Wiadomości / Ciekawostki

Ford wypuści na rynek dodatkowe egzemplarze modelu GT. Szykujcie się na długą rekrutację na właściciela

Wiadomości / Ciekawostki 19.10.2018 23 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 19.10.2018

Ford wypuści na rynek dodatkowe egzemplarze modelu GT. Szykujcie się na długą rekrutację na właściciela

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk19.10.2018
23 interakcje Dołącz do dyskusji

Jeżeli jest wśród nas ktoś, kto chciał kupić nowego Forda GT, ale cała pula 1000 egzemplarzy zniknęła mu sprzed nosa, mam dla niego dobrą wiadomość. Ford zdecydował się na wypuszczenie na rynek jeszcze 350 aut. Trzeba jednak spełnić kilka kryteriów…

Gdy najnowszy Ford GT ujrzał światło dzienne, słychać było narzekania, że to już nie to samo, bo zamiast wielkiego V8, ma „zaledwie” 3.5-litrowe V6. Oczywiście narzekali przede wszystkim ci, którzy nie tylko nie mogą sobie na taki samochód pozwolić, ale nawet nim nie jechali. Rozmawiałem z osobami, które miały okazję sprawdzać nowe GT na torze i zgodnie podkreślały, że V8 mogłoby nawet popsuć wrażenia z jazdy, bo byłoby za ciężkie. A V6 i tak ma 650 KM i pozwala na osiągnięcie 348 km/h…

Poza tym – ten Ford doskonale wygląda!

Ford GT

Mimo ceny sięgającej w przeliczeniu około 2,5 miliona złotych, 1000 egzemplarzy, które Ford przeznaczył do sprzedaży, rozeszło się na pniu. Zainteresowanie modelem było jednak o wiele większe. Na jeden egzemplarz przypadało sześciu chętnych. Ford nie mógł zwiększyć puli dostępnych samochodów aż tak. Po pierwsze, produkcja GT wcale nie należy do łatwych. Po drugie, wtedy cały czar elitarności mógłby prysnąć.

Zdecydowano się jednak na wyprodukowanie dodatkowych 350 aut.

To oznacza, że fabryka ostatecznie przestanie wytwarzać GT nie – jak planowano – w 2020, ale w 2022 r. Co ciekawe, obecnie produkcja nieco się opóźnia – z planowanych 250 aut rocznie udało się stworzyć tylko 138.

Czy w związku ze zwiększeniem puli aut, wystarczy teraz odpowiednio szybko biec do salonu, położyć kilka walizek z gotówką i zamówić auto? Niestety, to nie takie proste.

Aby kupić GT, trzeba zostać zaakceptowanym przez Forda.

Podobnie jak np. przy najdroższych, flagowych Ferrari, tak i tutaj pierwszeństwo mają „zasłużeni klienci”. Czyli tacy, którzy jeżdżą poprzednim Fordem GT lub – jeszcze lepiej – mają całą kolekcję klasycznych, drogich aut tej marki. Teoretycznie można jednak nabyć nowy model, nie mając starego. Trzeba jednak przejść przez proces rekrutacyjny. Chyba łatwiej zostać szefem NASA albo kimś takim…

Aby znaleźć się w gronie szczęśliwców, należy przede wszystkim wypełnić odpowiedni wniosek. Dodam, że pytania – które znamy dzięki witrynie Road and Track – pochodzą z formularzy wypełnianych przy okazji pierwszej puli 1000 aut. Czy teraz się zmienią? Tego nie wiadomo. Uwaga – pokazuję tylko kilka z wielu stron z pytaniami.

Na początku: podajemy swoje dane i podajemy, który dealer jest najbliżej nas.

Ford GT

Następnie, jeżeli ktoś jeździ Fordem GT, musi podać informacje na temat swojego auta i tego, jak i gdzie je kupił. Dodatkowym atutem będzie uczęszczanie na imprezy dla posiadaczy tych samochodów.

Ford GT

Trzeba między innymi podać też, czym się zajmujemy. Domyślam się, że Ford nie chce mieć w gronie właścicieli GT osób zajmujących się różnego rodzaju szemraną działalnością – choć oni zapewne i tak mają swoje sposoby…

Ford GT

Dodatkowym atutem będzie, jeżeli organizujemy różne imprezy charytatywne. Ale takie związane z motoryzacją.

Ford GT

Należy także wypisać najbardziej znaczące samochody z naszej kolekcji.

Ford GT

Można popisać się także swoimi wpływami w social mediach.

Ford GT

Na koniec – najbardziej interesująca część. Tak zwane „zadanie otwarte”. Kandydat – niezależnie od tego, ile ma lat i czym się zajmuje – musi nakręcić maksymalnie minutowy filmik, w którym przekonuje Forda, że będzie dobrym właścicielem Forda GT.

Ford GT

Udało się? No to pozostaje jeszcze tylko wpłacić zaliczkę w wysokości połowy wartości auta (!) i podpisać, że po zakupie nie sprzedamy samochodu przez 2 lata. Ford tego pilnuje, o czym może świadczyć niedawna głośna sprawa z zapaśnikiem Johnem Ceną, który naruszył umowę.

Podobno warto. I podobno dwóm osobom w Polsce udało się spełnić wszystkie wymogi.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać