie o historii tego kraju i o tym, że przez przeszło 40 lat panowania Envera Hodży był to kraj właściwie kompletnie odcięty od świata, w którym nie było prywatnych samochodów. Choć akurat brak samochodów był najmniejszym problemem mieszkańców. Większym było trzymanie za gardła przez partię ślepo zapatrzoną w swojego przywódcę i bezlitośnie karzącą każdego, kto ośmielił się chociaż półżartem narzekać na swój los. Nie ma w tym grama przesady, bo ówczesna władza bardzo chętnie nagradzała tych, którzy donosili na swoich sąsiadów informowali Sigurimi – ówczesną służbę bezpieczeństwa – o wszelkich objawach wywrotowych i wolnomyślicielskich działań, które mogłyby zaszkodzić komunistycznej wizji państwa. Przykład? Autorka wspomina przypadek człowieka, który podczas oglądania w telewizji meczu Albania-RFN pozwolił sobie skomentować w towarzystwie, że Beckenbauer to świetny piłkarz. Ktoś uprzejmie poinformował o tym służby i sąd uznał, że była to obraza i przejaw braku szacunku dla znakomitych, albańskich piłkarzy, za co należało się bodajże 10 lat w więzieniu/obozie pracy. Warto przeczytać tę książkę by poznać horrory przeszłości, a potem odwiedzając to miejsce zobaczyć, jaki postęp zrobili Albańczycy od tamtych słusznie minionych czasów.

Pamiątkami po nich są m.in. wszechobecne bunkry. Prezydent Hodża był przekonany, że wrogie narody zazdrosne o raj na ziemi, jaki stworzył, będą chciały zniweczyć jego pracę, więc kazał pobudować setki tysięcy bunkrów, w których mieli chronić się jego krajanie. Według niektórych źródeł może ich być nawet pół miliona, co trudno mi sobie wyobrazić biorąc pod uwagę, że Albania miała wówczas ok. 2 milionów mieszkańców.

A postęp zrobili, bo wszyscy jeżdżą Mercedesami

Nie dotarłem do oficjalnych statystyk, ale w kilku miejscach wyczytałem, że w Albanii co 3. samochód ma gwiazdę na masce.

No dobra, ten nie ma, ale też zalicza się do statystyk.

Poważnie, Merce są wszędzie, podczas wyjazdu zrobiłem ponad pół tysiąca zdjęć i właściwie na każdym przedstawiającym ulicę, gdzieś w tle czai się jakiś Mercedes. Zapytałem o ten fenomen właściciela rodzinnej restauracji, który częstuje klientów jagnięciną ze swojego stada, wypasanego na wzgórzach wokół Sarandy. Powiedział, że Mercedesami od zawsze jeździły głowy państwa i ważni oficjele. Dlatego po otwarciu granic Albańczycy, którzy wyjeżdżali do pracy do Włoch, czy Grecji, często wracali stamtąd niczym królowie życia starymi Mercedesami, które świadczyły o osiągnięciu sukcesu i były nieprzeciętnie wytrzymałe, co w albańskich warunkach miało niebanalne znaczenie. Stąd na ulicach wciąż sporo Beczek…

i Baleronów,

,

choć na moje oko, królują Okulary.

Normą w Albanii jest parkowanie gdzie popadnie

Tego Okulara ze zdjęcia wyżej kilka razy ucelowałem o tak:

I nie był wyjątkiem:

Tak wiem, tak samo stoi Fabia w tle.

A ten nie stanął na chwilę – zaparkował tak w piątek po południu i odjechał nieniepokojony w niedzielę wieczorem.

Auta stoją wszędzie, gdzie się da i nie dotyczy to wyłącznie Mercedesów:

miks albański

Że na pasach? No i co z tego, widocznie nie było innego miejsca. Tu też:

O, znowu Mercedes, ale red. Barycki mówi, że jak się ma taką eSę, to można parkować gdzie się chce.

Nie szkodzi, że zza zaparkowanego auta nie zawsze widać pieszych. Tam jeździ się wolno i z natury nie ustępuje pieszym zbliżającym się do przejścia. Jak ktoś stanie przy krawężniku, to postoi, ale wystarczy zrobić krok na drogę, by kierowcy momentalnie się zatrzymywali i grzecznie puszczali pieszych.

Po mieście zdecydowanie lepiej jeździć niż chodzić

Przejścia dla pieszych miejscami wyglądają o tak, czyli wcale:

miks albański

Chodniki są zajęte przez auta,

a tam, gdzie nie da się postawić samochodu, bo krawężnik jest za wysoki, spotkać można atrakcje takie jak ta:

Co na takie parkowanie mówi policja? Niewiele, radiowozy spokojnie kruzują po ulicach niespecjalnie zwracając uwagę na to, gdzie stoją auta, a policjanci często sami parkują w sposób wątpliwie zgodny z przepisami. A jeżdżą np. czymś takim:

miks albański

a do niedawna takim:

No i oczywiście Mercedesami, choć ten to już raczej skończył służbę.

miks albański

Albańczycy o swoje Mercedesy bardzo dbają. Nie szkodzi, że wóz zrobił już pewnie z milion kilometrów jako taksówka, o lakier trzeba się zatroszczyć.

Choć trzeba przyznać, że nie wszystkie egzemplarze miały możliwość tak elegancko się zestarzeć, zdarzały się też takie:

albo takie jak ten, służące za składzik materiałów budowlanych:

Nie wszyscy Albańczycy jeżdżą Mercedesami

Uliczki Sarandy są raczej wąskie, a miejsc parkingowych brakuje, więc z powodzeniem sprawdzają się auta mniejsze niż W124, czy Okular. I to nie tylko wozy typu Peugeot 206, czy VW Polo. Pizzę wozi Cinquecento,

za weekendowóz może służyć Kia Sportage ze zdjętym dachem,

a nauczyć się jeździć można za kierownicą pierwszego Punto.

miks albański

W ogóle kwestia samochodów nauki jazdy to ciekawy punkt programu – oprócz Punto spotkałem też m.in. Focusa kombi pierwszej generacji, Toyotę Corollę, no i oczywiście kilka Mercedesów.

A jeśli Albańczycy nie jeżdżą samochodami, to wsiadają na skutery i motocykle. Oczywiście bez kasków, o rękawicach i strojach motocyklowych nie wspominając, jest na nie za gorąco. Najciekawszym, jakiego napotkałem był ten:

Niestety, nie miałem możliwości przyjrzeć się, jak to cudo skręca. Jeśli macie pomysł, to poproszę o objaśnienie w komentarzu.

Równie chętnie dowiedziałbym się jaka idea przyświecała autorowi tej ozdoby ogrodowej, postawionej w ogródku pod blokiem.

miks albański

Jak widać, w Albanii, a żeby być precyzyjnym, to konkretnie w Sarandzie, bo tylko ją odwiedziłem, nie ma nudy. Jeśli ktoś szuka pomysłu na tegoroczny urlop – polecam, warto przyjrzeć się temu miejscu. Pogoda znakomita, Morze Jońskie ciepłe, jedzenie w restauracjach przepyszne i niedrogie, a ludzie naturalnie otwarci, radośni, przyjaźni i jeszcze nie podszyci chciwością i chęcią wydojenia turystów z kasy. Zupełnie odwrotnie niż nad Bałtykiem.

PS. A litr bezołowiowej w biednej Albanii kosztuje 236 leków, czyli jakieś 9,3 złotego. Trzeba im podpowiedzieć, żeby może zaczęli blokować stacje paliw.

miks albański

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać