Ciekawostki / Samochody używane

Czy powtórne lakierowanie auta w fabryce może być podstawą roszczeń? Studium przypadku klasy S AMG

Ciekawostki / Samochody używane 08.02.2019 197 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 08.02.2019

Czy powtórne lakierowanie auta w fabryce może być podstawą roszczeń? Studium przypadku klasy S AMG

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk08.02.2019
197 interakcji Dołącz do dyskusji

Podobno właściciel samochodu cieszy się dwa razy: gdy kupuje i gdy sprzedaje wóz. Radość przy zakupie Mercedesa S 63 AMG Coupe za prawie 800 tysięcy złotych z pewnością była wielka. Ale przy sprzedaży pojawiły się niespodziewane problemy.

Gdy pan P. pod koniec zeszłego roku zdecydował się na sprzedaż swojego Mercedesa, nie przewidywał żadnych trudności. Jego auto to model S 63 AMG w wersji Coupe, wyposażony praktycznie we wszystko, co dało się do niego zamówić. Oprócz seryjnych dla tej wersji gadżetów, takich jak np. system bezkluczykowy czy sportowy wydech, omawiany egzemplarz jest wyposażony m.in. w system audio firmy Burmester, podgrzewany podłokietnik, wentylowane fotele czy elementy ozdobne z włókna węglowego. Jego wartość w momencie zakupu wynosiła prawie 800 tysięcy złotych.

Pan P. kupił ten samochód w 2015 roku, a przez trzy lata pokonał zaledwie nieco ponad 30 tysięcy kilometrów. Bardzo dbał o swojego Mercedesa i nigdy nie miał nim nawet stłuczki. Gdy wstawił auto do zaprzyjaźnionego i znanego komisu, domyślał się, że prędzej czy później zgłosi się ktoś chętny. Owszem, samochód nie był tani, bo wyceniono go na niemal pół miliona złotych. Ale był właściwie jak nowy, a na tle ceny salonowego egzemplarza obecna oferta i tak była korzystna.

Po jakimś czasie klient rzeczywiście się znalazł.

Jak przystało jednak na kogoś, kto ma zaraz wydać kilkaset tysięcy złotych, potencjalny kupujący zażyczył sobie sprawdzenia auta w autoryzowanym serwisie. Badanie nie wykazało żadnych ważniejszych nieprawidłowości, aż do momentu przeprowadzenia pomiaru czujnikiem grubości lakieru. Wtedy okazało się, że niemal na całym nadwoziu samochodu położona została druga warstwa lakieru. W obliczu takich rewelacji klient – co całkiem zrozumiałe – zrezygnował z transakcji. Samochód wrócił do komisu, a właściciel zaczął się zastanawiać, o co chodzi.

Jedno było pewne – samochód był bezwypadkowy.

Nie wchodziło tu w grę żadne zatajanie historii pojazdu. Mercedes został oddany w ręce rzeczoznawcy. Sprawdził on dokładnie auto, po czym wykonał odpowiednią wycenę. Napisał w niej: „Stwierdziłem podczas oględzin bardzo dobry stan powłoki lakierowej, bez śladów uszkodzeń, barwa powłoki jednolita, połysk należyty (…). Wyniki pomiarów powłoki lakierowej wykazały, że odbiega ona od w znacznym stopniu od standardów produkcyjnych”.

Rzeczywiście, grubość lakieru np. na tylnym lewym błotniku czy na lewych drzwiach wynosi miejscami nawet 310 mikronów, a na tylnym prawym błotniku sięga 350 mikrometrów. Jedynie podczas badania prawych drzwi czujnik pokazywał normalne wartości, tj. 110-120 mikronów. W przypadku pozostałych części, wyniki oznaczają mniej więcej dwukrotnie grubszy lakier, niż zazwyczaj w przypadku bezwypadkowych samochodów.

Nie było innego wyjścia: trzeba było zwrócić się z odpowiednimi pytaniami do dealera. Doradca serwisowy z ASO Mercedesa napisał rzeczoznawcy: „Otrzymałem potwierdzenie z fabryki, że pojazd był powtórnie lakierowany w procesie produkcji”.

Tyle że druga warstwa lakieru poważnie wpływa na wartość samochodu.

To oczywiste, że klienci poszukujący drogiego, młodego auta używanego oczekują, by auto nie było ponownie lakierowane. Znalezienie chętnego na wóz ze zbyt grubą powłoką lakierniczą jest możliwe, ale wtedy cena samochodu musi być odpowiednio niższa. W przypadku trzyletniej klasy S mówimy o obniżce, której wartość może przyprawić o zawrót głowy – a to, czy auto było po raz drugi lakierowane w fabryce czy w warsztacie, nie ma większego znaczenia.

Rzeczoznawca, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, obliczył, o ile „drugi lakier” wpływa na cenę rynkową takiego Mercedesa. Ta kwota to dokładnie 187 820 zł, czyli aż 40 proc. wartości auta. Dokładniej: identyczna klasa S, ale pozbawiona tego typu problemów, byłaby warta 469 551 zł. Omawiany egzemplarz został z kolei wyceniony zaledwie na 281 700 zł.

Tak wysoką obniżkę uzasadniono następującymi słowami: „Wpływ stanu powłoki lakierniczej na wartość handlową pojazdu w naszym kraju jest bardzo duży, gdyż potencjalny nabywca na rynku wtórnym utożsamia taki stan powłoki lakierowej jaki stwierdzono w tym pojeździe, z wykonywanymi naprawami blacharsko-lakierniczymi po kolizjach (…) Szczególnie odnosi się to do pojazdów z grupy premium. Należy podkreślić, że stwierdzony stan powłoki lakierowej ma również wpływ na wycenę pojazdu w przypadku jego ubezpieczenia”.

Następny krok: reklamacja.

Nikt nie chce stracić – nie ze swojej winy – niemal 200 tysięcy na aucie. Właściciel klasy S zwrócił się więc do dealera o rekompensatę w kwocie równej tej, na jaką rzeczoznawca wycenił straty. Wniosek został odrzucony. Uargumentowano to następująco:

„W przypadku tego konkretnego pojazdu otrzymaliśmy z fabryki potwierdzenie, że miał powtórzony krok lakierowania w procesie produkcji i nie jest to wada, lecz normalna procedura w przypadku występowania niedoskonałości powłoki, mająca na celu zapewnienie najwyższej jakości produktu dostarczanego do klienta końcowego.”

Obecnie sprawa jest rozpatrywana przez „wyższą instancję”, czyli przez firmę Mercedes-Benz Polska. Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie werdykt.

Z jednej strony, właściciel klasy S nie miał wozem nawet stłuczki, a mimo tego prawdopodobnie sprzeda go dopiero w cenie powypadkowego egzemplarza. Co więcej, gdy teraz sprawa jest w toku, auto stoi i nadal traci na wartości.

Z drugiej – importer może się bronić, wskazując, że przecież powtórne lakierowanie nie wpływa w żaden sposób na to, jak samochód jeździ ani nawet na to, jak wygląda (całość wyszła na jaw dopiero podczas pomiarów, a nie oglądania gołym okiem). Auto jest więc – jego zdaniem – normalnym, pełnowartościowym produktem.

Kto ma rację?

(zdjęcie główne – przykładowe. Dane właściciela są nam znane, ale ich nie ujawniamy)

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie