Wiadomości

Hej chłopaku, hej dziewczyno, pędźcie kupić Microlino

Wiadomości 08.09.2021 114 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 08.09.2021

Hej chłopaku, hej dziewczyno, pędźcie kupić Microlino

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski08.09.2021
114 interakcje Dołącz do dyskusji

Za ten slogan dla elektrycznego Microlino chętnie przyjmę wynagrodzenie w wysokości jednego Microlino.

Są już ceny i specyfikacje elektrycznego samochodu Microlino, czyli współczesnej inkarnacji klasycznego BMW Isetta. O Microlino nie tylko kilkakrotnie pisaliśmy, ale również miałem możliwość posiedzieć sobie we wnętrzu tego pojazdu. Ten śmieszny czterokołowiec ma dwa miejsca i drzwi będące jednocześnie przednią częścią nadwozia – nawiązanie do Isetty jest tu wręcz oczywiste. Z uwagi na to, że nie jest samochodem, nie musi spełniać norm bezpieczeństwa, więc może sobie mieć te drzwi z przodu. Ale jako że nie jest samochodem, nie łapie się choćby na niemieckie dopłaty do aut elektrycznych. A więc ile kosztuje Microlino?

Microlino kosztuje od 12 500 euro

To jest 56 500 zł za bazową odmianę z akumulatorem 6 kWh. Sześć kilowatogodzin ma ponoć przekładać się nawet na 95 km zasięgu, w co jednak nieszczególnie wierzę. Bardziej wygląda mi to na 60-70 km, a te 95 to pobożne życzenia. 17-konny silnik Microlino może osiągnąć chwilową moc nawet 26 KM i rozpędzić ten pojaździk do 90 km/h. Z pewnością nie da się jednak nim podróżować długotrwale z taką prędkością. Spodziewam się, że realistyczna jest stała jazda z prędkością 50 km/h.

W stosunku do prototypu, który oglądałem, Microlino w wersji produkcyjnej przeszło wiele zmian. Zniknęła struktura rurkowa z nałożonymi na nią panelami nadwozia i pojawiła się typowa karoseria samonośna. Nie zachowała się również łamana kolumna kierownicy mocowana do drzwi. Obecnie kolumna kierownicy jest stała i po otwarciu drzwi ukazuje się nam taki widok:

microlino

Oznacza to, że kierowca będzie musiał nieco bardziej nagimnastykować się przy wsiadaniu.

tokyo motor show 2019
W prototypie wyglądało to tak.

Szwajcarski pojazd będzie oczywiście dostępny za dopłatą z większymi akumulatorami. 10,5 kWh ma zapewnić 170 km zasięgu, a topowa odmiana 14 kWh przejedzie ponoć 230 km bez ładowania. Silnik pozostaje bez zmian, rośnie tylko masa pojazdu, która wcale nie jest taka mała. Microlino waży 435 kg, ale bez akumulatorów. Z akumulatorami – no to różnie może być, ale obstawiam że największa wersja przebije 600 kg. Najtańszy wariant ma osiągać 50 km/h w pięć sekund. Są to raczej średnie osiągi, większość skuterów jest znacznie szybsza. Ale do Paryża się nada, tam i tak nie wolno jeździć szybciej niż 30 km/h.

Microlino ma aż 230 litrów bagażnika

Do tego bagażnika dostajemy się z tyłu nadwozia. Przednie drzwi nie mają klamki i otwierają się przyciskiem. Ciekawostką jest zawieszenie, w którym zastosowano cztery kolumny McPhersona. Przeważnie stosuje się je tylko z przodu. Zresztą wersja prototypowa miała z tyłu oś sztywną, więc ulepszenie jest naprawdę znaczące. Wnętrze, niesłychanie minimalistyczne, nie ma ekranu centralnego obsługującego „infotainment”. Musimy zapewnić go sobie za pomocą własnego telefonu.

Dostępne będą trzy wersje wyposażenia Microlino

Urban – tylko w dwóch kolorach (biały i pomarańczowy), Dolce (pięć kolorów do wyboru) z przesuwanym oknem dachowym i z wnętrzem obitym wegańską „skórą” – w opcji, oraz Competizione, który będzie miał w opcji lakiery matowe. Nieco dziwne te warianty wyposażenia, ale co ja się tam znam. Widocznie nie jestem aż takim fanem Microlino jak 24 tysiące klientów, którzy już go zarezerwowali. Producent, znany do tej pory z hulajnóg, ma spory problem, bo jego fabryka w Turynie ma zdolność produkcyjną 7500 pojazdów na rok. Wygląda na to, że niektórzy sporo poczekają na swój słodki, elektryczny pojazd. Oczywiście o ile uda się wykombinować tyle mikroprocesorów do jego produkcji.

Czy jeździłbym Microlino?

Tak i nie. Tak, gdybym mieszkał w ciaśniej zabudowanym mieście. W Warszawie ten pojazd jest po prostu za mały i za wolny. Na dużej arterii wielkie SUV-y po prostu by mnie zgniotły. Nikt by na niego nie uważał, a jakby ktoś na mnie najechał z przodu, to już bym z takiego Microlina nie wysiadł. Jednak gdybym mieszkał w mieście o architekturze typowej dla południa Europy, czyli bardzo ciasnym, to cieszyłbym się widząc takie Microlinka jako pojazdy współdzielone. Upalałbym je wtedy jak dziki, w ogóle nie myśląc o konsekwencjach ewentualnej kolizji. Dobrze, to idę zobaczyć ile kosztują nieruchomości w Hiszpanii.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać