Akcja partnerska / TechMoto

Jak to działa: system ograniczający skutki kolizji czołowych

Akcja partnerska / TechMoto 25.11.2018 16 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 25.11.2018

Jak to działa: system ograniczający skutki kolizji czołowych

Piotr Barycki
Piotr Barycki25.11.2018
16 interakcji Dołącz do dyskusji

13,89 metra – dokładnie taki dystans pokonujemy w ciągu każdej sekundy, poruszając się po mieście z prędkością 50 km/h. Wystarczy więc na zaledwie 1 czy 2 sekundy odwrócić wzrok od drogi, żeby doprowadzić do naprawdę niebezpiecznej sytuacji.

Jeśli natomiast przyspieszymy do 60 km/h, w każdej sekundzie przejdziemy prawie 17 m. Przy 85 km/h pokonywany dystans wzrośnie do niemal 24 m. W każdej sekundzie – a właśnie na tyle czasu często odwraca naszą uwagę interesujący baner reklamowy albo na tyle czasu może nas oślepić pojedynczy promień słońca.

I przez tę jedną sekundę i 14 albo i więcej metrów, na drodze może stać się wszystko. Auto przed nami może gwałtownie zahamować, ktoś może zajechać nam drogę, pieszy – którego wcześniej nie widzieliśmy – może wejść na jezdnię. Kiedy wrócimy do obserwacji drogi po chwilowym odwróceniu uwagi, może być już za późno.

Nic dziwnego, że właśnie najechania na tył pojazdu, przy pozornie niewysokich prędkościach, są jednymi z najczęściej odnotowywanych typów kolizji.

Na szczęście producenci znaleźli sposób, żeby uchronić kierowców i innych użytkowników dróg w takich sytuacjach.

Tym rozwiązaniem są systemy ograniczające skutki kolizji lub całkowicie im zapobiegające. Auto widzi, że sytuacja na drodze staje się niebezpieczna i przygotowuje się na reakcję kierowcy. Jeśli ta nie następuje, samodzielnie stara się nas uchronić przed zderzeniem.

W teorii brzmi dobrze i prosto. Jak jednak dokładnie działają te systemy i skąd auto wie, kiedy należy się zatrzymać, a kiedy nie?

Jak działa system ograniczający skutki kolizji czołowych?

Jak rozwiązanie to funkcjonuje od strony technicznej? Producenci oferują różne opcje – nawet w ofercie Mitsubishi występują dwa warianty takiego systemu, nazwanego tu FCM – Forward Collision Mitigation.

Pierwszy, podstawowy, oferowany jest we wszystkich odmianach Eclipse Cross i wybranych specyfikacjach Outlandera. Składa się na niego kamera i radar laserowy krótkiego zasięgu, Lidar, umieszczone pod szybą czołową.  Na bazie danych pochodzących z tych czujników komputer pokładowy jest w stanie wykryć, że zbliżamy się ze zbyt dużą prędkością do innego samochodu lub pieszego, który pojawia się na jezdni.

W takim wydaniu system pozwala uniknąć kolizji lub ograniczyć jej skutki, gdy poruszamy się z prędkością od 5 do 80 km/h. Jeśli natomiast przekroczymy 80 km/h, ale nie jedziemy szybciej niż 140 km/h, w przypadku niebezpiecznej sytuacji na ekranie komputera zobaczymy informację o konieczności hamowania. System automatycznego hamowania aktywuje się też przy wykryciu pieszego, jeśli poruszamy się z prędkością od 5 do 65 km/h.

Druga, bardziej rozbudowana wersja FCM do zestawu radaru laserowego i kamery na podszybiu dodaje jeszcze radar aktywnego tempomatu. Taki system, oferowany w najwyższej odmianie Eclipse Cross, zwiększa możliwości całego rozwiązania szczególnie przy wyższych prędkościach.

System automatycznego hamowania działa bowiem w tej opcji nie do 80 km/h, a do 180 km/h. Możemy więc liczyć, że FCM w tej odmianie wspomoże nas również podczas szybszej jazdy np. po niemieckich autostradach. 

Jak zachowa się samochód po wykryciu niebezpieczeństwa?

Po wykryciu, że zbyt szybko zbliżamy się do znajdującego się przed nami obiektu – pojazdu lub człowieka – rozpocznie się realizacja trzystopniowego procesu.

Na pierwszym etapie samochód ostrzeże kierowcę – dźwiękowo i wizualnie – o konieczności hamowania. Dodatkowo przygotuje hamulce tak, żeby nawet lżejsze wciśnięcie pedału spowodowało hamowanie z siłą odpowiednią do naszej prędkości i odległości od znajdującego się przed nami samochodu czy pieszego.

Jeśli jednak nie zareagujemy, samochód przejmuje częściowo kontrolę nad hamulcami i rozpoczyna automatyczne hamowanie. Nadal nie jest to hamowanie całkowite i gwałtowne, a system w dalszym ciągu ostrzega kierowcę i oczekuje na jego reakcję.

Gdy ta jednak nie nadchodzi, a niebezpieczeństwo kolizji jest już niezwykle wysokie, uruchomiony zostaje trzeci etap funkcjonowania FCM. Samochód samodzielnie hamuje z dużą siłą, próbując albo całkowicie uniknąć kolizji, albo przynajmniej zminimalizować jej efekty.

Ale ja chcę zachować pełną kontrolę nad samochodem!

Na szczęście w Outlanderze z systemem FCM nie jesteśmy ani trochę pozbawiani kontroli w takich sytuacjach. Przez cały czas system liczy, że to właśnie my – przy jego ewentualnej delikatnej pomocy – ostatecznie ocenimy sytuację i zareagujemy.

Dodatkowo, jeśli wykonamy jakikolwiek manewr, który sugeruje, że próbujemy samodzielnie zapobiec zderzeniu (np. przyspieszymy lub spróbujemy ominąć przeszkodę), system nie aktywuje hamulców automatycznie, nie przeszkadzając nam w jeździe.

Czy to faktycznie działa?

Sprawdziliśmy system FCM w Mitsubishi Outlander i Eclipse Cross i tak – ten system jak najbardziej działa, choć trzeba pamiętać o jednym.

Nie jest to system który całkowicie wyręcza kierowcę. Jego funkcją nie jest umożliwienie nam oglądania wszystkich przydrożnych banerów i ignorowanie tego, co dzieje się na drodze. To system asystujący, który w swoim pełnym wymiarze możliwości znajduje zastosowanie wtedy, kiedy ludzki kierowca całkowicie zawiedzie.

I bardzo dobrze. Nikt w końcu nie lubi, kiedy odbiera mu się kontrolę nad samochodem. Z drugiej strony nikt też nie lubi niepotrzebnych stłuczek, których dałoby się w prosty sposób uniknąć.

 

* Wpis powstał przy współpracy z marką Mitsubishi. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie