Porady

Twój samochód długo stoi bez ruchu i płacze. Oto pełna porad pomocna dłoń

Porady 25.03.2020 238 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 25.03.2020

Twój samochód długo stoi bez ruchu i płacze. Oto pełna porad pomocna dłoń

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz25.03.2020
238 interakcji Dołącz do dyskusji

Jeszcze kilka tygodni kwarantanny i będzie trzeba sobie zadać pytanie, jak uruchomić samochód po dłuższym postoju. Oto krótki poradnik.

Samochód stworzono do jeżdżenia, nie do stania. Żeby nie zrobić mu krzywdy po długim postoju, trzeba się do przymusowego parkowania przygotować i nawet mimo przygotowań, uruchamiać trzeba go rozsądnie. Im bardziej przyłożysz się na początku, mniej problematyczny będzie koniec postoju.

Żeby dobrze się przygotować, kup balon z regulowanym dostępem powietrza, który odetnie twój pojazd od otoczenia. Za drogo? No to chociaż garaż. Wciąż źle? To niestety będzie więcej roboty.

Zacznijmy od podstaw.

Porządne mycie przed snem

Nie zostawiajmy samochodu w ptasich kupach, z wbitymi w lakier zwłokami owadów, czy oblepionego błotem. Zgniłe liście w podszybiu też nie są ok. Dokładnie umyjmy samochód żeby wszelkie zanieczyszczenia nie miały okazji wgryzać się lakier a pył z klocków hamulcowych nie przywiązywał się do długotrwałej obecności na naszych pięknych alufelgach.

Warto też zająć się środkiem pojazdu, szczególnie jeśli podłogę pojazdu traktujemy jako podręczny śmietnik. Niepotrzebne nam potencjalne gniazdo zgnilizny. Plastiki i skórzane elementy wykończenia warto potraktować odpowiednimi środkami do pielęgnacji. Pomogą uporać się z wypławiającym je słońcem.

Po drodze z myjni warto wstąpić na stację benzynową. Wyjazd na stację benzynową jest dozwolony, pod warunkiem że nie jedziemy na nią przez wiele kilometrów. 

I samochód zatankować do pełna

Pełny bak chroni przed wilgocią i rozwojem rdzy, mimo że zbiorniki są już w większości plastikowe. Może nasza kwarantanna nie będzie trwać tak długo by dodawać stabilizator do paliwa, który uchroni je przed utlenianiem. Warto jednak wiedzieć, że w oleju napędowym nierozpuszczalne osady mogą pojawić się już po pół roku, benzyna jest bardziej odporna.

Na stacji od razu skorzystajmy z kompresora.

Pompujemy opony

Pompowanie do maksymalnych wartości określonych przez producenta to dobry pomysł. Zmniejszymy powierzchnię styku z podłożem i tym samym zmniejszymy ryzyko deformacji opon. Ciśnienie powinno być też wyższe by miało z czego spadać. Dobowe wahania temperatur mogą prowadzić do systematycznego obniżania się poziomu ciśnienia.

To teraz pozostaje tylko znaleźć dobre miejsce do parkowania.

Nieprzypadkowe miejsce do parkowania

Nie porzucajmy samochodu byle gdzie. Ma być płasko, nie zostawiajmy samochodu z jednym kołem na krawężniku. Albo jeszcze lepiej, tylko z połową opony dotykającą podłoża, z drugą wiszącą w powietrzu. Po co zwiększać szanse na deformację lub na to, że po przerwie powita nas kapeć?

Warto też nie stawać w starych plamach oleju, żebyśmy po powrocie nie musieli się zastanawiać, czy to wyciekło z nas, czy z kogoś wcześniej. Poza tym opony wchodzą w reakcję z olejem, co im nie służy.

I poszukać miejsca, które nie jest przez większość dnia wystawione na silne promienie słoneczne. Promieniowanie UV przyspiesza proces starzenia opon, szkodzi też pozostałym elementom gumowym i tym z plastiku.

Jeśli w naszej okolicy jest problem z parkowaniem i nie można wybrzydzać, to lepiej na drugi dzień przeparkować pojazd, gdy pierwszego dnia musieliśmy stanąć w mało przyjaznym miejscu.

Zaparkowane? To teraz pora otworzyć maskę.

Ach nie, jeszcze nie. Najpierw hamulec ręczny.

Nie zaciągamy ręcznego

Do tego właśnie przyda się płaskie podłoże. Hamulec ręczny musi pracować żeby nie rdzewieć, ale to prawdziwe twierdzenie nie obejmuje zaciągnięcia go na kilka tygodni. Przy hamulcach bębnowych, łatwo o przywarcie okładzin do bębna. Poza tym, w przypadku jakichkolwiek kłopotów z hamulcem, lepiej jest go mieć w pozycji zwolnionej.

Samochód zostawiamy na biegu, gdy podłoże jest pochyłe, możemy podłożyć kliny/kamienie pod koła, by się nam nie stoczył. To teraz już otwieramy maskę.

By odpiąć jedną z klem akumulatora

Warto zdjąć klemę z minusa. W tej chwili zimy nie ma, więc nie musimy akumulatora brać do domu, by nie wykańczały go ujemne temperatury. Nawet nowy sprawny samochód stojąc pobiera prąd, a w starszym, starzejąca się instalacja może podkradać prąd. Lepiej zwiększyć swoje szanse na porządne kręcenie rozrusznikiem po końcu postoju. Uwaga, niektóre akumulatory są w bagażniku – właściciele BMW czy hybrydowych Toyot nie mają czego szukać pod maską. W Mercedesie bywa jeszcze gorzej, bo zamontowano je pod tylną kanapą albo… pod nogami pasażera z przodu (klasa A i B). 

To na koniec, czapeczka.

Przykrycie nie jest złe

Szczególnie z brezentu, który chroni przed wodą i zapewnia dostęp powietrza. Natomiast na szybę jest już trochę wątpliwa, jeśli długo pozostanie przytrzaśnięta drzwiami, to niewielkie odkształcenie uszczelek może zrobić się trwałe. Zyskamy za to ochronę deski rozdzielczej przed promieniami słońca i zazwyczaj podszybia przed nawiewaniem igieł i liści.

Jeśli nie mamy pokrowca, to podnosimy wycieraczki by przypalana słońcem guma nie przywierała do szyby i idziemy do domu.

Ale nie na długo.

Samochód trzeba co jakiś czas odpalać

Niestety, lepiej nie zostawiać go na długo samemu sobie. Kilka tygodni bez odpalania to już maksimum, przy ujemnych temperaturach nawet dwa mogą sprawić kłopot.

Dlatego warto samochód odpalać co jakiś czas, a nawet, o zgrozo, się nim przejechać. Samo odpalenie daje niewiele, lepiej żeby ilość energii dostarczonej przez alternator do akumulatora była większa niż ta zużyta na odpalenie samochodu.

Trzeba dać samochodowi szanse na pozbycie się wilgoci z układu paliwowego i wydechowego. Niewprawiane w ruch elementy gumowe zawieszenia parcieją, dajmy im więc popracować. Ruch to źródło życia, kilkukilometrowa przejażdżka w niezbędnych sprawach życia codziennego powinna naszemu pojazdowi dobrze zrobić. To w trakcie takiego rozruchu możemy poużywać ręcznego.

A jeśli miłego zwyczaju przejażdżek poniechamy i do samochodu powrócimy po kilku tygodniach, to lepiej do pierwszego odpalenia podejść z rozsądkiem.

Przygotowanie do pierwszego odpalenia po długim postoju

Najpierw dobrze jest zajrzeć pod spód samochodu by sprawdzić, czy nie straciliśmy płynów. Kontrola stanu w zbiorniczkach wyrównawczych również jest zalecana.

Dobrze jest skontrolować stan ciśnienia w oponach. We wszystkich, powietrze wcale nie musiało uchodzić z nich równomiernie. Oszczędzi nam to co najmniej zastanawiania się, dlaczego samochód tak dziwnie jedzie. Pompki rowerowe, które można kupić w supermarkecie, często mają wbudowany manometr. Nie jest on zbyt precyzyjny, ale lepsze to niż nic. 

Pierwsze odpalenie samochodu po długim postoju

Podepnijmy tę klemę, która odpięliśmy na początku i próbujmy kręcić, przy okazji sprawdźmy, czy klemy nie zaśniedziały.

Gdy samochód nie odpala, to nie ma po co kręcić rozrusznikiem na siłę, dalej rozładowując akumulator i często zalewając świece niespalonym paliwem. To jeszcze bardziej utrudni rozruch.

Lepiej wspomóc się urządzeniem rozruchowym, tzw. boosterem i dostarczyć wyższą wartość prądu rozruchowego. Podłączenie się kablami do samochodu sąsiada może nie zadziałać, szczególnie jeśli niewielkim samochodem benzynowym będziemy próbowali odpalić dużego diesla.

Akumulator sąsiada może być zbyt słaby, my najprawdopodobniej mamy najtańsze kable ze stacji benzynowej lub nie znaleźliśmy w samochodzie dobrego miejsca do złapania masy – przyczyn porażki w sąsiedzkim odpalaniu może być wiele. Nieużywany silnik stawia większy opór, który trudno zwalczyć przy pomocy drugiego słabego akumulatora.

Uruchomienie pojazdu

Dźwięk odpalonego silnika, to nie koniec naszej pracy. Jeśli akumulator sprawiał problemy, to warto sprawdzić jego stan i poprawność ładowania. Nie zaszkodzi mu też długie ładowanie prądem o niskim natężeniu.

Jeśli na pomiar ładowania wybierzemy się do pobliskiego warsztatu, bo nie dysponujemy miernikiem, warto od razu poprosić o sprawdzenie płynu hamulcowego. Jest on silnie higroskopijny i długotrwały postój może pogorszyć jego parametry.

Zanim ruszymy

Dajmy chwilę popracować silnikowi na wolnych obrotach, zanim w czasie jazdy zaczniemy używać wyższych. Nie wciskajmy pedału gazu by cokolwiek przyspieszyć. Po krótkiej chwili ruszajmy spokojnie nasłuchując niepokojących odgłosów.

Nie należy jednak panikować, głośne mogą być hamulce, które potrzebują chwilę by oczyścić tarcze z rdzawego nalotu. Po kilku hamowaniach szuranie powinno ustąpić, a silnik wyrówna swoją pracę, którą mogła zakłócać wilgoć w układzie paliwowym. Długo nieużywana opona również może potrzebować chwili by odzyskać prawidłowy kształt.

Warto też zachować zimną krew nawet w przypadku pojawienia się kontrolki check engine, jej pojawienie się może sygnalizować tylko chwilową pracę poza wyznaczonymi wartościami dla układu paliwowego lub zasilania. Przy kolejnym uruchomieniu może się już nie pojawić.

Ważne jest by nie dawać w tzw. palnik, by samochód przedmuchać. Przedmucha się sam, trzeba dać mu tylko czas by dłużej popracował po osiągnięciu właściwej temperatury. Wkręcanie silnika na wysokie obroty, gdy olej nie zapewnia jeszcze właściwego smarowania, to nie jest dobry pomysł.

Dobrym pomysłem jest używanie samochodu.

Postój postojowi nierówny

Samochód po 3-4 tygodniowej przerwie może wymagać zupełnie innych zabiegów niż taki, który stał nieużywany przez rok. Warto te czasy zrównać urządzając sobie regularne przejażdżki. Im więcej ruchu, tym mniej kłopotu przy odpalaniu samochodu i długotrwałe przygotowanie staną się również mniej konieczne. Jeździć jeszcze nam nie zabroniono – przynajmniej w uzasadnionych sprawach. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać