Wiadomości

Właściciele samochodów elektrycznych płaczą po podwyżkach w Ionity. Nawet mi ich nie żal

Wiadomości 17.01.2020 333 interakcje
Adam Majcherek
Adam Majcherek 17.01.2020

Właściciele samochodów elektrycznych płaczą po podwyżkach w Ionity. Nawet mi ich nie żal

Adam Majcherek
Adam Majcherek17.01.2020
333 interakcje Dołącz do dyskusji

Ionity podnosi ceny ładowania, a właściciele samochodów elektrycznych po raz kolejny pokazują, że wcale nie chodzi im o ekologię.

Stale obserwuję Twitttera, śledzę blogi i wpisy właścicieli samochodów elektrycznych na facebookowych grupkach. Wszyscy narzekają na zmianę cennika ładowania samochodów elektrycznych w sieci Ionity. Co odważniejsi wrzucają na twitterowe konto firmy swoje przeróbki jej logotypu:

Co to jest Ionity i co właściwie zrobiło?

Ionity to spółka joint venture założona przez BMW, Forda, Mercedesa i Grupę VW mająca na celu zbudowanie ogólnoeuropejskiej sieci ładowarek samochodów elektrycznych. W ubiegłym roku do interesu dołączyły jeszcze Kia i Hyundai. Póki co spółka ma 200 stacji i w sumie 860 punktów ładowania w 20 krajach Europy. W Polsce nie ma ani jednego, ale zapowiedziało, że do końca 2021 będzie ich 10, a pojawią się na stacjach Shella. Tym, co wyróżniało dotąd Ionity była stała opłata za ładowanie. Niezależnie od czasu trwania i ilości pobranych kWh, firma kasowała 8 euro. 

Ionity

Od 31 stycznia koszty tankowania w punktach Ionity znacznie wzrosną. 

Opłata w krajach strefy Euro będzie wynosiła 79 centów za kWh, czyli ponad trzykrotnie więcej niż na Superchargerach Tesli. Na stronie Ionity podano, że w Polsce cena wyniesie 3,5 zł za kWh, co przy cenie ładowania w domu wynoszącej ok. 60-70 groszy brzmi mało optymistycznie. Kierowcę auta zużywającego 20 kWh na 100 km przejechanie tego dystansu po ładowaniu na Ionity będzie teraz kosztowało 70 zł – tyle co ok. 12 litrów paliwa. 

Ionity

Oczywiście jest tu pewne ale. A nawet dwa.

Cena, którą w cennikach podaje Ionity to cena dla tzw. klienta z ulicy. Jako że Ionity jest projektem firm samochodowych, zadbały one o specjalne oferty dla swoich klientów. Sprawdziłem na stronie Audi i tam sytuacja wygląda następująco:

Ionity

Stawki w obu taryfach są znacząco wyższe niż za ładowanie w domu, ale tańsze niż wynikające z nowego cennika Ionity. Do tego Audi chwali się, że ta cena obowiązuje w 133 482 punktach ładowania całej Europie, więc nie tylko w ładowarkach Ionity. Z mapki wynika, że np. we Wrocławiu mógłbym skorzystać z 20 ładowarek. 

Drugie ale jest takie, że większość właścicieli aut elektrycznych i tak ładuje je poza szybkimi ładowarkami. Mają swoje wallboxy w domach, niektórzy korzystają z gniazdek w pracy, albo w centrach handlowych. Ostatnio gdzieś czytałem, że statystycznie ładowanie na szybkich ładowarkach to do 10 proc. ładowań, resztę załatwia się w domu. Z szybkich użytkownicy korzystają gdy muszą – np. podczas dłuższej trasy. 

Ionity

Przyznaję, że reakcje użytkowników aut elektrycznych obserwuję z rosnącym rozbawieniem. 

Właściciele Tesli chwalą się, że ci, którzy płacą, mają stawkę 1,24 zł/kWh (25 eurocentów/kWh) i teraz po prostu wrócą na Superchargery. Część z nich odwiedzała Ionity, bo miała jej stacje bardziej po drodze niż SC, albo dlatego, że ładując więcej niż 32 kWh płacili tam mniej, niż u siebie. 

Oczywiście pojawiają się też głosy, że to zmowa producentów samochodów, którzy chcą utrudnić dostęp właścicielom aut marek spoza joint venture. A słyszał ktoś o programie ładowania na Superchargerach dla użytkowników samochodów elektrycznych innych marek?

Ionity

W ogóle, część użytkowników samochodów elektrycznych uważa się za lepszych od tych, którzy jeżdżą spalinówkami.

Widać to np. gdy piszą o nich per blachosmrody, sadzomioty, przegrywy, śmierdziele, czy kopciuchy. Niektórzy tylko marzą o tym, żeby wlepiać tzw. karne członki na szyby spalinówek blokujących ładowarki, nie oszczędzając nawet hybryd plug-in. Bywają i tacy, którzy proponują spuszczanie powietrza z opon. A dzisiaj już czytałem komentarze, że posunięcie Ionity to spisek producentów samochodów, którzy próbują w ten sposób zniechęcić ludzi do zakupu modeli elektrycznych. Nie mam pojęcia jak takie posunięcie miałoby im pomóc w obliczu kar za emisję CO2, ale może nie jestem wystarczająco wyedukowany. 

Na szczęście nie wszyscy kierowcy samochodów elektrycznych stają się zaraz członkami chorej sekty. Jest wśród nich wielu normalnych, którzy studzą zapał nawiedzonych. 

Ionity

Wśród użytkowników EV rzuca się w oczy jeszcze jedno – mało kto kupuje auto z myślą o ekologii. Chodzi o kasę.

W komunikacie o podwyżkach podano jeszcze informację, że od końca tego roku wszystkie ładowarki firmy będą korzystały wyłącznie z prądu ze źródeł odnawialnych. Pod wpisem Ionity na Facebooku jest już ok. 700 komentarzy. Nie bardzo widać w nich troskę o środowisko, zrozumienie sytuacji i gratulacje z tego powodu. Przewodzą rozczarowani, którzy zapowiadają przesiadkę na Tesle, albo co najmniej zakończenie korzystania z ładowarek Ionity. A jakoś nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek robił takie larum, gdy Tesla po raz kolejny zgodziła się wziąć od FCA miliardy dolarów za przejęcie odpowiedzialności za emisję CO2, wykraczającą ponad unijne restrykcje. Po prostu dla właścicieli aut elektrycznych ważne jest by jeździć jak najtaniej (najlepiej za darmo) i korzystać z przywilejów podatkowych, buspasów, czy darmowych parkingów. Troska o środowisko? A komu to potrzebne…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać