Felietony

„Nie skreślaj życia tak prędko”: ta kampania jest słaba i nieskuteczna. To wyrzucone pieniądze

Felietony 17.10.2018 392 interakcje
Adam Majcherek
Adam Majcherek 17.10.2018

„Nie skreślaj życia tak prędko”: ta kampania jest słaba i nieskuteczna. To wyrzucone pieniądze

Adam Majcherek
Adam Majcherek17.10.2018
392 interakcje Dołącz do dyskusji

W najnowszej kampanii zachęcającej do zmiany zachowań na drodze nie ma nic, co sprawiłoby, że zapamiętasz ją na dłużej. Albo czymkolwiek się przejmiesz.

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (KRBRD) przygotowała nową kampanię edukacyjną wskazującą na jedną z głównych przyczyn wypadków drogowych w Polsce – niedostosowanie prędkości do warunków drogowych. Chyba. Edukacji nigdy za wiele, czego dowodem jest niedawny tragiczny wypadek na Słowacji. Wielu kierowców zdaje się wciąż nie dostrzegać zagrożenia, jakie niesie ze sobą przesadzanie z prędkością. I tak długo jak tak się dzieje, kampanie tego typu to konieczność. 

Tego typu, ale błagam – nie takie.

Jednak mam nieodparte wrażenie, że najnowsza produkcja KRBRD pod hasłem „Nie skreślaj życia tak prędko” szybko przejedzie przez internet kompletnie niezauważona i nie wniesie specjalnie wkładu w edukację. Dlaczego? 

1) Bo jest potwornie nudna.

Oczywiście – temat jest poważny i nie ma co z niego żartować. Ale kampania powinna przykuwać uwagę. A w mojej opinii tegoroczna kampania KRBRD nie ma na to szans. 

W 45-sekundowym spocie oglądamy cztery osoby, które podają swoje nieszczęśliwe numery – 100, 70, 90 i 130. To prędkości, przy jakich dotknęła ich tragedia na drodze. Smutnymi głosami dodają kilka słów opisujących te sytuacje. „To była prosta droga” „Była piękna pogoda, jechałem nad jezioro”, „Prosiłam, by nie pędził tak szybko”. W międzyczasie na ekranie pojawiają się szczegóły statystyk. Po chwili lektor dodaje: „przekraczając prędkość narażasz życie oraz zdrowie swoje i innych. Nie skreślaj życia tak prędko”. Zobaczcie sami:

I koniec. Mamy więc cztery smutne, gadające głowy na szarym tle, do przeczytania cztery długie zdania, tak do siebie podobne, że w zasadzie trzeba przewinąć klip, żeby dostrzec różnice między nimi, a na końcu moralizatorski komentarz lektora o czymś zupełnie innym, niż wynikałoby z treści.

Już sobie wyobrażam tę chwilę refleksji, na którą zdobywa się statystyczny kierowca jeżdżący „szybko, ale bezpiecznie” po obejrzeniu takiego materiału.

2) W zasadzie nie wiadomo o czym jest.

Cały ten klip nie trzyma się kupy. Najpierw słyszymy liczby, które nie brzmią przerażająco – 100, 70, 90, 130 to w określonych warunkach prędkości zupełnie legalne i trudno jednoznacznie mówić o przekraczaniu prędkości. Tymczasem w tle pojawiają się zdania typu „W 2017 roku doszło do prawie 7000 wypadków z powodu niedostosowania prędkości do warunków ruchu”. Aha, czyli chyba chodzi o to, że nawet poruszając się w limitach prędkości przewidywanych przepisami (bo nigdzie nie sprecyzowano, że chodzi o przekraczanie dozwolonej prędkości), można zrobić sobie i komuś krzywdę, jeśli będzie to prędkość niedostosowana do warunków ruchu. No jasne, wyobrażam sobie, że gdy leje deszcz, czy na drodze jest gołoledź, to nawet 90 poza terenem zabudowanym może być śmiertelnie groźne. 

Ale chyba nie chodzi o to, bo ludzie biorący udział w klipie (trudno powiedzieć, czy to aktorzy, czy prawdziwe ofiary, jeśli ofiary to szczerze im współczuję) mówią, była „prosta droga”, „piękna pogoda” itp. Skoro więc warunki były dobre, to chyba jednak chodzi o przekraczanie prędkości. Ale nie, bo przy każdej kolejnej osobie w tle pojawia się nowe zdanie o skutkach niedostosowania prędkości do warunków ruchu. Ale zaraz, zaraz, chyba znowu jednak nie, bo po wszystkim lektor mówi, o przekraczaniu dozwolonej prędkości. 

Komunikat kampanii nie jest jednoznaczny. 

Nie wiadomo, czy ostrzega o tym, że nawet jadąc przepisowo, ale nie dostosowują prędkości do warunków ruchu, można doprowadzić do wypadku (bo 70, czy 90, a nawet 130 to przecież normalne prędkości podróżowania), czy piętnuje przekraczanie prędkości (bo 70, 90 i 130 to w niektórych miejscach prędkość powyżej dozwolonej). A temat powinien być jednoznaczny, bo inaczej rozmywa się przekaz kampanii. 

I dziwię się KRBRD, bo w swojej historii miało dużo lepsze produkcje. Zrobione z pomysłem, z biglem, wciągające i robiące wrażenie. Choćby dwie z 2015 r., o alkoholu: 

I znakomita, nagradzana, choć przydługa, Zgazu Tanoga: 

Albo ta o przekraczaniu prędkości z 2014, inspirowana znakomitymi kampaniami TAC z Nowej Zelandii:

Każda z nich odbiła się echem w sieci i miała ponad sto tysięcy odsłon. Kolejne były znacznie słabsze, nie osiągnęły nawet jednej dziesiątej tych wyników. I zgaduję, że z aktualną będzie podobnie.

O czym jest więc ta kampania, chyba nie wiedzą sami twórcy. Ale ważne, że jest nowy spot, zrealizowany z pomocą funduszy europejskich, a na koniec pojawia się jeszcze oznaczenie Ministerstwa Infrastruktury. Dwa dni po opublikowaniu na YouTubie klip dotarł do ok. 900 osób. Virala z tego nie będzie. Może KRBRD powinna zaangażować twórców kampanii GIS-u przeciwko dopalaczom? Ta też wygląda, jakby była zrealizowana bez budżetu, a jednak było o niej głośno.

Jeszcze raz dodam – trzeba edukować kierowców, ale w sposób, który przyciągnie uwagę i nie zostawi pola na domysły, o co właściwie chodzi. Przyciągnie, zainteresuje, sprawi, że chętnie do niej wrócisz albo pokażesz znajomym. A widząc na ekranie gadające głowy na szarym tle, raczej sięgniesz po pilota. I za chwilę o niej zapomnisz. A szkoda.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać