Ciekawostki

Magnetyzery, HUD za stówkę i grający breloczek-turbina – przegląd najdziwniejszych gadżetów motoryzacyjnych do kupienia w internecie

Ciekawostki 02.01.2019 42 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 02.01.2019

Magnetyzery, HUD za stówkę i grający breloczek-turbina – przegląd najdziwniejszych gadżetów motoryzacyjnych do kupienia w internecie

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk02.01.2019
42 interakcje Dołącz do dyskusji

Pamiętacie magnetyzery? Były reklamowane już w latach 90. Dziś, w dobie internetu, nadal można je kupić… choć wydawałoby się, że nikt już nie wierzy w ich skuteczność. Takich gadżetów na rynku jest więcej. Zapraszam na mały przegląd.

Zmniejszenie zużycia paliwa od 13 do 22 proc. przy zachowaniu dotychczasowego stylu jazdy. Wzrost przyspieszenia na każdym biegu o 15 proc. Wzrost mocy i dynamiki silnika o 16 proc. Wzrost prędkości maksymalnej o 14 proc. Wreszcie: spadek emisji spalin od 50 – 80 prc. Do tego łatwy montaż, wyciszenie pracy silnika i gwarancja aż na 30 lat. Genialne. Ile kosztuje element, który tak doskonale wpływa na samochód? Zaledwie kilkanaście złotych.

Mowa o magnetyzerze.

Być może ktoś pamięta te „cudowne urządzenia” jeszcze z lat 90. albo z początku XXI wieku. W skrócie: ich zadaniem było wytwarzanie pola magnetycznego w przewodach paliwowych. Są też magnetyzery układu chłodzenia. Magnetyzer to zazwyczaj opaska składająca się z połączonych magnesów neodymowych. Proste, a podobno skuteczne i genialne!

Gadżety motoryzacyjne. przegląd

Reklamy magnetyzerów potrafiły dawniej zajmować pół strony danego czasopisma. Było tam wszystko: „Ewangelia”, czyli zbiór dobrych wiadomości – i to takich, o które nikt nie pytał. Dzięki temu jednemu małemu elementowi montowanemu w kilka minut, samochód miał być szybszy, bardziej oszczędny, trwalszy, cichszy… brakowało jeszcze tylko, żeby potrafił sam zrobić pranie i fruwać. Zwykle była też wypowiedź zadowolonego użytkownika, no i adres, pod który trzeba wysłać pieniądze.

Czasy się zmieniły, ale magnetyzery nadal są sprzedawane. Tym razem handel przeniósł się do internetu – na przykład na Allegro. Teksty są te same, wyciągnięte z sufitu zalety – również.

Gadżety motoryzacyjne. przegląd

Oczywiście co bardziej dociekliwi klienci pytają: skoro magnetyzery są tak dobre, dlaczego producenci nie montują ich fabrycznie? Niektórzy sprzedawcy mają już gotowe odpowiedzi na takie pytania. Oto cytat z jednego z ogłoszeń:

„Skoro to takie świetne urządzenie, to dlaczego nie jest montowane fabrycznie przez producenta? To pytanie zadaliśmy kiedyś przedstawicielowi koncernu produkującego samochody. Podkreślając, że jest to całkiem prywatna wypowiedź, stwierdził: …Każde urządzenie, które podwyższa parametry techniczne silnika konstruowanego przez lata przez zespoły fachowców i za ogromne pieniądze, spotka się z niechęcią tego środowiska. Polityka ekonomiczna każdej firmy zakłada, że jeżeli chcesz mieć szybszy samochód o lepszych parametrach, to po prostu kup droższy model. Jeśli urządzenie, którego koszt wynosi kilkadziesiąt złotych, potrafi w niektórych wypadkach spowodować, że klient uzyskuje parametry samochodu o klasę lepszego, to nie wyda on przecież kilkunastu tysięcy złotych na lepszy model. (…)”

No i na koniec, gdyby ktoś jeszcze nie zrozumiał:

„PAMIĘTAJ ! TWOJEMU DILEROWI SAMOCHODÓW NIE ZALEŻY BYŚ MIAŁ DŁUŻEJ SPRAWNY SILNIK I NIE MUSIAŁ ZMIENIAĆAUTA NA NOWE. STACJE PALIW CIESZĄ SIĘ JAK SPALISZ 13-22 % PALIWA WIĘCEJ.”

A czy cieszą się też, gdy spalę 23 proc. więcej? I czy po zamontowaniu kilku magnetyzerów auto zacznie produkować paliwo?

Jest jeszcze jedna kwestia: dlaczego są tak mało popularne? Na to też jest gotowa odpowiedź. Uwaga:

„Dlaczego magnetyzery są tak mało rozpowszechnione?
Szczegółowe badania przeprowadzone w USA w latach 90-tych wykazały, że urządzenie ograniczające zużycie paliwa tylko o 15 % spowodowałoby zmniejszenie rocznych przychodów do budżetu rządu federalnego o 45 mld USD (!!!). Nie natrafiliśmy na podobne badania prowadzone w ostatnich latach, a przecież zużycie różnego rodzaju paliw na świecie wzrasta z roku na rok. A co stałoby się z producentami katalizatorów? To pytanie pozostawimy bez odpowiedzi…”.

Ostatnie zdanie zabrzmiało groźnie. Mamy tu więc wszystko: spisek wielkich koncernów i budowanie poczucia elitarności wśród użytkowników. Ci, którzy kupili magnetyzery, mogą uważać się – i zapewne się uważają – za wiedzących więcej i opierających się propagandzie.

Ciekawe, czy w komplecie sprzedający dodają foliowe czapeczki.

Na koniec dodam tylko, że w dzisiejszych silnikach ze względu na ich konstrukcję, zastosowanie elektronicznego wtrysku i to, że spalanie odbywa się w procesie spalania zupełnego, magnetyzery nic nie dają. Jedyne, co można uzyskać, to efekt placebo.

Ale ktoś musi to kupować. I nie tylko to – wystarczy krótka wycieczka po zakamarkach Allegro, by znaleźć więcej ciekawych urządzeń.

Oto jonizator, czyli oczyszczacz powietrza.

Gadżety motoryzacyjne. przegląd

To kolejne niedrogie, małe urządzenie, które rzekomo czyni cuda. Gdy wepnie się je w gniazdo zapalniczki, wytwarza tak zwane „jony ujemne”. Dzięki nim polepsza się podobno koncentracja kierowcy, redukuje się jego zmęczenie i poprawia „postrzeganie psychiczne”. Do tego w aucie przyjemniej pachnie i nie czuć smrodu papierosów.

Sprzedający zachęca, wpisując w opisie ogłoszenia jakieś tajemnicze dane, tworzące wrażenie, że sprzęt jest profesjonalny i wysokiej klasy. KONCENTRACJA OZONU: 3mg/h. PRODUKCJA ANIONÓW 3800000 szt/cm3. Brakuje jeszcze wyniku pomiaru BZDETOMIERZEM. Pokazałby miliard.

Co jeszcze? Oto przenośny wyświetlacz HUD.

Gadżety motoryzacyjne. przegląd

Dopłaciłeś do swojego BMW albo Mercedesa kilka tysięcy, żeby mieć wyświetlacz przezierny na szybie? Bez sensu – mogłeś kupić taki sprzęt za stówkę. Podłącza się go do gniazda ODB i gotowe! Jest tylko jeden haczyk – nie chce mi się wierzyć, że to działa. Obraz będzie zapewne płaski i wcale nie będzie go dobrze widać.

Gadżety motoryzacyjne. przegląd

Ciekawych gadżetów jest więcej – nadal spory jest wybór niezapomnianych „odgromników”. To ten cienki pasek wiszący z tyłu auta i dotykający podłoża. W latach 90. miał to każdy szanujący się grzyb. Oprócz tego – nadal można kupić „tuningową klasykę”, czyli filtry stożkowe czy strumienice. Pamiętacie, jak prawie każde Tico i Astra I z seryjnymi silnikami miały coś takiego pod maską? Podobno nawet było czuć przyrosty mocy!

A taki breloczek w kształcie turbiny, z zapalniczką i wydający dźwięk, to nawet chętnie kupiłbym komuś pod choinkę. Szkoda, że już po świętach.

 

Zdjęcia pobrane z ogłoszeń zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie