Relacje

Pojechałem zdezelowanym Polonezem do Olsztyna po części do polskich gratów. Wszystko co mogło, poszło źle

Relacje 08.12.2018 259 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 08.12.2018

Pojechałem zdezelowanym Polonezem do Olsztyna po części do polskich gratów. Wszystko co mogło, poszło źle

Michał Koziar
Michał Koziar08.12.2018
259 interakcji Dołącz do dyskusji

Graciarstwo to ciężka choroba. Grozi wstawaniem o 4 rano by jechać na drugi koniec Polski kupić części w przystępnych cenach. Likwidacja sklepu z gratami do polskich samochodów – od tego hasła zaczął się bardzo dziwny piątek.


Był cichy czwartkowy wieczór. Redaktor prowadzący spokojnie malował swojego Okulara na zimę farbą do płotów, a ja leniwie przeglądałem Facebooka popijając kwas chlebowy. Nagle zauważyłem na jednej z grup piorunującą informację – likwidacja sklepu z częściami do samochodów polskiej produkcji. Słowa takie jak „ogromny asortyment”, „elementy blacharskie”, Olsztyn i „poniżej ceny zakupu” zaczęły mi migać przed oczami, a dłoń sama wykręciła numer. Kolega o podobnie spaczonym guście motoryzacyjnym długo się nie namyślał.

Poprzez wichry i burze.

Sklep otwierał się o 8:30. Jasne było, że jeśli chcemy dostać najcenniejsze artefakty, musimy być pierwsi. Pobudka 4:30, poranna toaleta, szybka kawa i do – a jakże – Poloneza. Nigdy wcześniej nie odważyłem się pojechać tym gratem za 800 zł dalej niż 100 km od domu, narzędzia zostały w garażu pod innym adresem. Kto nie ryzykuje ten niech też nie je. Cel – Olsztyn.

Już podjeżdżając po kolegę zauważyłem podejrzaną chmurę pary z okolic chłodnicy. Korek zaczął puszczać. Świetnie. Ruszyliśmy jeszcze w ciemnościach, na poboczach zalegał śnieg, deszcz zacinał, a widoczność była bardzo słaba. No trudno, oby zawartość sklepu wynagrodziła nam męczącą trasę.

fso polonez części
Wybaczcie niesamowicie złą jakość zdjęć, ale rozbiłem szkło obiektywu

Olsztyn wpasował się w klimat.

Na całe szczęście do Olsztyna dotarliśmy bez dodatkowych przygód. Przywitał nas mgłą, błotem i zabudową pamiętająca czasy Syreny i dawniejsze. Sklep znajdował się w podwórku kamienic, gdzie czas zatrzymał się w latach 90-tych. Klimat zdecydowanie się zgadzał.

Do samego końca mieliśmy wątpliwości, czy na miejscu nie zastaniemy samych bezwartościowych rzeczy w nieadekwatnych cenach. Często tak bywa, kiedy rekiny biznesu ogłaszają wyprzedaże, pozorując rabaty i czatując na tych legendarnych bogatych ale głupich kolekcjonerów. Na szczęście prowadzony przez przesympatyczne panie sklep okazał się dobrze zaopatrzony, a ceny faktycznie rewelacyjne.

Disneyland dla dorosłych.

Kilka godzin spędziliśmy buszując wśród półek i znosząc na wielką stertę przeróżne fanty. Radość na widok nowego błotnika do Poloneza MR 89, oryginalnych krzyżaków wału napędowego czy tłoków do silnika 1500 przypominała reakcje dzieci na świąteczne prezenty.

Góra części rosła, dopóki nie zebraliśmy wszystkiego co nas interesowało. Świąteczna atmosfera udzieliła się też sprzedawczyniom, bo zostawiliśmy niebagatelną kwotę. Moment otrzeźwienia przyszedł przy pakowaniu zakupów.

fso polonez części
Wnęka koła zapasowego wypełniona częściami. Dobrze, że nie złapaliśmy gumy.

Pamiętacie grę Tetris? By pomieścić w bagażniku Poloneza wszystkie zdobycze niezbędne były umiejętności z najwyższego poziomu trudności. Od wnęki koła zapasowego po dach, wykorzystaliśmy praktycznie całą dostępną przestrzeń. Klapa ledwo się domknęła, ale się udało. Można było się pożegnać i ruszyć.

fso polonez części
Bagażnik po załadowaniu około 50% zakupów. Potem trudno było go w ogóle sfotografować, trzeba było szybko zamykać klapę, by nic nie wypadło.

Trudne powroty.

Całą drogę powrotną towarzyszyła nam mgła, która z czasem gęstniała. Żeby nie było za łatwo w połowie drogi zaświeciła się kontrolka stanu płynu hamulcowego, ale szybko zgasła. Mieliśmy nadzieję, że to tylko wilgoć na obwodzie czujników. Kawałek dalej połamało się mocowanie pióra wycieraczki, a nie przestawało padać. Szara taśma uratowała sytuację.

fso polonez części
Wspaniałe warunki drogowe

To nie był koniec przygód. Pomimo jazdy na gazie ubywało paliwa w baku i śmierdziało benzyną. Postój z pracującym silnikiem, zerknięcie pod maskę i wszystko jasne. Nowa pompa paliwa, którą zamontowałem 3 dni wcześniej bryzgała bezołowiową na wszystkie strony. Wspaniały wyrób Polmo Łódź, słynna jakość FSO. Po prostu Polonez jest jak socjalizm, trzeba przezwyciężać problemy nieznane przy żadnym innym samochodzie. No nic, odcięliśmy przewody scyzorykiem, zaślepiliśmy je trytytkami i pojechaliśmy dalej. Niech pompa pracuje na sucho i się zatrze. Taki jest wyrok za zdradziecką awarię.

fso polonez części
Pompa po wykonaniu na niej wyroku.

Było już blisko do domu, pożegnałem się z kumplem. Chwilę później znowu zaczęła się świecić kontrolka hamulców, ale nie wykazywały objawów awarii. Pozostało wierzyć, że to wilgoć na starych kablach. Przecież hamulce były niedawno remontowane, działają, a Polonezom często zdarzają się fałszywe odczyty z czujników.

Graty to wspaniała zabawa.

Z radia przygrywało Roxette, lampka na desce wesoło jarzyła się na czerwono, płyn powoli uciekał z chłodnicy, a pozbawiony pompy paliwa Polonez dalej parł naprzód drogą wojewódzką 631. Wsłuchując się w stary hit pomyślałem, że w moim świecie tak chyba właśnie wygląda ten słynny „Joyride”. Z awariami, ubrudzonymi dłoniami i satysfakcją. Bez przygód trasy są zbyt nudne. No i niestety tym stwierdzeniem zapeszyłem. Chwilę później hamulce zaczęły słabnąć. Na Wisłostradzie pedał zaczął wpadać prawie do samej podłogi i przez ostatnie 10 km wlokłem się z maksymalną prędkością 40 km/h, zostawiając ogromne odstępy i kopiąc w hamulec by w ogóle się zatrzymać. Byleby tylko doturlać się do domu, tam już będę mógł naprawić tę niewdzięczną kupę złomu. Jakimś cudem się udało. Mikołaj może się schować ze swoją trasą Aztekiem.

Pusty zbiorniczek płynu hamulcowego przedniego obwodu.

Jak widać posiadanie starego samochodu to coś więcej, niż tylko wybór auta. To także dusza na ramieniu podczas każdej trasy, awarie, naprawy polowe i nieracjonalne decyzje, takie jak wyjazdy nad ranem do Olsztyna. Czy było warto? Tak. Świetnie się bawiliśmy, a części które kupiliśmy nie trafią dzięki temu na złom, który im groził po zakończeniu działalności, tylko pomogą utrzymać przy życiu stare samochody. W końcu to nie Mercedes-Benz, by graty do wiekowych modeli były wciąż dorabiane i dostępne w ASO od ręki.

Piątek perfekcyjnie zmarnowany. Graciarstwo to styl życia.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie