Wiadomości

Oto nowy Mercedes GLA. Wygląda jak klasa B na sterydach

Wiadomości 11.12.2019 84 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 11.12.2019

Oto nowy Mercedes GLA. Wygląda jak klasa B na sterydach

Piotr Barycki
Piotr Barycki11.12.2019
84 interakcje Dołącz do dyskusji

I gdyby ktoś pytał (a na pewno ktoś będzie pytał) – tak, będzie wersja AMG. Na razie 35, ale 45 czy 45 S jest raczej tylko kwestią czasu. 

Nowy Mercedes GLA – czym się różni od poprzedniego?

Przede wszystkim – przynajmniej według Mercedesa – ma być dużo bardziej SUV-owaty. Jest więc krótszy (o 14 mm), ale za to szerszy (o 30 mm, choć z lusterkami jest węższy o 2 mm) i wyższy aż o 10 cm. Jednocześnie, choć skrócono nadwozie, udało się wydłużyć (o 30 mm) rozstaw osi. Efekt jest… może niech każdy oceni sam. Dla mnie nowy GLA trochę za bardzo przypomina klasę B. Ale może to przyzwyczajenie do wyglądu poprzedniego modelu.

Oczywiście nowy GLA urósł też w środku, choć nie w każdym miejscu. Przykładowo o ile z tyłu jest więcej miejsca na nogi (116 mm) i łokcie (45 mm), tak na głowy już nie (- 6 mm). Tak samo osoby jadące z przodu mają więcej miejsca na głowę (22 mm), ale… mniej na nogi (18 mm).

Najważniejsze dla klientów będzie jednak pewnie to, że siedzą wyżej od innych użytkowników dróg. GLA tej generacji ma dodać aż 14 cm w kwestii wysokości siedzenia w stosunku do klasy A i 5 cm w stosunku do klasy B. Osoby siedzące z tyłu pewnie ucieszą się z kolei z opcji przesuwania i pochylania tylnej kanapy.

Na plus, choć raczej symboliczny, trzeba natomiast zaliczyć zmiany w bagażniku. Ten w nowym GLA jest pojemniejszy (14 l), ma mikroskopijnie większy otwór załadunkowy (o 5 mm na szerokość), jest głębszy (o 27 mm) i szerszy (o słuszne 85 mm).

Jeśli chodzi o wnętrze, to trudno udawać zaskoczonego.

Owszem, wygląda trochę inaczej niż w klasie A, ale tylko po to, żeby wyglądać… w zasadzie identycznie z klasą B. W większości identyczne będzie też opcjonalne wyposażenie związane z wyglądem wnętrza – w tym chociażby dwa duże ekrany.

I w sumie nie ma w tym nic złego. Wnętrze klasy A i B przyjęło się przyzwoicie na rynku, a pomimo swoich drobnych mankamentów jest zdecydowanie lepsze, ładniejsze i ciekawsze od poprzednich generacji.

Jeśli mimo to koniecznie chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o tym wnętrzu, zajrzyjcie do artykułu Mikołaja.

Z ciekawych opcji, o których warto wspomnieć, warto wiedzieć o nowym trybie myjni samochodowej (zadebiutował w GLS). Mercedes na wszelki wypadek przypomina jednak, że GLA można też pod czubek dachu doposażyć w systemy wspomagania bezpieczeństwa – od Distronica, przez aktywnego asystenta prowadzenia, system utrzymania pasa ruchu z asystentem zmiany pasa, monitorowania martwego pola i tak dalej, i tak dalej.

Pod maską – na start dwa silniki.

Docelowo ofertę stanowić będzie więcej jednostek napędowych, zarówno benzynowych, jak i wysokoprężnych. Na razie jednak będą dwie – GLA 200 i GLA 35 4MATIC AMG.

To pierwsze oznaczenie to oczywiście silnik 1,33 l o mocy 163 KM (tak, kompletnie nic się nie zgadza z oznaczeniem), łączony wyłącznie z 7-biegową przekładnią automatyczną. Sprint do 100 km/h w tym przypadku powinien zająć rozsądne 8,7 s.

Jeśli ta wartość nie wyda nam się sensowna, będzie trzeba sięgnąć po GLA 35, które potrzebuje na to samo zadanie zaledwie 5,1 s. Korzystając z 2-litrowego silnika o mocy 306 KM jest też w stanie rozpędzić się do 250 km/h. I tak – można mówić, że to nie jest prawdziwe AMG, ale jazda klasą A z tą jednostką jest czystą przyjemnością, więc to samo powinno mieć miejsce w GLA.

Niedługo ofertę powinien uzupełnić jeszcze model GLA 250, z 2-litrową jednostką, również znaną z klasy A. Wersja ta została jak na razie zapowiedziana jednak tylko dla Stanów Zjednoczonych, gdzie pewnie silnik o pojemności 1,33 l pogoniono by pochodniami.

Co do napędu na 4 koła – oczywiście będzie on dostępny (m.in. z parze z wersją AMG i 250), przy czym w trybie codziennej jazdy rozdział mocy będzie realizowany w stosunku 80 do 20 (przód/tył), natomiast w trybie Sport – 70:30. Podczas jazdy w trybie offroad moc może być dzielona w stosunku 50:50, przy czym system będzie dostosowywał ten podział w zależności od kilkunastu czynników.

Będzie też specjalny pakiet offroad (z którego nikt nigdy nie skorzysta)

Obejmuje on m.in. specjalny tryb pracy dla reflektorów Multibeam LED (stałe włączenie doświetlenia zakrętów poszerzające pole widoczności), dodatkowy tryb jazdy, zmieniający ustawienia systemu 4Matic, ABS itd, a także system kontroli prędkości podczas zjazdów ze wzniesień.

Jestem niemal pewien, że jeśli ktoś zamówi do GLA ten pakiet, to aktywuje go raz, żeby zobaczyć, czy i jak działa, po czym zapomni, że go ma. Większość i tak chętniej dopłaci pewnie do 20-calowych kół, które teraz znajdą się na liście opcji.

Ceny? Póki co – tajemnica

Możemy tylko po cichu liczyć, że nowy GLA nie będzie wyraźnie droższy od swojego poprzednika, ale nie nastawiałbym się na to przesadnie. A aktualnie za odmianę GLA 200 trzeba zapłacić 129 200 zł, choć trzeba pamiętać, że to cena za wersję z manualem. Automatyczna przekładnia dołoży do tego kolejne 10 000 zł, wiec około 140 000 zł na start nie powinno raczej nikogo dziwić.

Z drugiej strony – obstawiałbym, że może być nawet minimalnie drożej. Benzynowe GLB 200, większe o rozmiar, kosztuje minimum 165 000 zł. Jest więc miejsce, żeby trochę podciągnąć cenowo GLA. Mniej modna klasa B kosztuje z kolei w odmianie B 200 z manualem 134 400 zł. Dołóżmy do tego 10 000 zł za przekładnię automatyczną i mamy ok. 145 000 zł.

Jeśli więc mam strzelać, GLA będzie startowało od okolic 150-155 000 zł. Przynajmniej w najsłabszej (na razie) wersji silnikowej.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać