Przegląd rynku

W życiu nie kupiłbyś żadnego z tych aut. W obecnych czasach ustawisz się po nie w kolejce

Przegląd rynku 06.12.2021 142 interakcje

W życiu nie kupiłbyś żadnego z tych aut. W obecnych czasach ustawisz się po nie w kolejce

Piotr Barycki
Piotr Barycki06.12.2021
142 interakcje Dołącz do dyskusji

Czyli lista odpowiedzi na pytania znajomych „jakiego crossovera albo SUV-a kupić”, jeżeli chcecie ich trochę potrollować.

Albo inaczej – lista SUV-ów i crossoverów, które raczej nigdy nie trafią na listę pewniaków lub najczęstszych wyborów. Nudno na pewno nie będzie.

Fiat 500X Dolcevita

„Podoba mi się Fiat 500X, ale wolałbym, żeby nie miał dachu” – nie powiedział nikt nigdy, co nie przeszkodziło jednak Fiatowi w stworzeniu właśnie takiej wersji. Ok, dach jest, ale w większości jest materiałowy i przez te kilka tygodni miesięcy w roku można się cieszyć wiatrem we włosach. W kompaktowym crossoverze. No i tylko do czasu, kiedy ktoś siedzący z tyłu nie każe ci tego zamknąć, bo mu wieje, albo coś w tym guście.

Żeby było jeszcze weselej, takiego 500X Dolcevita można kupić z silnikiem 1.0 pod maską i manualną skrzynią biegów. To będzie kiedyś piękny youngtimer – manual, 1.0, crossover, miękki dach. Ludzie będą ze smutkiem wspominać, że takich samochodów to już dzisiaj nie robią. Ciekawe, czy z polskich salonów wyjedzie więcej niż 5 egzemplarzy.

Oczywiście w naszej redakcji 500X Dolcevita – ze względu na swoją dziwność – wzbudza niemal jednogłośny zachwyt, ale do wycieczki do salonu nikomu się jeszcze nie spieszyło. Tym bardziej, że najtańszy 500X z dziurą w dachu i automatem kosztuje minimum 104 100 zł – jakieś 13 000 zł więcej niż wersja bez dziury…

T-Roc Cabrio

Volkswagen T-Roc Cabriolet 2020
Model przed liftingiem

Do tej pory nie potrafię zrozumieć kilku rzeczy. Raz – kto na to wpadł. Dwa – kto na to wpadł po raz drugi, uwzględniając T-Roca Cabrio w poliftingowej gamie. I trzy – dlaczego to się tak dobrze sprzedaje, przynajmniej w Niemczech.

W Polsce pewnie T-Roc Cabrio byłby dokładnie taką samą ciekawostką jak 500X Dolcevita, a może nawet jeszcze większą, bo to w końcu jeszcze bardziej kabriolet, podczas gdy 500X to zaledwie standardowy SUV, ale z materiałową pokrywą nieistniejącego panoramicznego okna dachowego. Zresztą był u nas przez jakiś czas Range Rover Evoque bez dachu i co? I nic. Na drogach widziałem go może raz w życiu, a to w końcu ten segment cenowo-markowy, że ludziom zwisa praktyczność i wyróżnienie się z tłumu wychodzi na pierwszy plan.

A jednak nie wypaliło – i nie dziwię się, że T-Roca Cabrio w Polsce nie ma i raczej już nigdy nie będzie. Chyba że ktoś sprowadzi na własną rękę.

Subaru XV

Była ostatnio w naszej redakcji mini-dyskusja na temat tego, czy są jakieś powody, żeby szukając podniesionego samochodu brać pod uwagę XV. Padły dwa – standardowy okrzyk Symmetrical AWD! oraz, już nieco ciszej, spory prześwit (22 cm!). Na tym niestety pomysły się skończyły – po czasie mogę jeszcze dorzucić silnik o pojemności 2.0 w aucie tych rozmiarów (nawet jeśli pojemność nie przekłada się na przyspieszenie) i standardowe CVT w każdej wersji. Szczególnie, że – według obecnego przelicznika w euro – najtańsza wersja (dalej z S-AWD i CVT) kosztuje 112 530 zł. Nie tak znowu źle.

Tylko co poza tym? Bagażnik jest mały, wyciszenie przeciętne, przyspieszenie w bazowej wersji woła o pomstę do nieba (13,9 s), średnica zawracania jest taka, jak w aucie segmentu D, a już sam fakt, że cennik jest w euro, a nie w złotówkach, odrzuci pewnie na dzień dobry większość klientów. O systemie multimedialnym nie wspominając.

Jasne, można się spierać, że to proste, uczciwe auto, które przejeździ większość ulubionych w Polsce wynalazków – może być nawet w tym stwierdzeniu prawda. Co i tak nie zmienia faktu, że spośród masy osób, z którymi rozmawiałem i które planują kupić crossovera w zbliżonej cenie, w życiu nie słyszałem, żeby ktoś rozważał XV. A i ja go im nie proponowałem…

Fiat Panda Cross 0.9

Wyobraźmy sobie taki scenariusz: ktoś bardzo potrzebuje niedużego, względnie niedrogiego auta. Jednocześnie chce, żeby było jakoś przynajmniej minimalnie terenowe, ale nie tak na niby, tylko żeby naprawdę umiało przejechać po czymś więcej niż krawężniku przed przedszkolem. No i do tego kompletnie jest mu obojętne, jaki to ma silnik, byle tylko toczyło się do przodu. Miejsce w środku? Może być, może nie być. Dustera nie chce, bo za duży. Mało prawdopodobny zestaw wymagań? Zdecydowanie.

I w tym momencie na scenę wjeżdża, cały na Czerwony Bartolini, Fiat Panda Cross 0.9 TwinAir 85 KM 4×4 – chyba jedno z najdziwniejszych pod względem konfiguracji napędowej aut na rynku. Owszem, mamy tutaj napęd na obie osie, ale pod maską groźnie warczy jednostka o zaledwie dwóch cylindrach. Już trzy sprawiają, że niektórzy trzęsą się w świętym oburzeniu, a tutaj dostajemy o jeden mniej. I to jeszcze z 4×4.

Mam poważne wątpliwości, czy w salonach Fiata klienci często pytają o taki właśnie wariant. Zresztą na całym OLX jest takich wersji zaledwie kilka, natomiast na Otomoto jest cała jedna, nowiutka sztuka.

Przy czym żeby tej Pandy zbytnio nie krzywdzić, trzeba jej przyznać, że niespecjalnie ma jakąkolwiek konkurencję, jeśli ma być jak najtaniej i z 4×4. Najtańszy Duster z takim napędem kosztuje co najmniej 88 300 zł. Najtańsza Panda – 72 400 zł. Potężna różnica – o ile oczywiście uda wam się zamówić którekolwiek z tych aut do produkcji.

Suzuki Ignis

suzuki ignis cena 2020

Właściwie ten sam pomysł, co w przypadku Pandy, ale silnikowo mniej ekstremalnie, bo pod maską jest 1.2 i 4 cylindry. Poza tym zgadza się wszystko – też małe auto miejskie, też sprzedawane z napędem 4×4 i też raczej umiarkowanie popularne w naszym kraju. Zresztą nawet cena jest zbliżona, bo Ignis 1.2 DualJet 4WD kosztuje na start 74 500 zł.

Obstawiam, że oba mogłyby też wziąć udział w konkursie pt. „jakiego crossovera za około 75 000 zł nie brałeś pod uwagę przy zmianie auta”. Pewnie w przypadku większości kupujących oba zajęłyby taką samą pozycję – chyba że ktoś faktycznie za wszelką – byle niską – cenę chciał mieć 4×4. W takiej sytuacji oba modele były pewnie na szczycie listy zainteresowania.

Jeep Compass 4xe

Mój ulubiony dziwny Jeep, w którym w sumie nie wiem, co zostało z Jeepa. Fakt, wygląda groźnie (z przodu, bo z profilu to już tak średnio) i ma napisane Jeep. Ale jeśli chcielibyście np. wersję spalinową z napędem na obie osie to… nie, nie dostaniecie jej. Przypomnę na wszelki wypadek, że spalinowe 4×4 można dostać w Ingnisie. I Pandzie. I oczywiście Dusterze. W sumie to opcjonalnie można go też mieć w masie aut tego segmentu – ale w Jeepie Compassie już nie.

To znaczy można mieć 4×4, ale tylko pod warunkiem, że sięgniemy po wersję 4xe, czyli hybrydę plug-in. A to oznacza, że z samochodu, który na start w wersji spalinowej kosztuje 99 900 zł (RM2021) robi nam się auto, które kosztuje… 195 300 zł. Klienci walą do salonów drzwiami i oknami.

Ciekawostka: Jeep Compass 4xe ma wersję wyposażenia ‌ Sustainability. Niestety cennik nie był mi w stanie wyjaśnić, o co w niej chodzi.

DS4

Niechętnie wrzucam na tę listę DS4, bo wygląda naprawdę dobrze (a w środku to nawet zjawiskowo), ale za 114 900 zł na start, w kraju, który żadnego sentymentu do DS nie ma… to się nie może udać.

Do tego DS chyba trochę przekombinował, jeśli chodzi o gamę wersji DS4. Do wyboru jest 9 różnych wariantów, a przy tym są tak pomieszane, że konieczne okazało się rozrysowanie tego wszystkiego na specjalnym diagramie.

Ale nie zniechęcajcie się do niego – w końcu ktoś go musi kupić, żebym za jakiś czas wrzucił go na listę ewentualnych zakupów za 20 000 – 30 000 zł. Choć pewnie sporo i tak przyjedzie do nas z Francji, gdzie DS ma się całkiem-całkiem.

Co jeszcze łączy te wszystkie auta?

W normalnych czasach pewnie można byłoby dopisać, że na te modele – w przeciwieństwie do tych popularniejszych – pewnie dostaniemy w salonie większe rabaty, szczególnie na egzemplarze stockowe. Tylko że rabatów już dzisiaj nie ma i pewnie przez długi czas jeszcze nie będzie, więc niespecjalnie wiem, jaki byłby zysk z bliższego zapoznawania się z nimi. Może z wyjątkiem sytuacji, kiedy zależy nam na konkretnej opcji i połączeniu (np. auto miejskie + 4×4) – wtedy jasne, droga wolna.

No i może z wyjątkiem sytuacji z początku tekstu, gdzie ktoś pyta nas o to, jakiego SUV-a/crossovera kupić, a my podrzucamy mu coś z tej listy. Duże prawdopodobieństwo, że więcej nie będzie nam zawracał już głowy pytaniami, które w 99 proc. przypadków mają go tylko utwierdzić w tym, że dobrze wybrał już wcześniej swój ulubiony model.

Gorzej, jeśli faktycznie nasza propozycja go przekona…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać