Ciekawostki

Widziałem na żywo Mazdę MX-30. To jeden z najbardziej kontrowersyjnych samochodów ostatnich lat

Ciekawostki 15.01.2020 74 interakcje
Adam Majcherek
Adam Majcherek 15.01.2020

Widziałem na żywo Mazdę MX-30. To jeden z najbardziej kontrowersyjnych samochodów ostatnich lat

Adam Majcherek
Adam Majcherek15.01.2020
74 interakcje Dołącz do dyskusji

Mazda swoim pierwszym samochodem elektrycznym potwierdza, że ma odwagę wybrać swoją drogę rozwoju. Zobaczymy, czy to droga do sukcesu.

W swojej historii Mazda już nie raz szła pod prąd. I zdarzało jej się udowodnić, że warto odważyć się na oryginalne posunięcia. A najlepszym tego przykładem jest decyzja o stworzeniu MX-5. W 1989 r. mało kto wierzył, że znajdą się chętni na niespełna czterometrowego roadstera z napędem na tylną oś. Tymczasem w 2016 r. w Księdze Rekodów Guinnessa pojawił się pojawił się wpis o sprzedaży miliona egzemplarzy MX-5, a mała Mazda do dziś jest najpopularniejszym roadsterem świata.

Mazda MX-5 zlot Łódź

Mazda spopularyzowała silnik Wankla, sprzedając ponad dwa miliony aut z takim motorem, w tym trzy generacje modelu RX-7. I planuje wrócić z nim jeszcze w tym roku. Do tego wciąż nie poddaje się trendowi downsizingu i śmiało sprzedaje modele z dwulitrowymi silnikami bez turbodoładowania, a nawet skonstruowała silnik benzynowy z zapłonem samoczynnym. 

A w październiku ubiegłego roku pokazała swój pierwszy samochód elektryczny. 

I również w tym przypadku poszła, nomen omen, pod prąd, konstruując go według zupełnie innego pomysłu niż konkurenci.

O MX-30 pisaliśmy już sporo, więc ograniczę się do wrażeń z oglądania egzemplarza stojącego na stoisku Mazdy na trwających do 19 stycznia targach motoryzacyjnych w Brukseli. 

Mazda MX-30

To jedyna sztuka istniejącą na świecie, egzemplarz mocno przedprodukcyjny, dlatego dostęp do niego został mocno ograniczony. Nie można było do niego wsiadać, a otwierać i zamykać drzwi mogli tylko dwaj wyznaczeni do tego opiekunowie auta. Nie dziwię się – skoro jest one of the kind i ma zaplanowane tournee po wystawach na całym świecie, nie ma miejsca na wpadki, czy przypadkowe uszkodzenia. Do tego w tym egzemplarzu drzwi wykonane były z plastiku, więc niewprawnym ruchem można było je łatwo uszkodzić. 

Mazda MX-30

Właśnie, drzwi – to pierwszy przykład podejścia pod prąd.

Nie otwierają się normalnie, ale na tzw. szafę – na wzór rozwiązania z modelu RX-8, stosowanego też m.in. przez BMW w i3, czy Opla w Merivie. Dzięki temu nie ma słupka B, po otwarciu drzwi mamy łatwy dostęp do tylnej kanapy, co pewnie docenią rodzice sadzający dzieci w fotelikach. 

Mazda MX-30

Jednak ten sposób otwierania drzwi staje się przekleństwem na ciasnym parkingu. Trzeba otworzyć przednie drzwi, wysiąść i przejść za lub przed auto, by zrobić miejsce siedzącemu na kanapie, który wówczas może otworzyć swoje drzwi, wysiąść, zamknąć swoje, a potem przednie drzwi i odejść od auta. Grubsza logistyka. Jasne, jeśli ktoś zwykle podróżuje z kompletem pasażerów i chce jeździć Mazdą, może wybrać choćby podobne gabarytowo CX-30, MX-30 zostawiając tym, którzy szukają wyjątkowego auta i z tylnej kanapy korzystają okazjonalnie. I w moim odczuciu, ten sposób otwierania drzwi, choć nie do końca praktyczny, robi wrażenie.

Mazda MX-30

Podobnie, jak robią je elementy wykończenia wnętrza.

Mam tu na myśli np. fragmenty kabiny wykonane z korka uzyskiwanego z resztek z produkcji korków do wina. Wyłożono nim konsolę centralną, trafił także na uchwyt drzwi. I to w części, w której faktycznie dotyka się go dłonią i niekoniecznie go widać – zupełnie odwrotnie niż skórę w Superbie L&K. 

Mazda MX-30

Do tego górną część tapicerki wykonano z materiału powstałego w procesie recyklingu plastikowych butelek. Dotykałem go – jest miękki i przyjemny, w życiu bym nie zgadł, że to efekt masakrowania butelki PET.

Mazda MX-30

Poza tym wnętrze MX-30 utrzymano w klimacie znanym z pozostałych modeli marki. Najbardziej rzucił mi się w oczy fakt przeniesienia sterowania klimatyzacją na ekran dotykowy systemu multimedialnego. W tym względzie Mazda idzie śladem innych.

Za to zupełnie w kontrze pozostaje w temacie układu napędowego.

Zamiast ścigać się o zasięg na jednym ładowaniu, z premedytacją zainstalowała akumulatory o pojemności 35,5 kWh, wystarczające do przejechania ok. 200 km. Dlaczego? Bo według Mazdy, tak jest najbardziej ekologicznie. Chodzi o skalkulowanie kompletnego śladu węglowego, obejmującego cały proces produkcji auta wraz z jego komponentami oraz eksploatację. 

Mazda MX-30

Z większymi akumulatorami ów ślad byłby znacznie wyższy, a według Japończyków nie ma potrzeby go zawyżać – MX-30 ma być drugim autem w rodzinie, służącym osobom, które nie przejeżdżają więcej niż kilkadziesiąt kilometrów dziennie. I im takie auto w zupełności wystarczy, a dzięki mniejszym (czyt. tańszym) akumulatorom będzie bardziej osiągalne. 

Co więcej, Mazda postawiła sobie za cel, by obcowanie z tym samochodem było jak najbardziej naturalne. 

Chodzi o to, by przesiadając się ze spalinówki człowiek od razu czuł się jak u siebie. Auto ma więc przyspieszać, hamować, czy skręcać jak samochód spalinowy. Podczas prezentacji podkreślono, że MX-30 nie będzie baterią z doczepionymi kołami i akcentowano gładkość, z jaką będzie się poruszało.

Mazda MX-30

I to zdają się potwierdzać wciąż nieoficjalne dane techniczne. Oficjalnie wiemy, że akumulatory mają 35,5 kWh i MX-30 przejedzie ok. 200 km. Nieoficjalnie – że silnik elektryczny ma ok. 145 KM, a MX-30 do 100 km/h będzie przyspieszało w ok. 9 sekund. Czyli mniej więcej tak jak współczesne auta z silnikami benzynowymi o podobnych gabarytach. Ba, Mazda zapowiedziała nawet podobieństwa w brzmieniu w kabinie, choć jeszcze nie wiemy, co to ma oznaczać.

Mazda MX-30

I przyznam szczerze, że mocno się zastanawiam, czy to dobry pomysł.

Bo z jednej strony, dzięki celowym podobieństwom do samochodu z silnikiem spalinowym, MX-30 może być świetnym sposobem na przekonanie do elektryków tych, którzy się boją, że elektryki z nadmiarem momentu obrotowego mogą być trudne w okiełznaniu i w ogóle dziwne w prowadzeniu. Do tego jak na auto elektryczne większe niż Renault Zoe (europejski lider rynku) nie przeraża ceną, wynoszącą ok. 150 tys. zł. Dobrze wygląda, prowadzi się jak zwykłe auto, a jest superekologiczna i można ją sobie naładować przez noc ze zwykłego gniazdka – brzmi świetnie.

Mazda MX-30

Z drugiej strony, ktoś mógłby stwierdzić, że ten samochód łączy ze sobą wady elektryków i spalinówek. Bo z jednej strony nie rozwiązuje problemu niepewności co do zasięgu, a z drugiej – nie rozwiązuje problemu przeciętnych osiągów, a przecież by mógł, bo przyspieszenie to element, który robi największe wrażenie w normalnych samochodach elektrycznych. 

Mazda MX-30

Ci, którzy martwią się o zasięg, ale podoba im się to auto, mogą poczekać na wersję z range extenderem opartym o silnik Wankla, którą już zapowiedziano i pewnie zobaczymy ją jeszcze w tym roku. A ci, którzy szukają turboprzyspieszeń – muszą poszukać ich gdzie indziej, ale szykując dużo więcej pieniędzy. 

Mazda MX-30

Natomiast ci, którym 200 km wystarczy w zupełności, a bardziej niż przyspieszeniem, przejmują się swoim wpływem na środowisko – mogą składać zamówienia na dobrze wyglądający, oryginalny model japońskiej marki, która zapisuje kolejne karty w swojej historii zmierzania pod prąd. 

Mazda MX-30

Ja póki co w ramach wspierania tego projektu idę otworzyć kolejne wino – nie mogę dopuścić, by Japończykom brakło surowca do wykończenia wnętrza produkcyjnych egzemplarzy, które zaczną zjeżdżać do salonów w drugiej połowie tego roku.

Mazda MX-30

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać