Wiadomości

100 tys. to nowe 50 tys. zł. Auta segmentu miejskiego muszą podrożeć. Albo zniknąć

Wiadomości 03.05.2021 137 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 03.05.2021

100 tys. to nowe 50 tys. zł. Auta segmentu miejskiego muszą podrożeć. Albo zniknąć

Adam Majcherek
Adam Majcherek03.05.2021
137 interakcji Dołącz do dyskusji

Samochody miejskie drożeją i w końcu albo staną się absurdalnie drogie, albo elektryczne. Gdy mówi to prezes jednego z największych koncernów motoryzacyjnych na świecie, coś musi być na rzeczy

Ostatnio przy okazji tekstu o Matizie, który pokonał 600 tys. km, przewinął nam się na redakcyjnym Slacku cennik tego modelu z 2004 r. Wersja bazowa – Friend – kosztowała 28 tys. zł. Najwyższa – Top, mająca na wyposażeniu nawet A/C, ABF, C/L, CB, DC i PWp (czyli odpowiednio klimatyzację, dwie poduszki powietrzne, centralny zamek, zderzaki w kolorze nadwozia, zegar elektroniczny i elektrycznie sterowane szyby drzwi przednich) – 35 tys. zł.

I w zasadzie dziś pewnie wielu z nas te same elementy również by wystarczyły, ale współczesne samochody, nawet te małe, miejskie, wyposażenie mają jeszcze bogatsze i są znacznie droższe. Taki Peugeot 208 startuje z poziomu ponad 50 tys., a można wydać na niego i setkę. I wiele wskazuje na to, że zmierzamy w kierunku, w którym to 100 tys. stanie się ceną podstawową, a nie liczbą określającą topowe wersje.

Peugeot 208 test

Tak przynajmniej twierdzi Luca de Meo – prezes Renault – w rozmowie z brytyjskim Autocarem. 53-letniemu Włochowi nie można zarzucić braku doświadczenia – pracował już w Toyocie, FCA, Grupie Volkswagena, a od niedawna zarządza Grupą Renault.

I mówi, że małe auta podrożeją dwukrotnie, albo znikną

I to wcale nie dlatego, że koncerny muszą na nich więcej zarabiać. No dobra, dlatego trochę też, bo już dziś według de Meo zarabia się na nich bardzo niewiele, ale trudno zrezygnować w obecności w segmencie rynku, na którym  w Europie sprzedaje się ponad 2 miliony aut rocznie. Jednak główną przyczyną jest konieczność dostosowania produktów do wymogów normy Euro 7. A ta, jeśli nawet nie wymiecie z rynku większości samochodów z silnikami spalinowymi, to nawet w najłagodniejszej postaci, z pewnością utrudni życie producentom i odbije się na klientach.

Odbije się, bo to oni będą musieli ponieść koszt implementacji rozwiązań, dzięki którym nowe samochody będą coraz czystsze. Platyna, pallad, rod – marne szanse by zaczęły tanieć, a stanowią nieodłączne elementy filtrów cząstek stałych. Coraz bardziej skomplikowane systemy oczyszczania spalin do spółki z coraz droższymi systemami bezpieczeństwa, które też stają się obowiązkowe, muszą windować ceny pojazdów. I o ile łatwiej jest ukryć je w cenie dużego SUV-a, czy limuzyny, o tyle w miejskim maluchu ich obecność będzie można zauważyć w cenie bardzo łatwo.

A nie jest tajemnicą, że to segment na ceny czuły szczególnie – jeśli ktoś będzie musiał liczyć się z wydatkiem 100 tys. zł na małe, miejskie auto, pewnie zacznie zerkać w stronę bardziej uniwersalnego kompakta, albo w ogóle w kierunku aut używanych, w których dostanie więcej za mniej.

Według prezesa Renault, cała nadzieja w elektryfikacji

Jeśli ceny akumulatorów będą nadal spadać, a ceny napędów spalinowych rosnąć – ich krzywe prędzej czy później będą musiały się przeciąć, a potem to EV-y staną się tańsze od swoich spalinowych odpowiedników. Auta miejskie są niewielkie i zwyczajowo operują na mniejszych obszarach niż ich kompaktowi krewniacy, potrzebują więc mniejszych akumulatorów, co powinno wpłynąć na atrakcyjność ich cen. I sprawić, że to elektryczne maluchy jako pierwsze staną się tańsze od swoich nieelektrycznych odpowiedników.

Renault 5
Ciekawe, czy elektryczne Renault 5 będzie tańsze niż spalinowe Twingo

Kiedy to nastąpi?

Dużo zależy od momentu faktycznego wprowadzenia normy Euro 7. Jeśli wejdzie ona w 2025 r., jak się nieoficjalnie zakłada, to sami możecie sobie policzyć ile nam zostało czasu. Żaden producent nie będzie chciał dokładać do interesu. Jeśli produkcja małych samochodów przestanie być rentowna, a wersje elektryczne nie zdążą potanieć do sensownego poziomu, to z nich po prostu zrezygnują. I przyjdzie nam jeździć wielkimi, hybrydowymi SUV-ami. Albo gratami, jak co niektórzy.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać