Felietony

Jeśli samochody to broń, to należy odbierać je prewencyjnie, a nie dopiero po zdarzeniu

Felietony 20.07.2021 482 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 20.07.2021

Jeśli samochody to broń, to należy odbierać je prewencyjnie, a nie dopiero po zdarzeniu

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski20.07.2021
482 interakcje Dołącz do dyskusji

Wiceminister w ministerstwie sprawiedliwości wypowiedział ważne słowa. Możecie już oddać samochody.

Wiceminister Marcin Warchoł w rozmowie z Super Expressem powiedział tak:

Samochód w rękach pijanego kierowcy jest tym samym, co nóż czy broń palna w rękach przestępcy

Otóż nie.

Nie chce mi się nawet tłumaczyć, jak nietrafiona i demagogiczna jest taka analogia i w którym miejscu pomija działanie umyślne w przeciwieństwie do nieumyślnego. Wydaje mi się też, że znam sporo zastosowań samochodu, które nie są zabijaniem ludzi, a nie znam żadnego innego zastosowania broni. Ale przyjmijmy nawet na chwilę, że jest prawdziwa. 

Jeśli samochód to broń, to należy sprawdzić, czy dana osoba ma zezwolenie na jego posiadanie. O ile nie ma, należy go skonfiskować profilaktycznie. Tak to działa z bronią – nie masz pozwolenia, to ją tracisz. Przepisy o konfiskacie należy zatem rozpocząć od skonfiskowania wszystkich samochodów w Polsce do czasu uzyskania zezwoleń na ich posiadanie.

Myślicie że oszalałem?

To raczej nie ja – w naszym kraju przez wiele lat po wojnie posiadanie prywatnego samochodu wymagało zezwolenia na szczeblu rady narodowej. Pokolenie powojennego wyżu demograficznego świetnie te zezwolenia pamięta. Należy zatem do tego wrócić, przeprowadzić szeroko zakrojone testy psychologiczne, zwłaszcza w kwestii spożywania alkoholu i na tej podstawie zwrócić auta lub nie. Nie ma sensu czekać, aż stanie się coś złego, czyli dany kierowca lub kierowczyni wsiądą za kółko po pijaku/wyciągną broń i zaczną nią wymachiwać. Należy reagować natychmiast.

Testy psychologiczne będą obejmowały stosunek do alkoholu: jeśli właściciel samochodu przyzna, że spożywa alkohol w jakiejkolwiek ilości, nie będzie mógł odebrać swojego skonfiskowanego auta. To jedyne logiczne rozwiązanie. Jeśli ma samochód, a zdarza mu się pić, to oznacza że istnieje realne niebezpieczeństwo, że wsiądzie za kierownicę po spożyciu. Dlatego należy przeprowadzić konfiskatę profilaktyczną.

Bądźmy poważni

Nie znam głupszej i prymitywniejszej metody niż konfiskata samochodu. Ma ona znacznie więcej wad niż zalet. Po pierwsze, ktoś może jechać nie swoim autem i śmiać się z tego, że auto skonfiskowano komuś innemu, podczas gdy on ujdzie karze. O tym już pisaliśmy. Jest jednak druga sytuacja: jeśli policjant kontrolujący trzeźwość dostaje do ręki narzędzie, jakim jest decyzja, czy pijanemu skonfiskują auto czy nie, to… słucha pan, wyszło nam tu 1,02 na alkomacie. Od 1 promila konfiskujemy. Lubi pan swoją beemkę? No, to ja mogę wpisać 0,88 i tylko pan straci prawko. Rozumie pan chyba? Nooo, i załatwione. Idę pisać kwity. 

Do tego dochodzi kwestia rozkalibrowanych alkomatów. Jeśli alkomat nie ma kalibracji i pokazuje zasadniczo co uważa, to właściwie będzie można każdemu odebrać samochód. Jaki to problem? Nielubianemu lokalnemu biznesmenowi zabierze się jego Mercedesa, podając jako dowód odczyt z nieskalibrowanego alkomatu. Alkomat i prawidłowość jego wskazań w przypadku groźby konfiskaty stają się niezwykle ważnym elementem dowodowym. A o tym, jak z alkomatami jest, napisał Paweł.

Ja mam taką propozycję

Niech będzie jak w filmie „sędzia Dredd”. Policjant może zastrzelić na miejscu pijanego kierowcę. Ależ by to było skuteczne! Nikt by już nie jeździł pijany! A nie, czekaj. To tak nie działa. Osoba pijana wsiada za kierownicę, bo po pierwsze jest umiarkowanie świadoma co robi, po drugie – uznaje, że jej się uda. Nikt nie zakłada „dobra, najwyżej tylko dwa lata paki, to w razie czego się odsiedzi”, każdy zakłada że „da radę”. Prymitywne, średniowieczne kary w stylu konfiskaty nie działają, tak jak na Filipinach nie działa rozjeżdżanie samochodów buldożerem. Wydawałoby się, że po jednym rozjechaniu wszyscy się zreflektują, ale nie. Wkrótce pojawiły się kolejne auta do rozjeżdżania, a potem następne.

No ale dobrze, niech wprowadzą tę konfiskatę

Nie planuję jeździć po pijanemu, więc będę tylko się cieszył z tanich samochodów na przetargach odebranych pijanym kierowcom. Najbardziej liczę na jednego gościa, co mieszka przy ulicy M. po drugiej stronie Wisły i na jego idealnego Pontiaca Trans Sport. Może akurat trafi na rozkalibrowany alkomat. Gorzej, jeśli ten sam alkomat-gratomat spotka mnie. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać