Porady

Jak przewozić rower samochodem? Najpopularniejsze opcje, ich wady i zalety

Porady 02.07.2020 172 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 02.07.2020

Jak przewozić rower samochodem? Najpopularniejsze opcje, ich wady i zalety

Piotr Barycki
Piotr Barycki02.07.2020
172 interakcje Dołącz do dyskusji

W bagażniku? Na bagażniku? Na haku? Na dachu? A może jeszcze inaczej? Sprawdźmy, jak najwygodniej przewozić rower samochodem. 

[Tu powinien być jakiś wstęp, że lato, rowery, samochody, etc. Szanujmy swój czas.]

Jak przewozić rower wewnątrz samochodu?

Tutaj opcje mamy dwie. Albo raczej mamy dwa warianty jednej opcji – mniej i bardziej uporządkowaną.

Opcja mniej uporządkowana

Czyli po prostu „rower w bagażniku”. Bezdyskusyjna zaleta – jest tanio i uniwersalnie. Po złożeniu kanapy i/lub demontażu jednego albo dwóch kół z roweru, zmieścimy większość jednośladów nawet w stosunkowo niewielkich autach. Druga zaleta – rower jest w całości chroniony przed warunkami atmosferycznymi i ewentualnymi uszkodzeniami np. od kamyczków. Trzecia – nie ma żadnych ograniczeń dotyczących prędkości czy dynamiki jazdy (poza tymi standardowymi). Czwarta – jeśli mamy spory bagażnik i stosunkowo wysoki samochód, może się okazać, że rower zmieścimy bez demontażu i montażu czegokolwiek (uwaga tylko na ubrudzenie podsufitki). Piąta – hałas w trakcie jazdy ani spalanie raczej nie wzrosną.

Wady? Niestety też dość oczywiste. Jeśli nie zdecydujemy się na przynajmniej prowizoryczny pokrowiec na rower, bardzo łatwo jest nie tylko ubrudzić wnętrze auta, ale i porysować jego elementy. Rozkładanie i składanie roweru przed wyjazdem, przed samą jazdą, po niej, a także po powrocie, też nie brzmi jak coś, na co chcielibyśmy tracić czas. Zdecydowanie warto też zadbać o jakiekolwiek mocowanie roweru, żeby w trakcie hamowania czy przyspieszania nie przemieszczał się po wnętrzu.

Dodatkowy problem – w przypadku większości aut raczej zapomnijmy o tym, że w ten sposób przewieziemy rowery dla całej rodziny.

Opcja bardziej uporządkowana

Ogólna idea pozostaje bez zmian: przewozimy rowery we wnętrzu pojazdu, ale są one zamocowane do – fabrycznych lub niefabrycznych – uchwytów zamontowanych najczęściej na szynach znajdujących się w bagażniku.

Zalety? Mamy pewność, że rowery zamontowane są stabilnie i nie będą się przemieszczać w trakcie podróży. Do tego mocowanie za oś na pewno przypadnie do gustu posiadaczom rowerów z karbonową ramą. Plus prawie wszystkie zalety standardowego przewożenia rowerów w kabinie – można jechać autem szybko, nic nie hałasuje, spalanie nie wzrasta i tak dalej.

Wady? Na pewno nie jest za darmo, a tym bardziej nie jest uniwersalnie. Fabryczne lub opcjonalne uchwyty wewnętrzne to rzadkość. Natomiast niefabryczne nie pasują do wielu aut. Do tego dochodzi jeszcze kwestia przewożenia gdzieś zdemontowanych kół (na obrazkach prasowych sprytnie ich się po prostu nie pokazuje), konieczność ich demontażu, a także szansa na ubrudzenie wnętrza.

Jak przewozić rower poza wnętrzem samochodu?

Tutaj opcji będzie trochę więcej.

Na dachu (za koło/za ramę)

Tutaj łapiemy za koło…

Chyba jedna z najcześciej spotykanych opcji z racji swojej uniwersalności. Dachowy bagażnik/uchwyt rowerowy możemy bowiem zamontować na niemal każdym samochodzie – niezależnie od tego, czy ma relingi, czy też nie. Nie trzeba też niczego z roweru demontować – po prostu wrzucamy go w całości na uchwyt, zapinamy klamry i zatrzaski, i można jechać.

Niestety nie jest to rozwiązanie zbyt tanie (jeśli ma być porządnie), bo potrzebujemy minimum dwóch elementów:

  • tzw. bagażnika bazowego, czyli tej części, którą montujemy bezpośrednio do samochodu – dopasowanego albo do naszych relingów, albo montowanego na wnękach drzwiowych (testowałem, działa)
  • właściwego uchwytu rowerowego

I choć początkowy wydatek na sprzęt – szczególnie z wyższej półki – może boleć, sugerowałbym jednak kupić raz a dobrze. Nie tylko będzie bezpieczniej, ale po prostu wygodniej.

Zalety takiego rozwiązania? Przede wszystkim rower nie wymaga żadnego przygotowania (może poza zdjęciem dodatkowych sakw, etc.) i jest gotowy do jazdy od razu po zdjęciu go z dachu. Na rynku jest też ogromny wybór sprzętów od różnych producentów i na różnych półkach cenowych.

Wady? Po pierwsze – trzeba mieć siłę i ochotę wrzucić te kilka czy kilkanaście kilogramów na dach, co może być problematyczne chociażby w przypadku wyższych SUV-ów. Trzeba też cały czas pamiętać, że nasze auto jest wyższe o rower i np. nie przejdziemy bez szwanku pod nisko wiszącymi gałęziami czy innymi podobnymi przeszkodami. Do tego dochodzi jeszcze kwestia rosnącego hałasu i spalania, a także wrażliwości na warunki atmosferyczne (wada wszystkich zewnętrznych rozwiązań). Po trzecie – podczas jazdy z bagażnikami dachowymi i uchwytami rowerowymi zdecydowanie nie zaleca się jazdy np. z maksymalną dopuszczalną na polskich autostradach prędkością. Albo inaczej – maksymalna prędkość zalecana przez producenta to przeważnie do 130 km/h. I warto się tego trzymać.

… a tutaj za ramę.

Posiadacze rowerów z karbonowymi ramami będą mieli z kolei mocno ograniczony wybór. W przypadku ich rowerów ściskanie ramy zdecydowanie nie jest zalecane, a większość uchwytów opiera się właśnie na takim punkcie montażowym. Są wprawdzie wyjątki (takie jak uchwyt na zdjęciu ilustrującym ten fragment), ale to jednak wyjątki. Podobnie pod górkę mogą mieć posiadacze fatbike’ów, którzy będą mieli mniejszy wybór uchwytów, a do tego często i tak będą musieli dokupić odpowiednie adaptery.

Trzeba też pamiętać, że dach ma ograniczoną wytrzymałość, jeśli chodzi o przewożoną na nim masę. I tak np. przewiezienie czterech 20-kilogramowych rowerów na dachu większości aut raczej nie wchodzi w grę (ale szacunek dla kogoś, kto by je tam chciał wtargać).

PS Są jeszcze rozwiązania na przyssawki, które nie wymagają bagażnika dachowego, ale… nie testowałem ich, opinie w sieci są raczej mieszane, więc wspominam o ich istnieniu tylko po to, żeby nie było, że czegoś brakuje.

Na dachu (za oś/widelec)

Zasadniczo to samo, co przy przewożeniu w uchwycie za koło/za ramę, z tą różnicą, że… nie łapiemy ani za koło, ani za ramę. Głównym punktem montażowym jest tutaj widelec.

Plusy – nie ściskamy ramy, co wiadomo, dla kogo ma znaczenie. Do tego rower jest zamocowany odrobinę bardziej stabilnie niż przy montażu za ramę/koło.

Niestety coś za coś – taka forma transportu wymaga demontażu przedniego koła, a później przewożenia go albo wewnątrz pojazdu, albo w odpowiednim uchwycie na dachu.

Na bagażniku

Trochę mniej popularna opcja od bagażnika dachowego, ale ma swoje zalety. Chociażby taką, że nie trzeba wciągać roweru na dach, a do tego kupować osobnych uchwytów dla każdego roweru – większość tego typu sprzętów jest przystosowana do przewozu minimum dwóch rowerów. Bonusowo – większość takich bagażników na większości modeli samochodów nie zasłania ani tylnych świateł, ani tablicy rejestracyjnej, co może być z kolei problemem przy bagażnikach na hak. O ile oczywiście przewozimy standardowe rowery.

Wady? Przede wszystkim w wielu przypadkach – bardziej uciążliwy montaż w porównaniu chociażby do bagażników/uchwytów dachowych (szczególnie jeśli np. nie demontujemy bagażnika bazowego na co dzień), połączony z również zwiększoną szansą na uszkodzenie lakieru. Przeważnie im droższy model, tym łatwiejszy montaż, ale… robi się wtedy całkiem drogo.

Do tego można jeszcze doliczyć co najmniej odrobinę utrudniony dostęp do bagażnika – w końcu wisi na nim jeden lub więcej rowerów. Po samej grafice ilustrującej ten fragment widać też, że rowery zasłaniają też dużą część widoku przez tylną szybę, a w ekstremalnych przypadkach mogą nawet zasłaniać tylne światła.

Na haku

WTEM! GLC Coupe, nie spodziewaliście się tego.

Chyba najwygodniejszy sposób transportu rowerów, niestety wymagający sporych nakładów. Przede wszystkim trzeba mieć hak – albo fabryczny, albo dołożony później (z odpowiednim gniazdem wiązki), a jedna i druga opcja jest kosztowna. Po drugie – trzeba mieć oczywiście bagażnik rowerowy przystosowany do montażu na haku. A i jeszcze dochodzi do tego wtórnik tablicy rejestracyjnej, która jest zasłonięta przez bagażnik.

Jeśli już jednak przebrniemy przez te kwestie, dalej jest łatwo. W tym rozwiązaniu musimy podnosić rowery na najmniejszą wysokość i – w większości przypadków – nie zwiększają wysokości naszego zestawu. Przeważnie są też niemal całkowicie zasłonięte przez obrys auta, co oznacza, że wzrost spalania i hałasu będą stosunkowo niewielkie. W niektórych modelach uchwytów stosowany jest nawet system umożliwiający odchylenie platformy z rowerami, dzięki czemu nie tracimy dostępu do bagażnika.

Wady, poza tym, że jest drogo? Wspomniany już wcześniej brak ochrony przed warunkami atmosferycznymi i najmniejsza spośród wszystkich wymienionych tutaj opcji odległość od asfaltu, czyli potencjalna szansa na złapanie losowych kamyczków i podobnych.

To jak w końcu przewozić?

Była w naszej redakcji rozmowa na ten temat i ostatecznie wyszło, że należy kupić Dustera. Nie pamiętam już dokładnie dlaczego, ale niektórym taka odpowiedź w pełni wystarczyła. Jeśli jednak nie…

… to wybór powinien zależeć przede wszystkim od tego, co zapewni nam bezpieczeństwo transportu. Zdecydowanie odradzałbym zakup absolutnie najtańszego sprzętu – nie trzeba od razu rzucać się na najdroższe modele najdroższych producentów. Nie warto jednak skrajnie oszczędzać na sprzęcie, który nie ma najmniejszego prawa zawieść nas w trakcie podróży, bo rower spadający z dachu na autostradzie to niemal gwarancja tragedii.

Co do reszty wyborów – to już zależy głównie od naszego budżetu, preferencji i posiadanego roweru. Posiadacze ciężkich rowerów elektrycznych raczej nie bedą chcieli ładować ich na dach, z kolei posiadacze rowerów karbonowych nie będą chcieli ich niczym ściskać. Wybór więc, pomimo mnogości opcji, będzie więc pewnie szybki, bo przy tak wyraźnych wadach i zaletach dość łatwo jest wybrać to, co będzie dla nas optymalne.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać