Ciekawostki

Żółty Maluch kabriolet udający Mercedesa. Nic dziwniejszego dziś nie zobaczycie

Ciekawostki 26.01.2019 45 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 26.01.2019

Żółty Maluch kabriolet udający Mercedesa. Nic dziwniejszego dziś nie zobaczycie

Michał Koziar
Michał Koziar26.01.2019
45 interakcji Dołącz do dyskusji

Pamiętacie jak pisałem, że trudno mnie zaskoczyć przeróbką Malucha? Kłamałem. Na Facebooku pojawiła się oferta żółtego Fiata 126p Cabrio stylizowanego chyba na Mercedesa. Dziwnomierz mi eksplodował.

Maluchy cabrio to bardzo popularna sprawa. Wytwarzał takie Bosmal, wiele domowych czy rzemieślniczych przeróbek również nie miało dachu. Czasami jednak ktoś pójdzie z przeróbką o jeden krok za daleko. Ewentualnie siedem, jak w ogłoszeniu, które ktoś mi podesłał.

Co tu się stało?

Już na zdjęciu z ogłoszenia widzimy tył, przerobiony na coś w stylu Mercedesów z dość wczesnych lat 90. Klapa siedzi krzywo i nie pasuje, lampy oczywiście przyciemnione i obowiązkowy spojler. Agrotuning zamontowany na chałupniczej przeróbce. Piękne. Pimp my Maluch.

Samo wejście do auta również jest finezyjne niczym wzornictwo radzieckich czołgów z czasów wojny ojczyźnianej. Trochę przypomina w tym miejscu niedawno opisanego Trabanta. Jakieś wzmocnienia na wypadek dachowania? Chyba te resztki słupków B czy co to w ogóle jest. A tam, kark nie szklanka, zrośnie się. Szyba z przodu? Wystarczy poręcz z autobusu miejskiego.

Środek pominę, są jakieś fotele i wystarczy.

Nie miałem wyboru, musiałem poprosić o więcej zdjęć.

Napisałem do właściciela i dostałem cały zestaw fotografii żółtej bestii. Nie mam pozwolenia by je publikować, więc musicie sami o nie poprosić albo uwierzyć mi na słowo.

Przód okazał się być miniaturową krzyżówką Fiata Ritmo (tego z podwójnymi światłami) i późnej Tatry 613, okraszony wielką gwiazdą mercedesa po środku grilla i kolejną na klapie bagażnika i chyba także na błotniku. Pokrywa wyrobu bagażnikopodobnego jest tutaj pod bardzo dziwnym kątem, a na jej końcu ewidentnie coś pęka. Albo trzecia warstwa farby do płotów, albo szpachla, albo obie te rzeczy. Po otwarciu jest jeszcze śmieszniej. Dziwne konstrukcje z płaskowników mocowanych nitami i elektryka w postaci klasycznego splątanego spaghetti.

Ostatni interesujący element, to sposób montowania klapy silnika. Pomijam, że krzywa czy brak otworów pozwalających na chłodzenie silnika. Chyba widzę zawiasy od zwykłej domowej szafki lub czegoś podobnego. AR-CY-DZIE-ŁO. I to na czarnych blachach i z ubezpieczeniem! Bo przeglądu to na pewno nie ma.

Nie mam pytań.

Nie wiem co kierowało twórcą tego Malucha i chyba nie chcę wiedzieć. Jeśli miał to być dowcip, to udał się świetnie. Trudno nie zaśmiać się przeglądając same zdjęcia.

Czy warto to kupić? Przy cenie 2700 zł trudno znaleźć pozytywne strony pojazdu, który nadaje się tylko na upalanie po polu. Na ulicę i tak nie wyjedziecie, pierwszy patrol zakończy wycieczkę.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać