Wiadomości

Oto Mercedes CLS z 1,5-litrowym silnikiem pod maską. Nie zdziwię się, jeśli kiedyś trafi i do Europy

Wiadomości 08.05.2020 338 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 08.05.2020

Oto Mercedes CLS z 1,5-litrowym silnikiem pod maską. Nie zdziwię się, jeśli kiedyś trafi i do Europy

Piotr Barycki
Piotr Barycki08.05.2020
338 interakcji Dołącz do dyskusji

Chiny, ach, Chiny. Kraj, dla którego specjalnie tworzy się przedłużone wersje wszystkich możliwych aut, szykuje ultraluksusowe projekty i gdzie prezentuje się najbardziej luksusowe modele. I kraj, w którym właśnie zadebiutował Mercedes CLS z silnikiem o pojemności skokowej… 1,5 l. Nie, to nie żart.

CLS o oznaczeniu 260, bo o nim właśnie mowa, to wariant, który właśnie dołączył do oferty Mercedesa na terenie Chin. Tym samym gama silnikowa CLSa w dalekiej Azji składa się z trzech jednostek napędowych – najmocniejszego 350 4Matic (6,2 s do 100 km/h), 300 (6,4 s do 100 km/h) i wspomnianego 260, które…

… na sprint do 100 km/h potrzebuje 8,7 s.

Dla porównania, szczególnie dla tych, którzy narzekają, jakie te europejskie normy, podatki i tak dalej są okrutne, rzućmy okiem na polską ofertę CLSa.

Do wyboru mamy siedem (!) wersji napędowych. 7 wersji, z czego 5 ma 6 cylindrów. Najwolniejsze jest 4-cylindrowe 300 d, które setkę robi w 6,4 s. Potem są jeszcze 350 d (plus wersja 4Matic), fantastyczne 400 d 4Matic (5 sekund do setki) i benzynowe 350, 450 4Matic oraz hybrydowe AMG 53 4Matic+ (4,5 s do setki). Chyba jednak nie tak źle.

Dwie rzeczy mogą jednak Chińczyków chociaż trochę cieszyć.

Po pierwsze – 1,5-litrowa jednostka ma 4 cylindry, więc nikt nie będzie im podsyłał do skrzynki na listy anonimów, że mają tych cylindrów za mało i w ogóle powinni się wstydzić, a tak naprawdę mogli kupić coś używanego, starszego, ale np. z męską szóstką pod maską.

Tak się reklamuje prestiż w Chinach – zaślepkami.

Niestety nie wiadomo, czy nie będą musieli więdnąć z żenady na rodzinnych spotkaniach, kiedy rubaszny wujaszek 雅努什 zarzuci żartem, że 1,5 l to jest w sam raz, o ile mowa o sake na dwóch.

Na wszelki wypadek tutaj ten panel zaślepek w całości wymazano.

Drugim powodem do radości jest to, że z tego 1,5 litra udało się wycisnąć przyzwoitawe 184 KM i 280 Nm. Nie są to wprawdzie wartości powalające (najsłabszy benzynowy CLS w Polsce ma 299 KM i 400 Nm), co zresztą potwierdzają osiągi, ale – cytując Piotrka Szarego – jeździłbym. Gdzie by mi się spieszyło, gdybym siedział w CLSie, który poza tym, że niezbyt szybki, to jest tak samo CLSowy, jak każdy inny?

Jest też i bonus do ego dla europejskich posiadaczy Mercedesów.

A dokładniej klasy C. Parametry silnika z CLS 260 pokrywają się bowiem idealnie z parametrami jednostki, która trafia pod maskę klasy C w wersji 200 – 1497 cm3 pojemności skokowej, 184 KM, 280 Nm. Z racji różnicy w masie klasa C będzie przy tym oczywiście zrywniejsza (8,1 s do 100 km/h).

Jeśli więc mamy klasę C 200, możemy bez obaw chwalić się, że w bogatych Chinach nasza jednostka napędowa zyskała takie uznanie, że trafia do CLSa. Przy czym taki CLS jest oczywiście wolniejszy!

Skoro jeździ, to w czym problem?

Oczywiście Mercedes nie wsadził do CLS 1,5-litrowego silnika, bo tak mu się podobało. Wsadził go tam, bo takie są przepisy przepisy podatkowe i dzięki temu jego czterodrzwiowe coupe może być wyraźnie tańsze niż do tej pory.

I mam dziwne podejrzenie, że klientom fakt pojawienia się tańszego CLSa wcale nie przeszkadza. Jeśli nie potrzebują wincyj mocy i wincyj cylindrów, to dlaczego mieliby płacić akurat za to, zamiast wydać różnicę np. na przepiękny lakier. Sam zresztą jestem fanem podejścia pod maskę byle co, byle jechało, ale w środku niech będzie jak najprzyjemniej. 

Zdecydowanie jeździłbym.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać