Przegląd rynku

Przegląd: samochód z automatem do 90 000 zł, w którym nie wyglądasz jak kierowca Ubera

Przegląd rynku 11.10.2019 159 interakcji

Przegląd: samochód z automatem do 90 000 zł, w którym nie wyglądasz jak kierowca Ubera

Piotr Barycki
Piotr Barycki11.10.2019
159 interakcji Dołącz do dyskusji

Mamy do wydania 90 000 zł na samochód. Sprawa jest prosta – idziemy po Golfa, Octavię albo Astrę. Albo… nie. Kupmy coś innego. Coś, w czym nie będziemy wyglądać jak kierowca Ubera albo smutny pracownik smutnej korporacji.

Łatwo w tym budżecie wprawdzie nie będzie, ale w dużej mierze dlatego, że do naszego subiektywnego warunku dorzucamy jeden obiektywny. Samochód ma mieć obowiązkowo automatyczną przekładnię. Klasyczną, dwusprzęgłową, bezstopniową – obojętne, mamy po prostu mieć opcję przekazania zmiany przełożeń komputerowi.

Szukamy więc samochodu, w którym nikt nie pomyli nas z kierowcą Ubera i/lub korposzczurem w korpowozie, a do tego nie ma mowy o ręcznym mieszaniu biegami. Budżet: ok. 90 000 zł brutto.

Czas start.

Skoda Kamiq

Mam taki mały sekret – z jakiegoś dziwnego powodu podoba mi się Skoda Kamiq. Szczęśliwie szanse na to, że to podobanie przełoży się na chęć zakupu wynoszą zero. Szczęśliwie też nie muszę się już z moim sekretem kryć.

Ale gdyby ktoś dał mi 90 000 zł i kazał kupić Kamiqa (przyznam, dziwna sytuacja) z automatyczną przekładnią, to nie byłoby tak trudno. Wersja wyposażenia Ambition, do tego 1.0 TSI 115 KM z DSG, obowiązkowy szary, niemetalizowany lakier (dlaczego za dopłatą?), wnętrze Dynamic i jeszcze starczyłoby na pakiet Comfort i Tech. No, wyszło na końcu 91 300 zł, ale da się to jakoś przeżyć.

Tym bardziej, że na pokładzie miałbym 8-calowy wyświetlacz systemu multimedialnego z Android Auto i CarPlay, USB-C, dwustrefową klimatyzację, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, przyciemniane szyby, adaptacyjny tempomat (!), podgrzewane przednie fotele, podgrzewane dysze spryskiwaczy przedniej szyby, czujnik deszczu i zmierzchu, regulację foteli z przodu na odcinku lędźwiowym, kamerę cofania, 16-calowe felgi, Bluetooth, kierownicę obszytą skórą i jeszcze trochę zabawek.

A że to crossover? Że za to można kupić 40-letnie premium z silnikiem nie z kosiarki? Możliwe.

Mini One 3D

Rzutem na taśmę, ale mamy auto, którego na pewno żadne korpo nie kupi jako samochodu służbowego (pomijając wozy reklamowe). A już na pewno nie w takiej konfiguracji – bazowy silnik, totalny golas, troje drzwi i do tego automatyczna przekładnia (dwusprzęgłowa).

Żeby było jeszcze bardziej nieflotowo, dodajmy jeszcze lakier Solaris Orange i zakończmy konfigurację na 91 645 zł. Albo nie, zostańmy przy smutnym szarym i dla przyzwoitości zamówmy automatyczną klimatyzację.

91 072 zł na liczniku.

Jeep Renegade

Tutaj mały problem, bo już najtańsza konfiguracja z automatem przekracza budżet, ale skoro Kamiqowi pozwoliliśmy, Mini się upiekło, to niech Jeep też ma. Tym bardziej, że wygląda najbardziej niegarniturowo.

Co dostaniemy za 93 200 zł? Silnik Firefly Turbo 1.3 (!) z przekładnią DCT. Moc? 150 KM, czyli całkiem nieźle. Szybko nie będzie (9,4 s), ale i tak to jedna z mocniejszych i pojemniejszych kombinacji w naszym zestawieniu.

Nie będzie natomiast szału, jeśli chodzi o wyposażenie. 5-calowy ekran dotykowy, 16-calowe felgi, Bluetooth, tempomat, manualna klimatyzacja, elektrycznie otwierane okna z przodu i z tyłu, kierownica regulowana w dwóch płaszczyznach, zamek centralny – podstawy podstaw.

I pomyśleć, że to nie jest najuboższa wersja wyposażenia.

Suzuki Ignis

Suzuki Ignis 2018

Tu już na pewno nikt nie pomyli się, że to auto flotowe. Ale jest jeszcze jeden duży plus.

Dokładniej taki, że za wersję z przekładnią AGS z wyposażeniem prawie najwyższym, czyli Premium, zapłacimy zaledwie 61 100 zł. Za resztą możemy sobie dokupić jakieś stare premium, żeby nie musieć mówić znajomym, czym naprawdę jeździmy.

Z poleceniem tej wersji Ignisa mam tylko jeden problem – malutkie Suzuki jest fajne głównie dlatego, że może mieć napęd na obie osie i… z AGS nie może go niestety mieć.

Co innego SX4 S-Cross, który też wygląda mało korpo, a można go mieć – w aktualnej ofercie promocyjnej – za 84 900 zł w wersji 1.0 BoosterJet 4WD 6AT.

Honda Civic

Miał tu być Jazz, ale przegłosowano mnie, że Jazz nie jest fajny. Nie znają się!

Według nich natomiast fajny i nieflotowy jest Civic 5D z silnikiem 1.0 Turbo i CVT, w wersji Elegance. Przyznaję, wyposażenie jest całkiem zacne, uwzględniając m.in. przyciemniane tyle szyby, kamerę cofania, dwustrefową klimatyzację, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka wewnętrze, a także czujni zmierzchu.

No niech im będzie – jest w porządku, niestety ponownie trochę wykracza poza budżet i kosztuje 93 600 zł.

Renault Megane Grandtour

Przeładowanie lajfstajlu.

Brakowało mi na tej liście uczciwego kompaktowego kombi, które nie kojarzyłoby się z korpo. Megane powinno się nadać, tym bardziej w przyjemnej wizualnie wersji GT Line. Do tego jeden z mocniejszych w zestawieniu silników (140 KM) i automatyczna przekładnia – mamy komplet.

Mało tego, na portalach ogłoszeniowych poniżej 90 000 zł można znaleźć Megane Grantour GT Line ze 160-konnym silnikiem i automatyczną przekładnią. Standardowa cena takiego auta wynosi prawie 97 000 zł.

Trzymając się jednak katalogu, w wersji GT Line możemy liczyć na 7-calowy ekran dotykowy, automatyczną klimatyzację, inny grill, tylny dyfuzor, tapicerkę z weluru i skóry, regulację podparcia lędźwiowego, 17-calowe felgi, przyciemniane tylne szyby i jeszcze masę innych gadżetów, biorąc pod uwagę, że GT Line to najwyższa wersja wyposażenia.

Chyba trochę lepiej niż półgoły crossover.

Kia Stonic

Żółty z czarnym dachem. Dokładnie tak!

XL, 1.0 T-GDi 7DCT 120 KM, żółty z czarnym dachem – taka jest moja ostateczna odpowiedź, nie potrzebuję żadnych kół ratunkowych. No dobrze, jeszcze darmowy pomarańczowy pakiet kolorystyczny do wnętrza i już nikt mi nie wmówi, że to służbowe auto.

A tak na poważnie – nie da się chyba nie lubić Stonica. Wygląda przyjemnie, jest porządnym samochodem, a do tego mieści się w budżecie (86 990 zł) i to w absolutnie najwyższej wersji wyposażenia.

Chociaż nie będę ukrywał – dołożyłbym te kilka tysięcy nawet do bazowego Proceeda. Nie zastanawiałbym się nad tym nawet sekundy.

C4 SpaceTourer

Ok, nie wiem, co wygrywa w lajfstajlu. Dwie szosy czy dwie deski do surfingu.

Kazali mi tutaj dać C4 Cactus, bo taki fajny i ładny, ale wszedłem na stronę Citroena i powiedziałem sobie: nie, tak być nie może. Nagiąłem więc budżet do 93 290 zł i wsadziłem na listę C4 w bardziej praktycznej wersji.

Dlaczego? Bo zamiast kolejnego SUV-a mamy na liście cudownie komfortowego i praktycznego minivana, których na rynku – a już na pewno w sensownych cenach – z roku na rok coraz mniej.

Fakt, nasza wersja nie będzie demonem szybkości (chociaż 130 KM z 8-biegową przekładnią powinno dać radę) i nie kupimy go w najwyższej wersji (zamiast tego – środkowa More Life), ale i tak nie jest źle. Mamy podstawowe systemy bezpieczeństwa, automatyczną klimatyzację, czujnik deszczu, ekran dotykowy 7″, Bluetooth, stoliki w oparciach foteli, 3 niezależne fotele w drugim rzędzie, 16-calowe felgi, czujniki parkowania z przodu i z tyłu i jeszcze kilka dodatków.

Jeździłbym. Nawet jeśli nie jestem pewien, jaki jest status tego auta. W maju media donosiły, że chociażby w Wielkiej Brytanii C4 SpaceTourer zostanie wycofany na rzecz C5 AirCrossa, natomiast niedługo później w tym samym kraju zaprezentowano odświeżone wersje.

W każdym razie – kupujcie, póki jest.

Opel Crossland X

Najchętniej dałbym tutaj nową Zafirę, ale niestety przekracza ona wyraźnie zakładany budżet, nawet w podstawowej wersji. Szczęśliwie nikt nie pomyli Crosslanda X z autem służbowym.

Dodatkowo 90 000 zł pozwala nam wybrać najmocniejszego Crosslanda X (130 KM, 1.2 Turbo) w połączeniu z 6-biegową przekładnią automatyczną i najwyższą opcją wyposażenia (Elite). I jeszcze zostaje nam prawie 7000 zł. Ewentualnie możemy wyczerpać limit kwotowy i wybrać… Diesla 120 KM!

Dokupić można przy tym właściwie tylko lepsze felgi, lakier albo dach w innym kolorze, bo poza tym na pokładzie jest prawie wszystko. Dwustrefowa klimatyzacja, tapicerka z elementami ze skóry, reflektory LED, czujnik deszczu i zmierzchu, fotochromatyczne lusterko, podwójna podłoga bagażnika, elektryczne szyby z przodu i z tyłu, 7-calowy ekran systemu multimedialnego, kierownica wielofunkcyjna obszyta skórą, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka, przednia kamera do rozpoznawania znaków, tempomat, centralny zamek i tak dalej.

Ok, można jeszcze dopłacić do HUD-a i czujników parkowania z przodu i z tyłu. I jeszcze zostaje nam trochę gotówki.

Czy da się kupić auto z automatem do 90 000 zł, które nie będzie wyglądało jak taksówka albo flotówka?

NIE JESTEM UBEREM.

Jak widać – tak. Przy czym można pójść na łatwiznę i po prostu kupić SUV-a albo crossovera, bo z wielu powodów klienci flotowi i taksówkarze SUV-ów i crossoverów nie wybierają.

Albo zastanowić się, dlaczego tego nie robią i wyciągnąć wnioski.

Ewentualnie można też nie słuchać nikogo i kupić to, co nam się podoba. Co zresztą polecam.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać