Felietony / Samochody używane

Kupowanie auta używanego to książka, która pisze się sama

Felietony / Samochody używane 07.03.2018 135 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 07.03.2018

Kupowanie auta używanego to książka, która pisze się sama

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski07.03.2018
135 interakcji Dołącz do dyskusji

Kupowanie auta używanego to coś, co robiłem w swoim życiu dziesiątki razy, a mimo to historie, jakie przy tej okazji się przytrafiają, sprawiają że można byłoby napisać kolejną książkę. Tym razem uparłem się na Mercedesa klasy E W210.

Po tylu latach kupowania aut używanych podchodzę już do tego bez szczególnych emocji. Dzwonię do sprzedających i zadaję im różne podchwytliwe pytania, mające zweryfikować czy ich słowa i opis auta w ogłoszeniu w ogóle się zgadzają. Bardzo często to dwie różne rzeczy. Sprzedający gremialnie uznają, że kupujący nie czytają opisów, więc piszą cokolwiek, co ich zachęci, a w trakcie rozmowy przez telefon sytuacja potrafi obrócić się o 180 stopni. Internet przyjmie wszystko, ale już kłamanie zainteresowanemu klientowi do słuchawki jest czymś, z czym dobrze radzą sobie tylko najtwardsi handlarze.

Uparłem się na W210, bo bardzo chciałem mieć Mercedesa, ale nowoczesnego. W210 jako samochód, który nie skończył jeszcze 25 lat, może być oczywiście uznany za auto nowoczesne. Jest bezpieczny, elegancki, ma poduszki powietrzne i klimatyzację, a przy tym jest niezwykle komfortowy. Z zewnątrz – trochę kontrowersyjny, by nie rzec „paskudny”, ale oczywiście najbardziej znany jest z tego, że gryzie go rdza. Postanowiłem jednak nie wierzyć w stereotypy i znaleźć W210, które zapomniało skorodować.

Historia pierwsza: trochę mu wyłazi

Chciałem W210 z silnikiem benzynowym: R4 albo V6. Obie te wersje spotyka się w ogłoszeniach stosunkowo często. Z początku trafiłem na srebrnego W210 z V-szóstką wystawionego w Małopolsce (tego ogłoszenia już nie ma – nie szukajcie). Co śmieszne, samochód miał manualną skrzynię biegów. Z zewnątrz auto prezentowało się świetnie, zadzwoniłem więc do sprzedającego. A jak tam blacha, niech pan powie? – zaatakowałem go od razu. Tu nastąpiła litania pochwał pod adresem tego egzemplarza jako absolutnie idealnego, całkowicie pozbawionego korozji, wręcz wzorowego. Ale czy to oryginał, czy pan go robił? – drążyłem temat.

Wtedy sprzedający trochę stracił rezon i przyznał, że owszem, było robione, tutaj po znajomości, po rodzinie. Właściwie to całe auto jest polakierowane. A czy dobrze polakierowane? Oczywiście. Idealnie, bez zarzutu. A czemu pan sprzedaje? Bo wie pan, tu trochę tak wyszło spod tego lakieru… – sprzedający posmutniał, a ja podziwiam go za uczciwe podejście do klienta. Niestety, auta w całości polakierowane z pomocą znajomych lub rodziny wymagają powtarzania tego zabiegu średnio co 2 lata, a ja aż tak dużo znajomych to nie mam.

Historia druga: stan idealny, nie odpala

Niezrażony kontynuowałem poszukiwania. Tym razem padło na auto z Warszawy z benzynowym silnikiem 2.8 lub 3.2 z 6 cylindrami w rzędzie. Cena była atrakcyjna, wyposażenie bogate i do tego elegancki czarny kolor. Sprzedający przez telefon brzmiał jak człowiek bardzo dystyngowany, pochwalił mi się też że teraz jeździ nadal Mercedesem, tylko że nowszym. To bardzo dobrze. W takim razie chętnie obejrzałbym tego starszego. A nie – to niemożliwe. Bo samochód nie odpala i stoi zamknięty w jakimś garażu podziemnym. Chyba nawet za jeszcze innym autem, ale tego już dokładnie nie pamiętam. W takim razie jakie są możliwości jeśli chodzi o obejrzenie go? Można ewentualnie naładować akumulator, albo przyjechać ze swoim akumulatorem. Albo coś innego, np. wypchnąć go na górę jak ktoś jest bardzo silny. W każdym razie wymagałoby to mnóstwa zachodu, a ja do listy rzeczy odpowiadających za rzekomy „stan bardzo dobry” lub „idealny” dodałem „auta nie da się uruchomić”. Jak będę sprzedawał coś, co nie jest na chodzie, to też może tak napiszę?

Historia trzecia: tablice rejestracyjne wystarczy wydrukować

Zadzwoniłem do autokomisu w Lublinie. Samochód był biały, benzynowy i w atrakcyjnej cenie. Sprzedający nie ukrywał, że jest handlarzem, za co mu chwała. Najgorsi są handlarze, którzy twierdzą, że oni nie handlują, po prostu kupili samochód przez przypadek i teraz sprzedają drożej, ale to absolutnie nie czyni z nich sprzedawców samochodów. Tym razem sprawa była jasna: auto sprowadzone z Włoch, nieskorodowane, trochę ubogo wyposażone, ale za to tanie. Brzmiało dobrze, jednak na wszelki wypadek postanowiłem upewnić się, czy można wracać na kołach. Oczywiście że można – utrzymywał sprzedawca, a następnie zaczął opowiadać, że jego kolega po prostu dorobi na miejscu tablice rejestracyjne, a do tych tablic będzie ubezpieczenie. Nie ma żadnego problemu. Oprócz takiego, że właściwie w takim momencie poruszamy się autem niezarejestrowanym z podrobionymi tablicami. Podniosłem tę kwestię podczas rozmowy, jednak sprzedający stwierdził, że robi tak od lat i nic się nie stało. W pełni mu wierzę, problem w tym że wolałbym nie być tym pierwszym przypadkiem od lat, kiedy coś jednak się stanie.

Była jeszcze ciekawa sytuacja z samochodem z Warszawy, który był wystawiony bez zdjęć wnętrza. Nie oglądam ogłoszeń bez zdjęć wnętrza, bo szukałem W210 z jasną tapicerką, a skoro nie widać jej na fotkach to nie będę zgadywał. Jednak znajomy z internetu postanowił pojechać zobaczyć ten wóz i przekonał się, że brak zdjęć kabiny był uzasadniony. Fotele wyglądały jak pogryzione przez agresywnego psa, a może po prostu podarły się po kilkuset tysiącach kilometrów.

Po czterech miesiącach udało się kupić idealnego Mercedesa W210. Ma prawie wszystko to czego chciałem i „magiczny” przebieg poniżej 250 000 km z dokumentami. Da się? Oczywiście tak się rozentuzjazmowałem, że nie zauważyłem, że z tyłu jeden hamulec nie działa w ogóle, za to drugi „trzyma”.

Jakieś wnioski?


Tak, przede wszystkim należy dzwonić do ogłoszeniodawców mając przed sobą otwarte ogłoszenia, które wystawili i zadawać pytania związane z opisem. Jeśli ktoś pisze „podgrzewane fotele”, to pytamy czy podgrzewane fotele działają. Jeśli pisze „zarejestrowany w Polsce”, to trzeba się dowiedzieć, czy ma ważne OC i badanie techniczne. Wszelkie rozbieżności między rozmową a opisem pozostaje niestety rozstrzygać na niekorzyść sprzedających. I mówię to jako osoba, która zarówno kupuje, jak i sprzedaje samochody używane – średnio jeden na rok (czy to mnie czyni handlarzem?).

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie