Przegląd rynku

Poniedziałkowy przegląd ofert: UBER HIV

Przegląd rynku 16.12.2019 403 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 16.12.2019

Poniedziałkowy przegląd ofert: UBER HIV

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski16.12.2019
403 interakcje Dołącz do dyskusji

Witam w przeglądzie ofert, w którym poszukamy najlepszego wozu na Ubera do 30 tys. zł. A skąd ten tytuł? To proste – HIV to skrót od Highly Incremental Vehicle – wysoce zyskowny samochód. 

Podobno już zupełnie nie opłaca się jeździć na Uberze, a nie będzie opłacać się jeszcze bardziej po nowych regulacjach wprowadzonych przez rząd Morawieckiego. Jednak zainteresowanie tą formą zarobkowania absolutnie nie spada. Sprawdziłem w Google Trends różne hasła, jak „uber zarobki”, „kierowca uber”. Rzeczywiście, rekordy zainteresowania bił rok 2017, ale od tego czasu po niewielkim spadku liczba wyszukań utrzymuje się na stałym poziomie. Ja sam nigdy Uberem nie jeżdżę, bo nie mam tej aplikacji ani nie planuję mieć, ale jechałem ostatnio kilka razy z kimś, kto wymyślił że pojedziemy dokądś Uberem i za każdym razem przyjeżdżały najbardziej niespodziewane samochody. Miałem nawet moment zawahania czy wsiąść do Zafiry jedynki. Powiem więc bez ogródek (dodaję to zdanie o 9:00): wymagania sobie, a kierowcy sobie, kryteria są olewane lub naciągane w typowo słowiański sposób.

Samochód na Ubera do 30 tys. zł

Powiedziałem do 30 tys. zł? O kurczę, strasznie drogo. To się w życiu nie zwróci. Lepiej obniżmy to do 20 tys. zł. Ustawiam więc limit na 15 tys. zł, biorę dychę w dłoń i idę na poszukiwania H.I.V., czyli samochodu, który zapewni odpowiedni poziom zyskowności z tego ryzykownego biznesu. Musi więc być prosty, niezawodny i dobrze zaopatrzony w części zamienne.

Audi A3 (8L)

To bardzo dobry samochód, wręcz idealny do naszych potrzeb. Za 10 tys. zł bez problemu kupimy ładny egzemplarz. No nie jest może najprzestronniejszy, ale wystarczy. Części występują w każdej ilości – a może w liczbie – a nadwozie nie bardzo chce korodować. Jest jednak problem. Większość egzemplarzy ma troje drzwi, a pięciodrzwiowy Sportback to względna rzadkość. Oczywiście kto szuka, ten znajdzie – niestety często trafiają się egzemplarze sprowadzone i niezarejestrowane. Gratuluję dobrego humoru sprzedającemu pierwsze auto: rocznik 2002 i 172 tys. km. Obliczyłem matematyczną metodą, że dany Niemiec pokonywał nim maksymalnie 10,1 tys. km rocznie, a to oznacza że nie mógł przekroczyć średniej dziennej 27,7 km. Śmiem wątpić. Chociaż może, może – auto nie ma klimy, więc pewnie Niemiec wolał pojechać rowerkiem.

Bardziej podoba mi się ten egzemplarz: uczciwie podmęczony, z klekotem pod maską, ale ma Climatronic. Idealny wóz do nocnego powrotu z imprezy w stanie lekko wskazującym. Jeśli ktoś woli benzynowego w celu przerobienia na gaz, to proszę, jest i taki, ale odrzuciłbym go z powodu jasnych siedzeń. Nie liczyłbym, że moi pasażerowie zachowają czystość i te siedzenia za parę miesięcy nadawałyby się do wyrzucenia. Ten sam problem mam ze szwajcarskim A3. Za ładne. Prywatnie mi się podoba, ale dla kogoś? A w życiu. To powinno być coś takiego. No może nie dokładnie to, bo ten czarny ma zamiennikowe lampy przednie, a maska nie przylega do grilla, ale wiecie o co chodzi.

Krótko powiem jak jest: A3 jest mnóstwo, ale mało wśród nich aut 5-drzwiowych. Tych 5-drzwiowych jest mnóstwo, ale mało wśród nich aut zarejestrowanych. Tych zarejestrowanych jest mnóstwo, ale mało wśród nich wersji benzynowych pod gaz. Dlatego mimo mnogości ogłoszeń, ostatecznie najbardziej atrakcyjne wydają się diesle.

Oferta z Otomoto. Fot. Marcin

Hyundai Getz

Do dychy można znaleźć 250 Getzów. W odróżnieniu od Audi A3, Getz przeważnie ma 5 drzwi, benzynowy silnik i mały przebieg. Ma też swoje wady, jak nędzna moc (zwłaszcza 1.1), rdzewiejące nadkola i niezbyt dużo miejsca. Jeśli chodzi o niezawodność, jest powszechnie chwalony. Nie psuje się prawie nic, prędzej wielbłąd przejdzie przez dziurę w błotniku niż coś poważnego walnie w Getzu. W szczególności jeśli mowa o egzemplarzach użytkowanych prywatnie, które najeździły mniej niż 100 000 km. Niektórzy sprzedający twardo unikają napisania jaki silnik mają pod maską. Obstawiam więc, że chodzi o najsłabszy, jak w większości ogłoszeń z autami z polskich salonów. Niestety, łączy je jedna wada: brak klimatyzacji. Ciekawe, czy klient na Ubera może odrzucić pojazd, jeśli nie ma klimy. Poszukajmy więc Getza z klimatyzacją.

I cyk jest. I to w dodatku 1.4, to ten wzmocniony ze zmiennymi fazami zaworów. Niestety, sprowadzony. Podobnie jak ten 1.1 z klimą. Czyżby była to grecka tragedia „albo klima, albo salon Polska”? Otóż nie. Jest taki jeden, idealny, 1.4, z uczciwym opisem, klimatyzacją, pięcioma drzwiami i małym przebiegiem. Oto on.

samochód na uber
Oferta z Otomoto. Fot. Gabrysia.

Chevrolet Aveo

Ale koniecznie sedan. Auto łatwe do kupienia, względnie tanie w naprawach. Owszem, do nowszych modeli Chevroleta, produkowanych tuż przed wycofaniem się marki z Europy, części faktycznie może nie być – do Aveo są. No i co jest ważne, można kupić sedana, taką miniaturową limuzynę. Aveo ma taki trochę wschodni sznyt, kojarzy mi się z jakimś Kazachstanem, koniecznie musi być bardzo brudny i zakurzony.

Nie znam jakichś poważniejszych wad Aveo, oprócz tego że samochód ten jest dość prymitywny, głośny i zrobiony z cienkiej blachy. Być może są jakieś typowe usterki, ale wątpię żeby były poważne. W końcu produkowano go w FSO, a to oznacza ponadprzeciętną kontrolę jakości.

Ofertę otwiera nam sprowadzony 1.4 w bardzo bogatej wersji. Uwagę zwraca klimatyzacja automatyczna i gigantyczna kierownica. Silnik czeka na LPG bardziej niż moje dzieci na święta. Za podobne pieniądze jest 1.2 z polskiego salonu, ale właścicielka ani słowem nie wspomina o obecności klimatyzacji, więc odpuszczam. Zafascynowało mnie to ogłoszenie. Nawet nie

…………..sam samochód ale opis

Niema niema mowy o rozczarowaniu

Samochód ma dobrą opinie że jet nie zawodne

kupujący zwolniony z urzędu Skarbowego

………………….ale Faza

Wróćmy więc do bardziej realnych ofert. Może po prostu trzeba zwrócić uwagę na czerwonego hatchbacka w cenie czterech dziewiątek. Wygląda na mega odpicowanego, ma klimatyzację, gotów do pracy (zostało założyć gaz). A jeśli ktoś upiera się na sedana z LPG, to znalazłem takiego, który chyba swoje już przepracował – ale wygląda na to, że jeszcze polata, choć na jego twarzy znać nieco blizn. Jazda po mieście, nawet wieczorami z pijanymi imprezowiczami, to nie jest bajka, to je wojna.

samochód na uber
Oferta z Otomoto. Zdjęcie: SALON SAMOCHODÓW UŻYWANYCH – WARSZAWA OKĘCIE

Dacia Logan/Sandero

Absolutnie nie mogło tu zabraknąć króla taniości, cesarza oszczędności, imperatora tanich plastików i mistrza galaktyki w dziedzinie cięcia kosztów. Oto Dacia Logan. W cenie do 10 tys. zł można też trafić całkiem niezłe Sandero, które poza wyglądem zewnętrznym nie różni się zasadniczo od Logana. Oczywiście obu tym modelom nieobce są problemy z korozją, ale układ napędowy jest pancerny. Pamiętam, że opisywałem kiedyś Logany, którym udało się przejechać pół miliona kilometrów. Najlepiej trzymać się 1.4 i 1.6 MPI, wtedy można spodziewać się największej trwałości i oczywiście odporności na zasilanie gazem. 1.5 dCi, mimo mikrospalania, to już pewne ryzyko. Najbardziej boję się takich z przebiegiem do 150 tys. km. Może walnąć. Jak ma 280 tys. km, to znaczy że to już ten poprawiony.

Niestety, tu ktoś przegiął z ceną. Nie widzę żadnego powodu, żeby Logan tyle kosztował. Podobny problem widzę tutaj. Wszystko fajnie, silnik idealny, przebieg malutki, ale nie ma klimatyzacji. No to żysłi dezole, cena jest z kosmosu. I to jest prawdziwy kłopot. Te wszystkie Dacie to marzenie na Ubera, bo to naprawdę lata za grosze i nie chce zdechnąć, ale w środku lata w środku można zdechnąć od gorąca. Ale spokojnie, nie zniechęcajcie się jeszcze, bo znalazłem pojazd ostateczny na Ubera, prawdziwego pożeracza wszechświatów, i to z klimatyzacją: Logana MCV. Jest ich więcej, ale przeważnie mają duże przebiegi.

Oczywiście kto szuka, ten znajdzie – jest i sedan z klimatyzacją. Ale też sprowadzony, to trzeba te dokumenty załatwiać, a przecież jak mówią cukiernicy, ciasto pieniądz.

samochód na uber
Oferta z Otomoto. Fot. Salon samochodów używanych KAPRYS

Mercedes 190 (W201)

Jako że na własne oczy widziałem Ubera podjeżdżającego pod klub w postaci Audi 80 B3 (może to było B4), to wydaje mi się, że chyba ograniczenia wiekowe zostały zniesione. Z pewnością tamten wóz nie był nowszy niż rok 1994, a zapewne miał jeszcze o parę lat więcej. A skoro ludzie lubią klasyki, dajmy im klasyka w postaci Mercedesa W201. Baleron pewnie będzie dużo palił, poza tym balerony poszły w cenę, a W201 dalej jest tanie, bo to nie jest prawdziwy Mercedes. Wiadomo, że prawdziwy Mercedes musi mieć hamulec pomocniczy z nogi, a nie z łapy jak zwierzęta. Jako że to klasyk, można przebaczyć brak klimatyzacji.

W przypadku W201 uznałem za bezzasadne szukanie wersji benzynowych pod LPG, ponieważ LPG+K-JET = sami wiecie co, a teraz można już pisać że „wujek przejechał takim 354 tys. km i tylko raz otworzyła mu się klapa silnika podczas jazdy” – wolałbym, żeby jednak się nie otwierała nawet raz. Zostają więc diesle. Na pewno fajnie jeździ ten 2,5-litrowy, ale w ruchu miejskim wciągnie pewnie z 10 litrów na stówę. Z manualną skrzynią biegów, bo z automatem pewnie jeszcze więcej. Obiecująco wygląda ten egzemplarz w pięknym kolorze, szkoda że ma dziwny opis – pojazd ma 33 lata, stan adekwatny do wieku pojazdu. Czyli jaki? Tragiczny? Bo większość konkurencyjnych modeli z tego rocznika to już od dość dawna ogląda zgniatarkę od wewnątrz.

Przez moment zapaliłem się do tego: diesel z automatem. Niestety, nie ma zdjęć wnętrza. Nie pamiętam sytuacji, w której brak zdjęć wnętrza nie służyłby zamaskowaniu jakiegoś problemu. To jakaś plaga, czyżby te kabiny były tak skatowane przez wieloletnią eksploatację zanim pojawił się Uber, że lepiej ich nie fotografować? Został jeszcze ewentualnie ten. Jeśli taki Mercedes nie ma 400 tys. km, to wydaje mi się podejrzany.

samochód na uber
Oferta z OLX.pl. Zdjęcie: Krzysztof

Toyota Corolla E12

Owszem tak, ale tylko jedna wersja. Odrzucam 1.4 i 1.6 VVT-i – moim zdaniem silniki z serii ZZ wcale nie były przesadnie udane. Żarły olej i nie były tak oszczędne jak stary 1.3 z serii E. Odrzucam też dwulitrowego diesla. Niby to ten starszy 1CD, czyli z żeliwnym blokiem który nie pękał – i co z tego, skoro jest stary, przeważnie dojechany, dużo pali i nie ma do niego części. Jest jedna Corolla Doskonała, Corolla wszystkich Corolli, japoński majstersztyk technologiczny i wymarzone auto na Ubera dla gazofobów: to wersja 1.4 D-4D.

Wcale tu nie żartuję. Silnik 1ND słynie z niezawodności, pali 6 l/100 km po mieście i pracuje bardzo gładko. Dla mnie jest to najlepszy mały diesel i wcale nie uważam, że jest zbyt mikry, by napędzać Corollę. Powstaje jednak pytanie, czy takie auto da się kupić? Otóż tak, da się. Na przykład tu jest egzemplarz z Belgii. Moja żona też ma Toyotę targaną z Belgii. Jak zobaczycie taką naklejkę 5 YEAR WARRANTY po lewej stronie tylnej szyby, to znaczy import Belgia (cenna wiedza bezużyteczna). Kombi z tym silnikiem z polskiego salonu będzie dość trudne do znalezienia (chyba że „ten wóz dobija do 300 000 km i jeździ dalej”), ale można liczyć na hatchbacki. Radziłbym jednak uważnie przypatrywać się progom, czy nie wyłażą już na nich rude bąble. Bo wiecie jak jest z Toyotami: silnik przetrwa średnio trzy budy. Hatchbacki są ogólnie jakieś mniej wymęczone, a że wożąc napranych Brytyjczyków nie potrzebujemy zbyt dużego bagażnika, to zostańmy przy tym hatchbacku. A i co najważniejsze: 1.4 D-4D dostał DPF dopiero w Aurisie jedynce.

Oferta z Otomoto. Zdjęcie: BST Cars

Fiat Multipla

I na koniec coś odważnego, prawdziwy punkt zapalny do dyskusji „czy wsiadać, czy poczekać na innego”, coś o czym twoi potencjalni pasażerowie będą długo sobie opowiadać. Multipla w odróżnieniu od 3-rzędowych minivanów weźmie 5 pasażerów na pokład i wszyscy będą jechali w normalnych warunkach, mając osobne fotele z dostateczną ilością miejsca na nogi. Nawet ten pośrodku z przodu da sobie radę, jeśli nie będzie miał dwóch metrów. Nie liczyłbym ani na przesadną niezawodność, ani na superłatwo dostępne części, ani na rewelacyjnie niskie zużycie paliwa, ale przynajmniej będzie zabawnie. To propozycja dla osoby, która chce sobie dorobić, a nie utrzymywać się z tego procederu w stu procentach. Oraz dla takiej, która zniesie jakość plastików w tym wozie.

Multipla występowała tylko w dwóch wersjach silnikowych, tj. 1.6 benzyna i 1.9 JTD. Dominuje ta pierwsza, często już z gazem. Ceny są bardzo zróżnicowane, a podaż z dnia na dzień spada, co oznacza że trzeba się interesować, bo być może już wkrótce nie będzie możliwości spełnienia swojego marzenia o polataniu Multiplą na Uberze. Niektóre drogie egzemplarze wyglądają nieźle, ale odstręczają mnie te koszmarne lipne tablice. Inne owszem, mają gaz, ale ziemny. Niby to tanio, ale jeśli nie kręcisz się w okolicach takiej stacji, to w sumie bez sensu. Niektórzy nie miękną z cenami – 8900 zł za Multiplaka to odważna propozycja, taka mniej więcej sprzed 5 lat. Diesle są przeważnie trochę tańsze, ale znaleźć auto z naprawdę zadbanym i kompletnym wnętrzem jest coraz trudniej, niezależnie od wersji silnika.

Oferta z Otomoto.pl. Fot. Ursus-Car.

 

Wracamy do mojego zdjecia w tle z 2016 🙃 💰💰i cyk, kto ma zniżki na bolta?

Opublikowany przez Kubę Wrótniaka Niedziela, 20 marca 2016

A jeśli masz wylane na Ubery i Bolty, to potraktuj to jako przegląd „co kupić za 10 tys. zł, żeby jeździć po taniości”. PS. chciałbym mieć takie wąsy jak ten gość po prawej.

 

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać