Felietony

Hołowczyc stracił prawo jazdy. Jego tłumaczenie zadziwia

Felietony 05.03.2018 11 interakcji
Marta Daszkiewicz
Marta Daszkiewicz 05.03.2018

Hołowczyc stracił prawo jazdy. Jego tłumaczenie zadziwia

Marta Daszkiewicz
Marta Daszkiewicz05.03.2018
11 interakcji Dołącz do dyskusji

Kilka dni temu media obiegła elektryzująca wiadomość: Krzysztof Hołowczyc stracił prawo jazdy. To już samo w sobie zaskakuje, ale chyba nie tak bardzo, jak tłumaczenia rajdowca.

Drogówka złapała Krzysztofa Hołowczyca na jeździe 113 km/h w obszarze zabudowanym, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/h. A to skutkuje, oprócz mandatu, zabraniem prawa jazdy na 3 miesiące.

Wymówki, ciągle wymówki

Jak się tłumaczy sam Hołowczyc? We wpisie na swoim profilu na Facebooku pisze, że jechali z Maćkiem Wisławskim do Polanicy na spotkanie z klientami pewnego dużego banku.

Jechaliśmy spokojnie, raczej nie szybciej niż 100 km/h. W pewnym momencie dojeżdża do nas z tyłu nieoznakowany samochód policji w wideorejestratorem. Policjanci twierdzą, że według ich zapisu wideo jechaliśmy 113 km/h w terenie zabudowanym i w związku z tym zatrzymują mi prawo jazdy – pisze rajdowiec.

Hołowczyc tłumaczy, że razem z pasażerem byli przekonani, że nie jechali powyżej 100 km/h. Czyli jednak jechali szybko, ale nie aż tak.

Pokazujemy, że w radiowozie ciśnienie kół jest sporo za niskie i to też zawyża wskazywaną prędkość. To wszystko na nic. Oczywiście nie zgadzam się na przyjęcie mandatu, uważając, że pomiar był przeprowadzony nieprawidłowo. Nie zmienia to faktu, że zatrzymują moje prawo jazdy – czytamy dalej.

Kawałek dalej trzykrotny rajdowy mistrz Polski pisze: „Nie chcę się usprawiedliwiać, używając jakichś tanich chwytów.” Czymże więc jest cały ten wpis? I kolejne posty, które chyba w założeniu miały być zabawne. Jednak wielu komentującym dodatkowo podniosły ciśnienie.

Czy to jest zabawne?

Nie pierwszy raz

Przypomnijmy, że dla Krzysztofa Hołowczyca to nie pierwszy raz, kiedy został zatrzymany za przekroczenie prędkości. W dodatku sam o tym wspomina.

To kolejny przykład, jak ta nieprecyzyjna, obarczona wieloma wadami metoda policyjnego pomiaru prędkości, którą łatwo zafałszować choćby naciskając w trakcie pomiaru nawet na kilka sekund pedał gazu w radiowozie, może wywołać dotkliwe sankcje, szczególnie dla kogoś takiego jak ja, kto bez samochodu nie istnieje…

W 2013 roku policjanci zatrzymali Hołowczyca za przekroczenie prędkości o 114 km/h. Ten nie przyjął mandatu i sprawa trafiła do sądu. Prawomocny wyrok zapadł dopiero po dwóch latach procesu. Dochodzenie wykazało, że policyjny radar przekłamał wynik o ponad 40 km/h, czyli Hołek poruszał się poza obszarem zabudowanym z prędkością 161 km/h.

Hołowczyc jest twarzą fundacji

Jednak z uwagi na upływ okresu przedawnienia, sąd okręgowy w Płocku uchylił zaskarżony wyrok i umorzył postępowanie, ale ukarał kierowcę za przedłużanie postępowania. Obciążył Hołowczyca kosztami sporządzenia opinii przez biegłego z zakresu technologii pomiaru prędkości w kwocie 1000 zł oraz kosztami obrony w sprawie.

Kto jest bez winy…

Nie czepiam się Hołka, bo jechał za szybko. Chociaż jako osoba, będąca twarzą kampanii o bezpiecznej jeździe, robić tego nie powinien. Ale kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Większość z nas ma swoje za uszami. I owszem, można kwestionować, że w wielu miejscach znaki informujące o obszarze zabudowanym są ustawione na wyrost. Ale jednak są.

Ważniejsze jest, że kiedy łamiesz przepisy, weź za to odpowiedzialność. Nie lepiej by brzmiało oświadczenie: „Tak, złamałem przepisy, jest mi bardzo przykro, poniosę konsekwencje, więcej się to nie powtórzy”?

I przede wszystkim – czy wypada, żeby fundator i twarz fundacji „Bezpieczny Kierowca” tłumaczył się w taki sposób?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie