Samochody używane / Klasyki

Ktoś sprzedaje prawie 100-letniego Forda jak 15-letniego Passata. Postawił go w bramie i nakleił kartkę „sprzedam”

Samochody używane / Klasyki 08.05.2019 390 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 08.05.2019

Ktoś sprzedaje prawie 100-letniego Forda jak 15-letniego Passata. Postawił go w bramie i nakleił kartkę „sprzedam”

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski08.05.2019
390 interakcji Dołącz do dyskusji

Tak się wystawia samochody na sprzedaż na prowincji: wypycha się je przed bramę i wkłada kartkę za szybę. Nieważne, czy chodzi o B5 w TDI-ku, czy o Forda T, który pewnie dobiega setki.

Sprzedaż aut zabytkowych kojarzy się nam z aukcjami organizowanymi przez Bonham’s czy RM, z targami klasycznej motoryzacji, z pięknymi zdjęciami i szczegółowymi historiami każdego egzemplarza. Inwestorzy w kolorowych spodniach i dopasowanych sweterkach przechadzają się, rozmyślając nad zakupem kolejnego klasyka, martwiąc się czy w ten sposób nie przyczynią się do pęknięcia bańki cenowej na dany model.

Tymczasem w Polsce wygląda to zupełnie inaczej. Mamy samochód zabytkowy, nawet ok. 100-letni? Wystarczy go wypchnąć przed stodołę. Jako zabezpieczenie przed ewentualnym deszczem posłuży nam kawał folii. Pojazd widoczny na zdjęciu to Ford T z późnej serii produkcyjnej – takie pojazdy powstawały mniej więcej w latach 1916-1927. Zachowało się ich sporo, nie są więc jakoś szczególnie cenne, choć z punktu widzenia historii motoryzacji mają ogromne znaczenie. To Ford T zmotoryzował Stany Zjednoczone, tak jak Garbus zmotoryzował Europę i resztę świata.

ford t na sprzedaż

Znalazłem chyba to ogłoszenie na OLX

Sprzedający wystawia dwie sztuki naraz, zdjęcia mają rozmiar znaczka pocztowego i przedstawiają kawałek samochodu na lawecie w ciemnościach. Czyli jest bardzo dobrze, tzn. normalnie. Wszystko w porządku, mamy polską szkołę sprzedaży klasyków w najlepszym wykonaniu.

W sumie skoro sprzedający wystawia Forda z 1925 lub 1926 r. jak Passata z 2005 r., to można by pociągnąć temat według tych samych standardów. Zadzwonić z pytaniem, czy wóz „był bity”, czy ma „orginalny lakier na każdym elemencie”, zapytać czy ma „długie opłaty”, ile lat mają opony, czy nie ma luzu w kierownicy itp. Warto się dowiedzieć, czy są dwa komplety kluczyków i czy akcyza jest opłacona. Może da się „wracać na kołach”? No i koniecznie trzeba się umówić na jazdę próbną. Aby się nie zbłaźnić, warto pamiętać do czego służą poszczególne pedały w modelu T: lewy to pedał biegu bezpośredniego (wciśnięty do połowy – jedynka, odpuszczony – dwójka. Więcej biegów nie ma), środkowy to pedał biegu wstecznego, a prawy – hamulec roboczy. Przyspiesza się manetką przy kierownicy, druga służy do regulacji kąta wyprzedzenia zapłonu. Proponuję poćwiczyć palenie z korby. Na koniec jeszcze klasyczne żenujące negocjacje ceny (panie, nikt panu więcej nie da! 200 kilometry tu jechałem!) i możemy wracać w rytm terkotania 2,7-litrowego dolniaka.

Żebyście sobie nie myśleli

Niestety, jest tylko jeden problem: cena. Wprawdzie sposób sprzedaży i ogólny anturaż przypomina raczej wiejski autokomis, ale mejk noł mistejk, płaci się tyle co na eleganckich targach klasyków, gdzie do takiego Forda dorzuciliby nam drzewo genealogiczne jego właściciela do 5 pokoleń wstecz.

Zdjęcie: Horpyna Stożek 

z Miks Wielokołowy

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie