Wiadomości / Felietony

55 kierowców ma zostać ukaranych za blokowanie korytarza życia. Ale czy oni faktycznie go blokowali?

Wiadomości / Felietony 04.09.2019 130 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 04.09.2019

55 kierowców ma zostać ukaranych za blokowanie korytarza życia. Ale czy oni faktycznie go blokowali?

Piotr Szary
Piotr Szary04.09.2019
130 interakcji Dołącz do dyskusji

Jak podaje TVN24, wrocławska policja jest na tropie kierowców, którzy 26 sierpnia na autostradzie A4 pod Wrocławiem zawracali i jechali tzw. „korytarzem życia”, by uniknąć stania w korku, który utworzył się z powodu dwóch wypadków. Takich kierowców było co najmniej 55.

Wypadek na autostradzie to niezwykle niebezpieczne zdarzenie. Nie dość, że ucierpieć mogą osoby, które biorą w nim bezpośredni udział, to na tego typu drodze istnieje zwiększone ryzyko najechania na uszkodzone pojazdy i powstania karambolu. To z kolei prowadzi do zwiększenia liczby rannych (czasem i zabitych) i utrudnia prowadzenie akcji ratunkowej.

Żeby choć trochę ułatwić służbom ratunkowym ich zadanie, tworzy się tzw. „korytarze życia”.

Chodzi o to, by w razie pojawienia się zatoru, karetki ratunkowe, radiowozy i pojazdy straży pożarnej miały dość miejsca, by szybko i sprawnie dotrzeć na miejsce zdarzenia. Prawidłowo powinno to wyglądać tak:

korytarz życia autostrada
Warto zapamiętać i stosować w razie potrzeby. / www.korytarzzycia.pl

Wiedza na temat korytarza życia jest w Polsce coraz bardziej powszechna i widać, że kierowcy starają się takowy tworzyć w przypadku, gdy tworzy się korek. Nie jest to może jeszcze poziom naszych zachodnich sąsiadów, ale idzie to ku lepszemu.

Niestety niektórzy zdają się nie wiedzieć, czemu to rozwiązanie służy.

W związku z tym co jakiś czas można zobaczyć w sieci kolejne filmiki przedstawiające kierowców, którzy zawracają i jadą tak utworzonym pasem pod prąd, by wydostać się z zatoru. Pasuje to niestety do obrazu Polaków – jako społeczeństwo mamy spory problem z jazdą autostradami.

Problemów rodzi to kilka – od tych natury formalnej (zakaz cofania i tym bardziej zawracania na autostradzie), po te widoczne od razu – stwarzanie niebezpieczeństwa.

W materiale filmowym dostępnym wciąż na profilu Korytarz życia – włącz myślenie, zarejestrowanym przez kamerkę zamontowaną w wozie straży pożarnej, widać mnóstwo samochodów stojących pod prąd na autostradzie A4 pod Wrocławiem.

Szybko kopiujemy

Ten usuniety film

Opublikowany przez Korytarz życia- włącz myślenie Poniedziałek, 2 września 2019

Policja zidentyfikowała już 55 aut, a do 20 właścicieli wysłała wezwania na komendę. Przyznam szczerze, że gdybym miał taką możliwość, to w pierwszym odruchu z chęcią „uszczęśliwiłbym” każdego z tych kierowców jakąś solidną karą finansową, a może i odebraniem prawa jazdy – niezależnie, czy utrudnił ruch służbom ratunkowym czy nie, po prostu za sam pomysł zawracania na autostradzie i jazdy pod prąd korytarzem życia.

Po przegadaniu tematu z kolegami z redakcji nieco ochłonąłem. Nie, żebym zaczął pochwalać to, co się stało 26 sierpnia, ale przyjrzyjmy się faktom:
– po godzinie 11 zderzyły się dwie ciężarówki w pobliżu węzła Pietrzykowice (143. kilometr autostrady, w kierunku Pietrzykowice – Kąty Wrocławskie),
– niewiele później, na 127. kilometrze, miał miejsce kolejny wypadek – tym razem zderzyło się auto osobowe i ciężarówka,
– już przed godziną 12 korek miał 17 km długości,
– autostradę udało się odblokować dopiero o godzinie 19:25.

Ponad 8 godzin – tak długo droga była nieprzejezdna.

Oczywiście nie można było dokładnie przewidzieć, jak długo potrwa cała akcja. Pierwotnie szacowano, że ruch uda się przywrócić do godziny 15 i taką informację podała m.in. Gazeta Wrocławska. W dobie powszechnego dostępu do smartfonów z internetem nie dziwi mnie, że wiele osób zdecydowało się zawrócić, gdy miało w perspektywie kilkugodzinne oczekiwanie w samochodach w upalny, sierpniowy dzień (według danych meteorologicznych w tej części Polski było wtedy ok. 31 stopni).

Rzecz w tym, że autostrada A4 na tym odcinku ma ten sam problem, co spora część autostrad w innych częściach kraju – jest zbyt wąska.

Ma 2 pasy ruchu i pas awaryjny, nie zawsze można się też spodziewać szerokiego pasa zieleni pomiędzy jezdniami. Innymi słowy, utworzenie korytarza życia sprawia, że innej drogi powrotu nie ma: albo stoimy, być może nawet te 8 godzin, albo ryzykujemy, że zablokujemy jadące do akcji ratunkowej pojazdy, bo ciężarówki okupują pas awaryjny. Tak źle i tak niedobrze.

W całej tej sytuacji nadal jestem wściekły na kierowców, którzy nie usunęli się na czas z drogi wozu strażackiego. Korytarz życia nie służy do tego, by toczyć się 20 km/h ambulansem, żeby tylko komuś nie porysować auta. Korytarz ma umożliwiać szybkie dotarcie do poszkodowanych. A na filmie widać, że w kilku momentach strażacy musieli niemal się zatrzymać.

Jeśli więc straż pożarna czy pogotowie tracą czas, bo ktoś ma problem z odpowiednim ustawieniem samochodu, to sprawa jest na tyle poważna, że w mojej opinii kary się tutaj jak najbardziej należą – i to surowe. Tak to powinno działać, jeśli ktoś stoi jak widły w gnoju, choć ewidentnie ma dość miejsca, by zjechać jeszcze nieco na bok. Składanie lusterek bocznych najwyraźniej też przerasta kierowców – a zawsze to kilka cennych, dodatkowych centymetrów.

Ale co z resztą kierowców?

Mowa o tych, którzy co prawda złamali przepisy i jechali pod prąd lewym pasem/korytarzem życia, ale mieli na tyle oleju w głowie, by się odpowiednio usunąć z drogi i w żaden sposób nie utrudnili służbom dotarcia do miejsca wypadku. Ale jednak zrobili to samowolnie, nie czekając na wytyczne służb. Nie podejmuję się oceny, czy i ewentualnie jaka należy im się kara. Z chęcią jednak dowiem się, jakie mandaty karne otrzymają od policji, bo zapewne jest to tylko kwestią czasu.

A jak według was? Karać? Nie karać? Jeśli karać, to czy ma to być zależne od sytuacji, czy zawsze robić to z taką samą surowością?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie