Historia

Voyager, Mustang i nie tylko. Te samochody zawdzięczamy Lee Iacocce

Historia 07.07.2019 76 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 07.07.2019

Voyager, Mustang i nie tylko. Te samochody zawdzięczamy Lee Iacocce

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk07.07.2019
76 interakcji Dołącz do dyskusji

Zmarły w środę Lee Iacocca był chyba ostatnim z „wielkich prezesów” potężnej, amerykańskiej branży motoryzacyjnej. To dzięki niemu powstały Ford Mustang, Chrysler Voyager albo Dodge Viper.

Oprócz Elona Muska, o którym dziś napisano już chyba wszystko, większość pozostałych prezesów marek samochodowych jest anonimowych dla opinii publicznej. Są po prostu menadżerami w korporacji, ukrytymi w swoich przeszklonych gabinetach. Czy ktoś wie, jak się nazywa i jak wygląda prezes Volvo? Forda? Hondy? Myślę, że ich nazwisk nie znają nawet pracownicy tych firm.

Era wielkich, charyzmatycznych prezesów się skończyła. Jednym z ostatnich był może Carlos Ghosn, dziś pogrążony w niesławie i obciążony zarzutami o malwersacje finansowe. Kto jeszcze? Zmarły niedawno Sergio Marchionne… no i Lee Iacocca, który odszedł w środę w wieku 94 lat.

New York Times napisał o nim, że był „prezesem na czasy ery telewizji”.

Lee Iacocca

Elon Musk (przepraszam, znów muszę o nim wspomnieć) jest ewidentnie „prezesem ery Twittera”. Tymczasem Iacocca wprowadził nową jakość w erze srebrnego ekranu. Często pojawiał się na wizji i nawet zachwalał produkty kierowanych przez siebie firm w reklamach. Wspominał o tym już Adam w swoim tekście poświęconym Iacocce: prezes wystąpił np. w reklamie Plymoutha Horizona i zachęcał, by klienci po prostu przyszli do salonów i porównali ten wóz z konkurencją. Był pewien, że wygra.

Ale co – oprócz wprowadzenia nowego stylu w zarządzaniu i kreowaniu wizerunku – światu motoryzacji dał Iacocca? Na przykład te modele. Przyznacie, że bez nich świat byłby nudniejszy.

Ford Mustang

Ford Mustang moc

Tani, dynamicznie stylizowany samochód kierowany do młodych ludzi: po prostu musiał zdobyć popularność. I – jak wiadomo – rzeczywiście zdobył. Mustang okazał się wielkim sukcesem Forda i samego Lee, który wkrótce po jego debiucie awansował z wiceprezesa na prezesa.

Iacocca kierował projektem wprowadzenia nowego, sportowego modelu wraz z Donaldem N. Freyem. Inspirację stanowił nieduży prototyp z centralnie umieszczonym silnikiem o nazwie… Mustang. Opracowywany samochód miał się jednak nazywać inaczej. Rozważano m.in. nazwy Cougar, Puma czy Torino. Mustang za mocno wiązał się z lotnictwem, za sprawą samolotu P-51 Mustang. W końcu ktoś jednak wpadł na to, że mustang to też koń. Wtedy uznano, że to słowo, które „kojarzy się z wolnością” i ostatecznie je wybrano.

Co ciekawe, w Niemczech aż do 1978 r. wóz był sprzedawany jako Ford T-5, ponieważ lotniczo-końska nazwa była tam zastrzeżona przez firmę Krupp produkującą ciężarówki.

Ford Mustang prototypy
Po drodze w Fordzie mieli sporo ciekawych pomysłów…

Konstruktorzy mieli działać według następujących zasad: nowy Ford miał mieć cztery miejsca, dźwignię zmiany biegów w podłodze, nie mógł ważyć więcej niż 1100 kg i nie mógł być dłuższy niż 5 metrów. Cena miała wynosić maksymalnie 2500 dolarów, a w opcji musiało znaleźć się dużo elementów z zakresu komfortu.

Udało się. Tuż po debiucie handlowcy nie nadążali ze spisywaniem zamówień, a następnego dnia w gazetach ukazało się 2600 wzmianek i artykułów o Mustangu.

O tym, że ten model przeszedł do legendy chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Od 1964 r. do dziś Mustang jest nieustannie w sprzedaży. Od kilku lat jest najlepiej sprzedającym się autem sportowym na świecie, a jego najnowsza generacja znowu stała się… po prostu dobra. Cieszę się, że Lee Iacocca tego dożył.

Chryslery na platformie K

Lee Iacocca dokonania
Dodge Aries. Piękny!

Gdy Iacocca rozpoczął pracę w Chryslerze, zdołał wynegocjować wyjątkowo wysoką pożyczkę od rządu. Prezydent Carter przekazał firmie z Detroit 1,5 miliarda dolarów na jej ratowanie. To była bezprecedensowa pomoc, ale Lee miał mocną pozycję w Białym Domu i budził zaufanie.

Niedługo później Chrysler wyszedł na prostą i spłacił zobowiązania aż 7 lat przed ustalonym terminem. Sporą zasługę miał w tym debiut modelu Voyager, ale nic nie udałoby się też bez aut na platformie oznaczonej literą K.

Przed jej wprowadzeniem, Chrysler korzystał z wielu różnych platform. Prawie każdy model miał swoją. Przez to trzeba było opracowywać całą masę unikalnych części i budować osobne linie produkcyjne. To kosztowało i było jednym z powodów, dla których wyniki finansowe marki od dłuższego czasu były pisane na czerwono.

Wprowadzona w 1981 r. platforma K była rewolucyjna. Przedtem Chrysler budował wielkie, tylnonapędowe wozy z prostym zawieszeniem i silnikami umieszczonymi wzdłużnie. Tymczasem auta oparte na „K” były mniejsze, przednionapędowe, z niezależnym zawieszeniem i silnikami poprzecznie. Nie były może tak urokliwe, jak poprzednio… ale za to pozwoliły zarabiać. Zwłaszcza w dobie kryzysu paliwowego i w czasach, w których Amerykanie coraz częściej zerkali na tanie, proste Toyoty i Mazdy z Japonii.

Lee Iacocca dokonania
Ale ten Dodge Lancer jest jeszcze piękniejszy.

Budowano na niej nie tylko małe i proste wozy. Powstawały też spore limuzyny, auta sportowe, minivany i auta luksusowe. Mogły mieć silniki V6 i napęd na cztery koła. Dzięki literze „K” na rynek trafiło kilkadziesiąt modeli Chryslera, Dodge’a i Plymoutha, takie jak m.in. Chrysler LeBaron, Dodge Aries, Dodge Dynasty, Plymouth Acclaim czy Dodge Lancer.

Platformę stosowano ją do 1989 roku. New York Times napisał, że „uratowała Chryslera przed śmiercią”. Szkoda, że dziś marka znowu stoi nad grobem.

Chrysler/Plymouth Voyager

Chrysler-Voyager

Mustang był doskonały jako samochód dla młodego Amerykanina, który mógł podjechać po dziewczynę i zabrać ją do kina samochodowego i na milkshake. Ale czym mieli jeździć, gdy pojawiły się dzieci? Z pomocą znowu przybył Lee Iacocca.

Bohater tego artykułu wpadł na pomysł stworzenia minivana jeszcze za czasów pracy w Fordzie. Właściciel marki, Henry Ford II nie był jednak zainteresowany produkcją takiego wozu. Nie przepadał też za Iacoccą i wkrótce go zwolnił, bo… po prostu nie lubił konkurencji. A ambitny i zdolny Lee, który pojawiał się na okładkach magazynu „Time”, wydawał mu się zagrożeniem. Henry Ford zresztą nie owijał w bawełnę: decyzję o zwolnieniu Iacocki uzasadnił jednym zdaniem. „Cóż, czasami po prostu się kogoś nie lubi”.

Iacocca przeszedł do Chryslera. Miał jedno zadanie: uratować tę markę przed bankructwem. I wtedy przypomniał sobie o dawnym pomyśle na minivana.

Projekt nabrał ostatecznych kształtów i trafił do sprzedaży w 1984 r. Nazwano go Voyager, choć 10 lat wcześniej w koncernie takie „imię” już funkcjonowało. Stary Plymouth Voyager był wielkim, 15-osobowym vanem.

Lee Iacocca dokonania
Skrycie marzę o Voyagerze z takim wnętrzem.

Tymczasem nowy model wcale nie był duży, zwłaszcza jak na amerykańskie warunki. Mierzył od 4,5 do 4,8 m. W środku mieściło się jednak aż 7 osób – i to w komfortowych warunkach. Voyager zachwycał praktycznością i doskonałym rozplanowaniem wnętrza. Był też wygodny i relatywnie niedrogi. Nic dziwnego, że klienci go pokochali. Producenci aut często zapominają, że tajemnicą sukcesu jest po prostu oferowanie dobrego auta w dobrej cenie.

PS Moda na vany się skończyła, ale Voyager ma wkrótce powrócić. Taką nazwę ma otrzymać bazowa wersja Chryslera Pacifiki. To trochę łabędzi śpiew tego modelu…

Dodge Viper

Dodge Viper RT/10 na sprzedaż

Samochody na platformie K uratowały Chryslera czy Dodge’a, ale nie można o nich powiedzieć, by były szczególnie ekscytujące. Koncern kierowany przez Iacoccę bardzo potrzebował czegoś, co można by określić mianem „halo car”. Czyli okrętu flagowego i popisu możliwości marki. I czegoś, co zapoczątkowałoby nową filozofię koncernu. Chryslery i Dodge miały przestać być nudnymi wozami dla osób, które dokonują decyzji z ołówkiem i zeszytem w ręku. Miały wejść w lata 90. jako samochody dla yuppies, którzy ciężko pracują, intensywnie imprezują, a później chcą sprawić sobie nagrodę.

Viper zadebiutował w 1992 r. Mówiło się o nim, że był współczesną wersją AC Cobry. Potwornie mocny i szybki, z nietypowym silnikiem V10. Trudny w prowadzeniu i pozbawiony wygód: pierwsze egzemplarze nie miały nawet klimatyzacji ani poduszek powietrznych. Rzeczywiście był idealnym pokazem możliwości i sprawił, że Dodge znowu trafił na plakaty zdobiące pokoje nastolatków. Powstał serial o nazwie Viper, wóz znalazł się też w niezliczonych grach video. Niektórzy mówią, że to był „ostatni ze wspaniałych amerykańskich samochodów”…

Dodge Viper RT/10 na sprzedaż

Gdyby nie Lee Iacocca, nie mielibyśmy na rynku również m.in. Jeepa Grand Cherokee. Odpowiadał też za odrodzenie marki Mercury… a o Fordzie Pinto tym razem nie będę wspominał. Wiecie jak to jest, albo dobrze, albo wcale…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie