Samochody używane

Jak to jeździ: Renault Avantime, czyli spacer z mrówkojadem

Samochody używane 11.07.2018 342 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 11.07.2018

Jak to jeździ: Renault Avantime, czyli spacer z mrówkojadem

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski11.07.2018
342 interakcje Dołącz do dyskusji

To była moja druga w życiu przejażdżka Renault Avantime. Czułem się jak Salvador Dali wyprowadzający na spacer swojego mrówkojada. To znaczy nie wiem, jak czuł się Dali, ale na pewno wszyscy mu się przyglą-dali. Mnie też.

Renault Avantime to najdziwniejszy samochód czasów współczesnych – koniec i kropka. Osiąga on ten poziom dziwności, powyżej którego można byłoby już tylko zamontować mu na przodzie wielką głowę łabędzia, a to i tak nie podwyższyłoby jego ogólnej dziwności. Całą jego koncepcję można porównać do potrawy, którą złożono z najlepszych, niepasujących do siebie składników. Jak najlepszy tort czekoladowy zmiksowany z argentyńską wołowiną. Można, ale dlaczego?

Renault Avantime

Mało kto wie, jak smutna historia wiąże się z Avantime. Samochód był budowany w zasłużonej fabryce Matry w Romorantin, gdzie powstawały wszystkie modele tej marki, takie jak Murena, Bagheera czy Djet. Po zakończeniu produkcji Avantime fabryka została zamknięta, a marka Matra przestała istnieć. Ostatni zjeżdżający z taśmy Avantime oznaczał też koniec Romorantin. To nie mogła być wesoła uroczystość.

Zrobiono go według różnych źródeł 8320 lub 8540 sztuk. W każdym razie osiem tysięcy z hakiem. I tak dużo, jak na samochód, w którym nic nie ma sensu. Przyjrzyjmy mu się bliżej.

Renault Avantime

Design

Projektantem Avantime był Philippe Guédon, miłośnik architektury, a zwłaszcza Le Corbusiera. Widzę w Avantime jakieś podobieństwo do kościoła Notre Dame du Haut Le Corbusiera z 1954 r. Jest równie zaburzony i dziwny w swoich kształtach. Początkowo miał być nawet kabrioletem. To byłoby dopiero połączenie: minivan-coupe-cabrio-liftback. W końcu jednak zdecydowano się na połączenie minivana z hardtop-coupe (tzn. bez środkowego słupka) i z tyłem nawiązującym swoim kształtem do francuskich aut przedwojennych w stylu tych wszystkich Renault Monastella, Monaquatre, Juvaquatre itp.

Renault Avantime

Fascynuje mnie w tylnej części nadwozia odważne połączenie kanciastych linii klapy bagażnika z półokrągłą krawędzią tylnej szyby, czyli rzeczą spotykaną w bardzo nielicznych samochodach, najczęściej w stylu streamline. Rozczarowały mnie natomiast tylne lampy. Sądziłem, że te górne elementy też do czegoś służą. Ależ w żadnym razie. Są najzupełniej lipne.

Renault Avantime

Przód nie jest już tak dziwny jak tył. Choć i tu są detale stylistyczne zasługujące na uwagę – jak te kratki nad przednimi lampami. Nie wiem do czego służą, ale jak się pójdzie na tył, to podobne kratki znajdują się na zewnętrznych krawędziach tylnej szyby.

Renault Avantime

Wnętrze, komfort

Jeśli sądziłeś, że z zewnątrz jest dziwnie, to zdążysz zmienić zdanie zanim wsiądziesz. Wszystko za sprawą dwustopniowych zawiasów drzwi. W tapicerce drzwi fragment boczka „łamie się”, stanowi bowiem fragment zespołu zawiasów, dzięki którym gigantyczne drzwi Avantime nie opadają po ich otwarciu. Cóż z tego, skoro można otworzyć je o znikomy kąt? W żadnym nowoczesnym aucie nie ma drzwi otwieranych pod tak małym kątem. Wysiadanie w ciasnych miejscach to istna mordęga, bo drzwi są oczywiście niebywale długie. Cóż z tego, że można łatwo dostać się do tyłu (dzięki długim drzwiom), skoro tak trudno dostać się do przodu? Ciekawe ile osób porzuciło koncept zakupu Avantime właśnie ze względu na drzwi.

Renault Avantime

Kiedy udało mi się już wśliznąć do środka, zauważyłem to, co zniechęca mnie do kilkunastoletnich Renault. Mimo małego przebiegu wnętrze wyglądało na bardzo zużyte. Odpadająca farba, rysy, kierownica wręcz się sypie – to wszystko naprawdę nie wyglądało dobrze. Jednak jeśli chodzi o sam komfort jazdy, Avantime wypada znakomicie. Jeździ bardzo podobnie do równoletniego Espace (IV gen.). Niezwykłe jest uczucie jazdy samochodem, w którym przednia szyba zaczyna się na wysokości kolan kierowcy, ale jest od niego oddalona o ponad metr. Nie znajdziemy tu oczywiście żadnych analogowych wskaźników. Detale pokazują, że Avantime robiono w pewnym pośpiechu lub na zasadzie „to musi być gotowe, choćby miało nie mieć sensu”. Wyświetlacz obrotomierza jest osobny od wyświetlacza centralnego i znajduje się przed kierowcą. Symbol klaksonu znajdziemy i na manetce po lewej stronie, i na kierownicy (działa ten drugi).

Renault AvantimeZ tyłu siedzi się przedziwnie. Niby nie brak miejsca na głowę, niby podłoga płaska, ale odległość między siedziskiem a podłogą jest tak mała, że kolanami można sobie przetrącić żuchwę na wybojach.

Jazda, prowadzenie, układ napędowy

Jak może jeździć minivan? Jak minivan. Ale moment – jeździłem wszak najmocniejszą w gamie wersją 3.0 V6. Był jeszcze 2.0 Turbo i niepopularny diesel 2.2 dCi. Bardzo lubię ten francuski silnik 3.0 V6 z serii ES9 spotykany w Peugeotach i Renault. Sporo pali, to prawda – w mieście raczej trudno zejść poniżej 15 l/100 km. Nie ma też jakiegoś szczególnie sportowego, bulgoczącego dźwięku. Ma jednak co innego: przyspiesza niezwykle gładko i z łatwością kręci się do wysokich obrotów. Wciskasz i nie ma tego efektu 1.9 TDI, uderzenie momentu obrotowego, chwila i koniec. Następuje pewne zastanowienie, a potem silnik ochoczo nabiera obrotów aż do 6000 obr/min, albo i wyżej. Ponoć 100 km/h Avantime osiąga po 8,6 s – jeździłem nim po mieście i po obwodnicy, ale ruch był za duży, żeby to sprawdzić. Przy wyższych prędkościach czuć, że to minivan. Chodzi o dużą powierzchnię czołową. Przy szybkiej jeździe ten dziwak bardzo dużo pali i przestaje być cichy. Rozwinąłem nim maksymalnie 120 km/h i już słychać było szum. Niestety, samochody z drzwiami bezramkowymi w naturalny sposób szumią bardziej.

Renault Avantime

Skrzynia w tych autach ma tendencję do zgrzytania. Można nauczyć się wrzucać biegi cicho, ale to wymaga pewnej wprawy. Ja nauczyłem się tego dość szybko. Zaskoczyła mnie zwrotność Avantime – zawraca na raz tam, gdzie Peugeot Partner potrzebuje trzech podejść. Nie wiem czy te samochody są w jakikolwiek sposób porównywalne, a nie pamiętam jak zawraca Citroen C8. Jeździłem nim parę lat temu, ale już mi się zlał z resztą wozów.

Renault Avantime

Wyposażenie

Najbardziej polubiłem w Avantime przycisk, który otwiera szklany dach i opuszcza wszystkie szyby jednocześnie. Najbardziej znielubiłem ekran centralny, który po uruchomieniu okazał się wyświetlać komunikat statyczny w postaci loga Renault. Ten typ tak ma – nie przejął się właściciel.

Renault Avantime

Większość Avantime’ów była wyposażona maksymalnie bogato. To w końcu był model premium. Miały wszystko elektryczne, prymitywną nawigację, skórzaną tapicerkę i dużo silniczków elektrycznych. Mnie brakuje w tym samochodzie jakiegoś dziwnego sposobu uruchamiania. Zwykły kluczyk obracany w stacyjce to można sobie mieć w Lagunie. Tu powinno być coś specjalnego. Bardzo szybko doceniłem centralną szufladę wysuwającą się z miejsca poniżej ekranu głównego (jak w Espace) – naprawdę przydaje się podczas jazdy do chowania drobnych rzeczy.

Renault Avantime
Ekran centralny cały czas wyświetlał logo Renault. System nie był w stanie „wstać”.

Podsumowanie

Czy kupiłbym Avantime jako nowe, nawet gdyby było mnie stać? Nie, choć uwielbiam dziwne samochody. Tu jednak przesadzono z dziwnością, kierując swoje wysiłki na stworzenie Czegoś, Czego Jeszcze Nie Było. Takich aut w historii motoryzacji nie brakowało i wiele z nich zapisało się złotymi zgłoskami w jej historii. NSU z wanklem, Chrysler Airflow, pierwszy Prius – żadne z tych aut nie odniosło sukcesu, choć niektóre miały więcej sensu, inne mniej. Avantime to już wóz, dla którego trudno znaleźć zastosowanie inne niż „pokażmy wszystkim, jacy jesteśmy ekscentryczni”, czyli znowu mamy casus mrówkojada na smyczy.

Renault Avantime

Czy kupiłbym Avantime jako używane? Wątpię. Z dwóch powodów: pierwszy to jakość wykończenia. Strasznie nie lubię samochodów, które łatwo poddają się wizualnemu zużyciu. Być może dlatego kupuję na przemian w ostatnich latach już tylko Toyoty i Mercedesy, które wprawdzie gniją, ale środek wygląda jak nowy przez pierwszych 40 lat.

W Avantime trudno znaleźć element, po którym nie widać byłoby zmęczenia. Czy jest to dżojstik do regulacji lusterek, czy nieregularnie płowiejące panele plastikowe na nadwoziu (tylko maska jest metalowa), czy jest to wolno zamykające się okno dachowe, czy szwankująca klimatyzacja – to wszystko pozostawia wrażenie samochodu złożonego jak prototyp wykonany tylko z okazji targów motoryzacyjnych, który ma zachwycić publiczność raz, a potem skończyć w magazynie. Nie mówię nawet o braku części (choć to realny problem – polecam fora Avantime’ów), ale o tym poczuciu, które towarzyszyło mi podczas jazdy Avantime: to oczekiwanie, że zaraz zepsuje się coś poważnego.

Chyba, że znalazłbym idealny egzemplarz i potraktował go jako pojazd kolekcjonerski. To wtedy tak. Postawiłbym go na obrotnicy przed swoją halą, w której trzymałbym 80 innych dziwnych samochodów i oprowadzał po niej ludzi, trzymając mrówkojada na smyczy.

Renault Avantime

 

 

 

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie