Wiadomości

200 tys. zł za Mercedesa klasy A pierwszej generacji. Mika Hakkinen mówi, że warto

Wiadomości 24.08.2021 160 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 24.08.2021

200 tys. zł za Mercedesa klasy A pierwszej generacji. Mika Hakkinen mówi, że warto

Piotr Szary
Piotr Szary24.08.2021
160 interakcji Dołącz do dyskusji

Na jego obronę jest to, że to jeden z egzemplarzy serii limitowanej, a także niski przebieg – 215 km. Ale nie jestem pewien, czy to wystarczająco mocne argumenty, by wydać 200 patyków na klasę A.

Jestem fanem pierwszego Mercedesa klasy A. Od chwili premiery bardzo mi się te auta podobały (po liftingu nawet bardziej), uwielbiam też fakt, że w zależności od wersji wyposażenia stosowano nie tylko różne grille, ale nawet klosze tylnych lamp (szczególnie przed liftingiem łatwo było zauważyć różnice). Miałem też okazję pojeździć takim autem (poliftowym A160, niestety głównie jako pasażer) i nie zmieniło to mojego zdania na temat pojazdu.

Mercedes klasy A W168

Choć swego czasu auto było słynne na całym świecie z powodu porażki w teście łosia, dziś wspomina się o tym już raczej tylko z kronikarskiego obowiązku. Nikt się tym nie przejmuje, bo i nie ma czym – po wykryciu problemu wszystkie już wyprodukowane samochody cofnięto z powrotem do fabryki, zmodyfikowano ich zawieszenie i zainstalowano system ESP. Dziś ESP jest obowiązkowym elementem wyposażenia w nowych autach, ale w 1997 r. w aucie miejskim obecność tego systemu była równie oczywista, co dzisiaj stosowanie napędu antygrawitacyjnego. Pomimo początkowych problemów, w latach 1997-2004 wyprodukowano 1,1 mln egzemplarzy Mercedesa W168 i V168 (ten drugi to wersja z dłuższym rozstawem osi, wprowadzona po liftingu).

Mercedes klasy A W168 miał też kilka ciekawych wersji, o których dziś mało kto pamięta

I nie mówię tu o 140-konnym modelu A210 Evolution (choć oczywiście też jest fajny). Powstały np. dwie wersje sygnowane literami AMG – jedna z nich dysponowała 3,2-litrowym silnikiem V6 z kompresorem, który zapewniał aż 354 KM i 450 Nm. Druga – czy raczej pierwsza, patrząc chronologicznie – była jeszcze ciekawsza. Model A38 AMG, znany także jako A190 Twin, miał… dwa silniki 1.9. Tak, jeden z przodu, drugi z tyłu. Jednostki napędowe nie były co prawda zmodyfikowane pod kątem lepszych osiągów, ale odpalenie obu oddawało do dyspozycji kierowcy 250 KM, 360 Nm i oczywiście napęd na obie osie – przy czym można było też jeździć wyłącznie z wykorzystaniem przedniego silnika. Powstały tylko 4 takie auta.

Mercedes A 32 K AMG

Więcej wyprodukowano limitowanych wersji Edition Hakkinen i Edition Coulthard

W sumie powstało 250 aut obu serii, przy czym nie jest do końca pewne, w jakich proporcjach (nie wszystkie źródła potwierdzają, że było po 125 aut noszących dane nazwisko). Celem było upamiętnienie sukcesów Miki Hakkinena i Davida Coultharda w Formule 1, ze szczególnym wskazaniem na Fina.

Mercedes klasy A W168
fot. Mechatronik.de

Auta różniły się od seryjnej klasy A malowaniem przypominającym to stosowane na bolidach McLarena-Mercedesa, a także wykończeniem wnętrza skórzaną tapicerką Designo. Zadbano też o to, by w wyposażeniu seryjnym niczego nie brakowało – wliczając w to pokaźnych rozmiarów faltdach oraz system audio firmowany przez Bose. Mogłoby się wydawać, że takie auta będą budowane na bazie topowej wersji Avantgarde, ale nie – wyścigowe klasy A to zmodyfikowane wersje Elegance.

fot. Mechatronik.de

Można by się spodziewać, że takie konfiguracje obowiązkowo łączono z najmocniejszą dostępną w tym czasie jednostką napędową (czyli wyżej wspomnianą 125-konną 1.9, która pojawiła się w ofercie w 1999 r. – czyli w tym samym, kiedy wyprodukowano te auta), ale też nie.

fot. Mechatronik.de

Pod maską znajdziemy tu 102-konny silnik 1.6

Napęd na przednią oś przenosi manualna skrzynia biegów, ale z automatycznym sprzęgłem. Generalnie jest to idealna ilustracja hasła all show, no go, zwłaszcza w połączeniu z 17-calowymi felgami AMG i podwójną końcówką układu wydechowego. Ale wiecie co? W tym przypadku jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza. Być może przez samo skrzywienie związane z sympatią do Mercedesa W168, trudno powiedzieć – ale ten samochód ma swój specyficzny urok.

Mercedes klasy A W168
fot. Mechatronik.de

Problem w tym, że kosztuje 44 900 euro

Według obecnego kursu waluty daje to ponad 205,5 tys. zł. To więcej, niż Niemcy żądają obecnie za 306-konny model A 35 (194100 zł). I tak, owszem, mówimy o modelu o jakimś potencjale kolekcjonerskim, ale bez przesady – brak przebiegu nie jest powodem, by taki Mercedes klasy A W168 był wart 4-krotnie więcej niż inny, regularnie użytkowany egzemplarz.

Niech obniżą cenę do 20 tys. euro. Wtedy też nie kupię, ale przynajmniej przestanę narzekać.

Mercedes klasy A W168
fot. Mechatronik.de

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać