Felietony

Poranne ćwiczenia z ideologii. Poczytajcie sobie, co mówi dyrektor krakowskiego ZTP

Felietony 15.01.2021 231 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 15.01.2021

Poranne ćwiczenia z ideologii. Poczytajcie sobie, co mówi dyrektor krakowskiego ZTP

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski15.01.2021
231 interakcji Dołącz do dyskusji

I w jaki sposób nagina rzeczywistość pod tezę, żeby skłócić ludzi między sobą. Panie i panowie, oto Łukasz Franek, dyrektor ZTP Kraków. 

Pan Łukasz nie jest takim sobie po prostu antysamochodowym aktywistą, który ma rower na zdjęciu profilowym w socialach i czasem pisze komentarze o tym, że kierowcom śmierdzą nogi. Nic z tych rzeczy, to ktoś znacznie inteligentniejszy i ważniejszy – pracuje w Zarządzie Transportu Publicznego w Krakowie. A dokładnie to jest jego dyrektorem, i umie świetnie przekazać co ma na myśli. Dobrze, czas na wypowiedź, którą chcę skomentować. Gdyby ktoś chciał sobie jej posłuchać w oryginale, to pada ona w tej debacie, czas 1:23:40.

Tak naprawdę parkowanie nie jest zadaniem publicznym. Parkowanie jest problemem wynikającym z naszych prywatnych decyzji. To przywoływał Penialosa [burmistrz Bogoty], jeśli posiadam lodówkę, to muszę mieć gdzie postawić tę lodówkę, a nie oczekiwać od miasta że da mi przestrzeń, żeby ją postawić.

Tak samo jest z samochodem, jeśli go posiadam, to nie jest rolą miasta – gdybyśmy podeszli do tego czysto pragmatycznie – żeby tę przestrzeń oddawać, a już na pewno, żeby oddawać za taką cenę. Ja zawsze się podśmiechiwałem, że gdyby przestrzeń na ulicach i chodnikach, którą konsumujemy dzisiaj na parkowanie, oddać na zasadzie dzierżawy terenów w prywatne ręce, to gwarantuję, że 90% tego terenu nie byłoby wykorzystywane pod parkowanie, a jeżeli już, to za stawki, które byłyby gigantyczne. Więc to jest jakieś subsydiowanie, to jest jakiś model spełniania oczekiwań społecznych, który wynika z faktu, że dopiero uczymy się… że to parkowanie to de facto nie jest problem komunalny, tylko prywatny.

OTÓŻ NIE.

Dość zaskakujące jest, że aktywiści tego typu twierdzą, że ze wszystkich ludzkich potrzeb to właśnie parkowanie jest tą prywatną i dlatego miasto może umyć od tego ręce. Tak naprawdę wszystkie potrzeby są na poziomie prywatnym. Jeśli chcę pójść do parku pokarmić wiewiórki, to jest to moja prywatna decyzja i dlaczego miałbym oczekiwać, że miasto odda część swojej przestrzeni na realizację mojej wiewiórczej potrzeby? Powinienem sam nabyć sobie grunt, zasadzić na nim drzewo, wpuścić tam wiewiórki a potem całość ogrodzić i wiewiórkować sobie do woli.

Podobnie jest z chodnikami: dlaczego miasto miałoby oddawać część swojej przestrzeni na to, żebym ja mógł realizować indywidualną potrzebę przejścia z punktu A do punktu B? To jest mój prywatny problem jak tam dotrę. Zapewniam, że gdybyśmy podeszli do tego czysto pragmatycznie i oddali tereny w prywatne ręce, to prywatni właściciele nie budowaliby chodników i nie sadziliby drzew, o wiewiórkach nie wspominając, tylko przeznaczyliby to na coś, co przynosi im zysk. Ale od kiedyż to prywatyzacja przestrzeni publicznej i zysk trafiający w prywatne ręce są dobre? Od wtedy, kiedy arbitralnie ustalili to aktywiści. Parkowanie = prywatne. Wiewiórki = publiczne. Czego nie rozumiecie?

Dopóki będą samochody, to parkowanie będzie potrzebą społeczną

I nieuwzględnianie jej będzie tak samo „mądre” jak przeginanie w drugą stronę i sypanie wszędzie parkingów. Można oczywiście zabronić posiadania samochodu w ogóle. Wtedy kwestia parkowania zniknie. Jest to jedyny sposób. Czy słuszny? Nie wiem, może w niektórych przypadkach tak. Po prostu oburza mnie, że ktoś – i to ktoś decyzyjny – twierdzi że akurat parkowanie to „zupełnie co innego” niż reszta potrzeb społecznych. Nie, jest takie samo jak inne potrzeby, a miasto jako władza samorządowa istniejąca dla ludzi i dla porządkowania oraz ułatwiania im życia, tę potrzebę też realizuje. Może ją zmieniać w zależności od sytuacji, ale twierdzenie że tylko parkowanie to potrzeba na poziomie prywatnym, a inne potrzeby nie, to zwykła manipulacja.

Cała debata była tak naprawdę ciekawa i padło w niej wiele słusznych stwierdzeń

Obejrzałem zresztą debatę o zmianach w parkowaniu w Katowicach z dużym zainteresowaniem i w większości można się zgodzić z poglądami tam przedstawianymi. Nawet dyrektor Franek w pierwszym swoim wejściu mówi rzeczy zupełnie rozsądne i oczywiste, tzn. to, że nie da się zrobić miejsc parkingowych dla wszystkich mieszkańców centrum Krakowa, bo zabudowa jest zbyt gęsta. Gdy ją projektowano, samochodów jeszcze nie było. Zatem parkowanie w centrum musi być ograniczone i nie ma szans, żeby wszyscy mieszkający w obszarach o gęstej zabudowie mieli samochody.

W zamian otrzymują konkretne korzyści, jak bliskość miejsc realizujących społeczne potrzeby, w rodzaju sklepów, parków, ośrodków zdrowia, szkół i uczelni itp. Tak jest np. na Manhattanie w Nowym Jorku albo w Amsterdamie, podobnie w Paryżu wewnątrz „La Peri” czyli obwodnicy śródmiejskiej. Gdybym mieszkał w którymkolwiek z tych miejsc, z największą radością nie miałbym samochodu. Ale nie poradzę sobie bez niego mieszkając na dalekich obrzeżach absurdalnie rozlanego miasta, jakim jest Warszawa – a Kraków, z tego co zauważyłem, rozlany jest podobnie.

Nie da się jednak zgodzić z tym, że miasto może lekceważyć istnienie kwestii parkowania – chyba, że otoczy się całe murem i zakaże wjazdu samochodem. Jeśli Kraków ma to w planach – kibicuję.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać