Relacje

Oko w oko z nową Kią Ceed

Relacje 07.04.2018 23 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 07.04.2018

Oko w oko z nową Kią Ceed

Piotr Barycki
Piotr Barycki07.04.2018
23 interakcje Dołącz do dyskusji

Do nowej Kii Ceed prawdopodobnie mało kto będzie wzdychał. Ale jest duża szansa, że to będzie twój następny samochód – może służbowy, ale niekoniecznie. Klienci prywatni też lubią takie modele.

Nowy Ceed (teraz już bez ‚) jest bowiem autem – przynajmniej na pierwszy rzut oka – według wszelkich miar… w porządku.

Z zewnątrz, w porównaniu do poprzedniej generacji, stał się o wiele bardziej europejski (nic dziwnego – zaprojektowano go w Europie i tu będzie produkowany). Mniej jest tutaj ostrych krawędzi i dziwnych proporcji – zastąpiły je linie raczej łagodne i stonowane.

Zamiast charakterystycznej formy zbliżonej do klina, nowy Ceed wygląda po prostu jak kompakt. Może z profilu nawet zbyt generycznie, ale trudno będzie znaleźć kogoś, kto uzna, że ten samochód jest brzydki.

A że nie jest olśniewająco piękny? Cóż, raczej nie taki był plan.

Sporo dobrego zresztą dzieje się z przodu. Daleko Ceedowi do potworkowatości obecnego Sportage, a w odpowiedniej wersji wyposażenia wygląda nawet odrobinę drapieżnie. Jakieś geny Stingera mogły się tutaj faktycznie przyplątać.

Front jest zresztą w zasadzie jedynym elementem nadwozia Ceeda, co do którego nie można mieć wątpliwości, że pochodzi od Kii. Charakterystyczny grill i światła spełniają swoje zadanie wzorowo.

Tył jest natomiast tak bardzo normalny, że gdyby nie przyjemny dla oka projekt tylnych świateł, prawdopodobnie nikt nie zatrzymałby na nim dłużej wzroku.

Nowy Ceed jest od poprzednia dłuższy, szerszy i niższy. I ładniejszy.

I w sumie nowy Ceed cały jest taki z zewnątrz. Poprawny, stonowany, z frontem typowo w stylu Kii, ale poza tym niezbyt porywający. Nawet z pokazowych felgach i ze wszystkimi zewnętrznymi dodatkami.

Podobna historia dzieje się we wnętrzu.

Ekran multimedialny może mieć maksymalnie przekątną 8″. Jego „tabletowość” mi akurat nie przeszkadzała.

Wnętrze nowego Ceeda jest – tak, zgadliście – niebrzydkie i sensowne. Do środka wsiada się wygodnie przez otwierające się szeroko drzwi, po czym równie wygodnie zajmuje się miejsce w zaskakująco wygodnych (przynajmniej na pierwszy rzut czterech liter) fotelach, wyposażonych w tym egzemplarzu w elektryczną regulację.

7-stopniowa skrzynia automatyczna to oczywiście opcja.

Sam projekt kokpitu, z wyjątkiem chromowanych detali, zegarów w głębokich tubach i przyjemnie wyglądającej, subtelnie wyprofilowanej kierownicy, też raczej nikogo nie porwie.

Cieszy natomiast fakt, że zdecydowano się zachować fizyczne przyciski do obsługi klimatyzacji i podgrzewania foteli oraz kierownicy, a cały panel skierowany jest minimalnie w kierunku kierowcy.

Rozmiar umieszczonej pod tym panelem półeczki z opcją ładowania bezprzewodowego też nie powinien rozczarować nawet posiadaczy większych smartfonów.

Trochę tylko szkoda, że o ile tworzywo pokrywające kokpit aż do łączenia przy panelu klimatyzacji jest jak najbardziej w porządku, o tyle poniżej jest już naprawdę twardo.

Tego jednak można się w tym segmencie spodziewać. O wiele istotniejszy jest fakt, że swobodnie można zająć wygodną pozycję za kierownicą (nawet zaskakująco niską!), a pasażerowie siedzący z przodu nie powinni narzekać na miejsce w żadną stronę.

Miejsca nie powinno brakować też w bagażniku. Jest całkiem spory (395 l), foremny, a próg załadunku nie jest przesadnie wysoki. W razie czego, możemy oczywiście złożyć tylne fotele i powiększyć przestrzeń załadunkową.

Jeśli jednak na kanapie z tyłu chcemy wozić ludzi, to z tym też nie powinno być wielkiego problemu, o ile nie odsuniemy przednich foteli maksymalnie do tyłu. Kanapa jest wygodna, delikatnie profilowana, a opcjonalnie możemy ją doposażyć także w podgrzewanie (przednie fotele mogą być też wentylowane).

Poza tym na pokładzie znajdzie się (oczywiście za dopłatą) zestaw systemów podnoszących bezpieczeństwo jazdy, które działając razem są w stanie zapewnić autonomiczną jazdę poziomu drugiego (do prędkości 130 km/h).

Nie będziemy więc mogli w nowym Ceedzie całkowicie zapomnieć o prowadzeniu i kontrolowaniu tego, co dzieje się na drodze, ale w długiej podróży automat będzie nas w stanie przynajmniej trochę odciążyć. O ile będzie to rozsądnie wycenione i będzie działać poprawnie – brałbym bez zastanowienia.

Ale najbardziej jestem ciekaw dwóch rzeczy.

Po pierwsze tego, jak jeździ się i jakie wrażenie robi standardowa wersja, która będzie wyjeżdżać z salonów, a nie maksymalnie doposażona pokazówka. Bo że będzie miała dobrą cenę, długą gwarancję i będzie się dobrze sprzedawać – wiedzą pewnie wszyscy.

I najważniejsze pytanie – czy wielki przycisk Sport będzie w ogóle wart wciskania go?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać