Felietony

Wziąłem udział w kursie doskonalenia techniki jazdy. To powinno być obowiązkowe

Felietony 14.02.2020 171 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 14.02.2020

Wziąłem udział w kursie doskonalenia techniki jazdy. To powinno być obowiązkowe

Piotr Szary
Piotr Szary14.02.2020
171 interakcji Dołącz do dyskusji

Niedawno miałem okazję wziąć udział w kursie doskonalenia techniki jazdy. Uważam, że warsztaty zawierające podobne elementy powinny być obowiązkowym elementem kursu na prawo jazdy.

Polska jest krajem ciekawym pod wieloma względami. Jednym z tych względów jest fakt, że praktycznie wszyscy uważają, że na typowym kursie na prawo jazdy kursanci uczą się jedynie, jak „przebrnąć” przez egzamin i zdobyć upragniony kawałek plastiku uprawniający (w przypadku kategorii B) do legalnej jazdy Ferrari Testarossą po zaśnieżonych serpentynach. To oczywiście wyolbrzymienie, ale wiecie o co chodzi.

Samo w sobie nie jest to ciekawe, ale połączmy to z faktem, że Polacy uważają się za dobrych lub bardzo dobrych kierowców, wystawiając sobie średnią ocenę 7,2 pkt. na 10 możliwych. Z jednej strony można się cieszyć, że nie jesteśmy aż tak bezkrytyczni jak inni mieszkańcy Europy (7,7/10), ale z drugiej – podejrzewam, że większość z Was nie przyznałaby nawet 7 pkt. większości kierowców. Choćby przez takie kwestie jak brak zachowania odpowiedniej odległości od poprzedzającego auta – a taki błąd, według przytoczonych przez Salon3Miasto.pl badań Fundacji VINCI Autoroutes, popełnia aż 60 proc. badanych.

Pod względem agresji drogowej znacząco wykraczamy poza europejską średnią (20 proc.) – w Polsce przyznało się do niej 36 proc. Przyznało się, czyli realnie jest zapewne jeszcze więcej. Jeśli ktoś jeszcze wierzył, że te 7,2/10 pkt. to prawidłowa ocena, to powinien już przestać.

Albo taka kwestia telefonu komórkowego – wiedzieliście, że za kierownicą, bez korzystania z zestawu głośnomówiącego nadal korzysta z niego w Polsce aż 47 proc. osób? Podejrzewam, że za sporo tych procentów odpowiadają ludzie, którzy mają w samochodzie zestaw głośnomówiący Bluetooth, ale nawet nie chce im się sparować z nim telefonu. Osobiście dostaję furii, jak po raz kolejny widzę auto w rodzaju Audi Q5, którego kierowca trzyma ten telefon przy uchu.

Ja nigdy nie miałem się za bardzo dobrego kierowcę.

Przyzwoitego – tak. Nieco lepszego od ogółu kierowców na drogach – OK, nieskromnie powiem, że też. Ale nie oznacza to bynajmniej, że miałem się za jakiegoś mistrza kierownicy – żeby osiągnąć taki status, trzeba mieć daleko większe doświadczenie za kierownicą niż mam ja. I w większości przypadków spędzać za kółkiem zdecydowanie więcej czasu. Nie wystarczy umiejętność „zawinięcia” Golfem trójeczką na hamulcu ręcznym wokół latarni pod lokalnym dyskontem spożywczym i osiąganie dobrych czasów na Nordschleife w grach komputerowych.

prawo jazdy kurs
Autor zadowolony z zejścia poniżej granicy 10 minut na Nordschleife.

Na kurs doskonalenia techniki jazdy chciałem udać się od dłuższego czasu.

Tak się złożyło, że taka możliwość się pojawiła, gdy z okazji urodzin dostałem od rodziny voucher na uczestnictwo w takich warsztatach. I powiem tyle: warto.

Program kursu w każdej szkole, która takie warsztaty prowadzi, odrobinę się różni. Zależnie od wybranego programu, wiele z tych punktów powtarza się jednak wszędzie: wśród nich może się znaleźć zwykła jazda po mieście i poza nim, ćwiczenia na placu manewrowym (m.in. samochodem wyposażonym w troleje) czy też ćwiczenia na płycie poślizgowej.

Zależnie od wybranej szkoły i ustaleń, kurs odbywa się za kierownicą własnego auta, samochodów z danego ośrodka lub korzysta się z obu tych opcji.

W moim przypadku niemal cały dzień spędziłem za kierownicą swojego Forda Mondeo. Wyjątkiem była jazda na trolejach. To był zresztą jeden z moich ulubionych elementów kursu. Dla osób, które nie spotkały się wcześniej z takim rozwiązaniem, krótkie wyjaśnienie: troleje to coś w rodzaju wózków podkładanych pod koła tylnej osi samochodu (lub wręcz przykręcanych w miejscu tylnych kół). Posiadają one niewielkie skrętne kółka, przypominające nieco te z wózków sklepowych. Dzięki trolejom samochód jedzie tak, jakby był w permanentnym poślizgu tylnej osi – nawet jeśli porusza się z prędkością pieszego.

Troleje to jedno z ćwiczeń, które pozwala nauczyć się odpowiedniej techniki wychodzenia z poślizgu nadsterownego. Wielu kierowców, szczególnie tych świeżo upieczonych, obawia się w ryzykownej operacji dodać gazu. W przypadku tego ćwiczenia sprawa jest jednak prosta: hamujesz, przegrywasz. Nawet jeśli kontrujesz kierownicą. Płynna i dobrze wykonana kontra jest oczywiście elementem niezbędnym, ale równie niezbędne jest dodawanie gazu – również odpowiednio płynne. To może wyglądać na truizm, teorię zna w końcu wiele osób – ale jak przyjdzie co do czego, nie każdy by umiał zastosować to w praktyce.

W sprawdzaniu płynności jazdy pomaga tzw. test Stewarta. W jego przypadku chodzi o to, że na masce pojazdu zamontowana jest czasza, w której znajduje się piłeczka. Piłeczka powinna oczywiście cały czas znajdować się w tym miejscu – jeśli wyleci podczas któregoś manewru, to wiadomo, że był on wykonany zbyt gwałtownie.

Po ćwiczeniach na placu była kolej na trochę faktycznej jazdy w różnych warunkach.

To okazja do tego, by instruktor poprzyglądał się naszemu stylowi jazdy (a na samym początku kursu także pozycji, którą zajmujemy za kierownicą – ja się nieco zdziwiłem, że siedzę odrobinę za daleko, choć byłem przekonany, że jest ok). Zmiana biegów, przyspieszanie, hamowanie, zmiana pasa ruchu, dobieranie odpowiedniej linii pokonywania zakrętów, utrzymywanie odpowiedniego odstępu – to wszystko są zupełnie normalne elementy codziennej jazdy, ale liczba błędów, które można tu popełnić, jest długa. W moim przypadku szczęśliwie była dość ograniczona – główną uwagą była zbyt szybka zmiana biegów podczas normalnej, spokojnej jazdy. Trochę czasu zajmuje, żeby pozbyć się nawyku nabytego przez 12 lat jeżdżenia…

prawo jazdy kurs
Takie warunki też się trafiły.

Na koniec – płyta poślizgowa.

Płyta poślizgowa, wbrew temu co sądzą niektórzy, nie składa się z żadnych „mat”. To po prostu odpowiedni rodzaj nawierzchni, na którym stale utrzymywana jest warstwa wody. Po takiej płycie można bez problemu spacerować bez ryzyka upadku na miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę (no chyba, że jest mróz). Dla samochodu to jednak większy problem – gdy prędkość jest odpowiednio wysoka, to pojawia się zjawisko aquaplaningu, czyli powstawania klina wodnego pomiędzy oponą a nawierzchnią. A taki klin wodny potrafi sprawić, że nieprawidłowo prowadzony samochód straci sterowność.

Na płycie poślizgowej zaczyna się od prób hamowania z różnych prędkości. O ile z 30 km/h Ford zatrzymał się zdecydowanie wcześniej niż myślałem, to z 50 czy 70 km/h droga hamowania była już dłuższa, niż zakładałem – nie jakoś strasznie, ale to „nie jakoś strasznie” może poskutkować wjechaniem komuś w kufer, jeśli nie zachowa się odpowiedniej dozy ostrożności. Z tego względu jest to doskonałe ćwiczenie.

Dodatkowo wykonuje się też hamowanie awaryjne z omijaniem przeszkody (w postaci kurtyny wodnej – samochodowi nic nie grozi) czy manewr zbliżony do testu łosia. Płynność jazdy i czas reakcji są zawsze kluczem – jeśli coś zawiedzie na tych polach, zapewne tył auta „zacznie nas wyprzedzać”.

prawo jazdy kurs

Obawiałem się, że lata grania w samochodówki mogły mi zaszkodzić.

Okazuje się jednak, że to nie zawsze jest problem. O ile gier samochodowych nie traktuje się jako pretekstu do wjeżdżania w auta przeciwników i drzewa czy szorowania po bandach wokół toru wyścigowego, to wbrew pozorom można też z tego wynieść dobre nawyki – jak choćby dobieranie odpowiedniego toru jazdy czy właśnie zachowywanie odpowiedniej płynności.

Podobne kursy nie należą do tanich, ale to dobrze wydane pieniądze.

Zależnie od lokalizacji i programu szkolenia, kosztuje ono zwykle od okolic 500 do 1500 zł. Najdroższe pakiety to w praktyce niemal cały dzień spędzony za kierownicą, co oczywiście daje bardzo dużo – ale i tych tańszych nie należy skreślać. Osobiście polecam szczególnie takie warsztaty, gdzie można skorzystać ze wspomnianych trolei i z płyty poślizgowej – choć pozostałe elementy kursu też są fajne, to uważam, że wspomniane elementy najbardziej „otwierają oczy” na zachowanie auta w różnych sytuacjach.

Dlatego też bardzo takie kursy polecam – niezależnie od Waszego doświadczenia za kierownicą. Jestem pewien, że większość kierowców będzie w stanie coś z tego wynieść. A to oznacza zwiększenie bezpieczeństwa własnego i innych uczestników ruchu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać